TAK BARDZO DŁUGO ;-;
Wiemy, bardzo, bardzo, bardzooo długo czekaliście na ten rozdział. Ale oto i jest. Do dupy, krótki ale zawsze ._.
____________________
Siedząc koło niego pragnęłam. Pragnęłam go. Dżizys, o czym ja myślę. No ale taka prawda. Shane jest naprawdę super chłopakiem. W dodatku jest przystojny. Bardzo, bardzo przystojny. Jedno ale odnosi się do jego siostry, która gdyby dowiedziałaby się o moich najskrytszych marzeniach, prawdopodobnie pocięłaby mnie na kawałki, po czym zakopała gdzieś daleko mówiąc Shane'owi że uciekłam na drugi koniec świata z jakimś Arabem lub kimś innym. Cóż, siostry to mu nie zazdroszczę ale wracając do niego. Był jej całkowitym przeciwieństwem. Był miły, koleżeński, szarmancki.
- Hej, może wybierzemy się na spacer? - zapytał.
- W sumie czemu nie? - odpowiedziałam, uśmiech pojawił mi się na twarzy. Ale nie tylko mi.
- Wiesz chciałem pogadać.
- Spoko. Lubię rozmowy.
- Okej, to co? idziemy?
- Ale że jak? Już? Teraz?
- No tak..chyba że masz coś innego do roboty? - spojrzał tym swoim zalotnym wzrokiem.
- Nie nie..chodźmy.
Wstaliśmy a potem skierowaliśmy się do drzwi.
Szliśmy polną dróżką. Słońce grzało a rośliny budziły się do życia. Lecz mnie zastanawiało tylko o czym chce ze mną rozmawiać Shane. Skoro trochę już o sobie wiedzieliśmy, może chciał się dowiedzieć więcej?
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - zagadnęłam.
- A w sumie to o niczym.
O niczym? Przecież sam mi powiedział że chce pogadać. Chyba zmienia zdanie gorzej niż baba z okresem.
- Nie. Stop. Wróć. -powiedział po chwili - Chciałbym o coś spytać.
- To nie mogłeś spytać w domu?
- A to źle że chcę być romantyczny? - stanęłam jak wryta.
- Chwila..bo zaraz pomyślę że chcesz mi się oświadczyć. - palnęłam.
- Oświadczyć może i nie. Ale chciałbym cię zaprosić.
- Okej, a mogę wiedzieć na co?
- Na randkę.
Osłupiałam. SHANE. CHCE. MNIE.ZAPROSIĆ.NA.RANDKĘ. NA RANDKĘ. SHANE. MNIE . NA RANDKĘ. OMGOMGOMG. (Typowa reakcja napalonej nastolatki).
- N-na ran-n-dkę?
- Tak. Sama możesz wybrać gdzie, kiedy. Ale proszę, zgódź się.
- Ja, ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.
- Zgadzasz się? Proszę. - nalegał Shane.
- Tak. Dobrze.
Wróciliśmy do domu, a ja cała ogłupiała, szczęśliwa pobiegłam do swojego pokoju gdzie zastałam Eve i Alice przytulone do siebie (wyobraziłam sobie siebie i Shane'a na takim słodkim obrazku.)
- Czego? - rozwiała moje marzenia Alice.
- To także mój pokój co nie? - wyszczerzyłam się i wracając do marzenia padłam na swoje łóżko.
- Co Ty taka szczęśliwa? - zagadnęła Eve.
- A tak jakoś. W końcu wiosna. - posłałam jej szczery uśmiech w zamian dostając to samo i dodatkowo irytujący wzrok Alice.
Wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki chcą jeszcze bardziej ożywić się pod prysznicem.
- Ale z Was zakochańce - powiedziałam po czym zamknęłam drzwi łazienki.
- Spieprzaj - usłyszałam tylko pomruk Alice.
Elvis
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz