piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział IX

                                                      
                                                      Rozdział IX



Kurdeee, przystojny. Muszę się opanować. Ale nic nie poradzę.
- Nie no , spoko. - udało mi się coś wydukać.
- Pomóc Ci może.?
- Nie , nie trzeba.
- A może jednak. ?
- Okey. Tylko tu nie ma nic do zrobienia. Tylko włożyć naczynia do zmywarki. 
- To ja może zrobię herbatę. ? Jeśli masz ochotę. Posiedzimy , pogadamy. - Ahh. Jakież to słodkie.
- No jasne, chętnie. A wogóle jestem Emily .
- Tak, wiem. A ja jestem Shane. - Wie. Jeej. !! Z czego ja się tak cieszę. ?
- Tak, wiem.
Shane nastawił wodę w czajniku elektrycznym. Wyjął dwa kubki i wrzucił do nich woreczki z herbatą.
Po kilku minutach woda zagotowała się. Shane wlał ją do kubków, wyjął z szufladki łyżeczki, z półki zdjął cukierniczkę i wszystko postawił na stole. Kiedy skończyłam włączać zmywarkę usiadłam na stołku, naprzeciw Niego. Jego włosy odbijały światło bijące z okna kuchni. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. A potem Jego uśmiech przygasł, po czym zapytał :
- Jak się czujesz z tą sytuacją. ?
- Z tym, że muszę nauczyć się walczyć , by obronić tę szkołę. ? Dziwacznie. Tak z dnia, na dzień to wszystko spadło na nas. Bez sensu. A ty . ? Jak Ci z tym. ?
- Czuję się przytłoczony. Zmieniać zamieszkanie. Ale czuję się zaszczycony, że spośród tylu uczniów ... wybrano mnie.
- No tak, nie dziwię się im. Ale czemu ja. ? Nie mam żadnych kwalifikacji do tego zadania.
- Ojj, na pewno jest w Tobie coś wyjątkowego. Nie wybraliby Cię bez powodu. - Wow. Niezły jest.
- Tak uważasz. ?
- No jasne. Wydajesz się interesująca. Za mało o Tobie wiem. Skąd jesteś. ?
- No cóż ... urodziłam się tu, w New Jersey. Kiedy miałam 10 miesięcy tata od nas odszedł, więc wyjechałyśmy z mamą do Nowego Jorku. Tam mieszkałam przez 6 lat. Później mama straciła pracę. Musiałyśmy wyjechać. Jeździłyśmy przez całą Amerykę. Byłyśmy w prawie wszystkich stanach. Aż znowu trafiłam tu.
- A Twoje poprzednie miejsce zamieszkania. ?
- Cóż ... Floryda. Miasto Venice. Nie było źle.
- No ... chyba o nim słyszałem. Świetna plaża, dużo bogatych ludzi.
- Ojj, nie myśl sobie, że jesteśmy z mamą bogate. Mieszkanie załatwił nam jej szef, ale i tak nie wyrabiałyśmy z kasą. W końcu musiałyśmy się przenieść. Mama postanowiła wrócić na stare śmieci. 
- Widzisz, gdybyś mieszkała tu cały czas ... dawno byśmy się poznali. - A to byłoby świetne.
- No tak. Mój pech. Hehe. A może teraz ty coś o sobie opowiesz. ?
- No więc... pochodzę stąd, z New Jersey. Moją siostrą jest Alice. Nasza mama zmarła kiedy mieliśmy po 3 lata. Teraz mieszkamy z ojcem. 
- Ojj, przykro mi z powodu mamy.
- Tak. Nam też.
- Pewnie jest Ci ciężko. 
- Tak. I to nie wiesz jak bardzo. Opowiedziałbym  Ci więcej, ale za mało się znamy. 
- Oh. No jasne.
- To może wyskoczymy jutro na spacer. ? Poznamy się lepiej i wogóle. ...- Tego się nie spodziewałam. Ale się cieszę. 
- Jasne, czemu nie. ? 
- To co idziemy po obiedzie. ? 
- Okey, nie ma sprawy. 
- Cieszę się. Muszę już lecieć, bo Louis dostanie szału. Nie poukładałem swoich rzeczy. On ma fioła na punkcie porządku.
- Jasne. Leć. Do zobaczenia na kolacji. 
- Papa. 
Umyłam szklanki. Poszłam do siebie, Alice wciąż nie wróciła ze spaceru z Eve. No to mam czas dla siebie. 
Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Była to Jennifer. Powitałam ją uśmiechem. 
- No nareszcie jesteś. Jak tam pogaduchy z naszym "Panem Przystojnym" ? 
- Skąd wiesz, że z nim rozmawiałam. ? 
- Wszyscy to wiedzą, mycha. Nawet Alice i Eve. 
- Co .? Ich przecież nie było.
- Ojj były. To one nam powiedziały. Byliście tak zagadani , że nie zauważyliście jak wchodzą. - Tu mnie zaskoczyła. Nie słyszałam , jak wchodziły.
- A teraz gdzie są.? 
- U nas w pokoju.  Oglądają jakiś film.
- A my. ? Co robimy. ? - Miałam nadzieję, że powie "Wypad na miasto" i rzeczywiście. Ale nie koniecznie tak samo.
- No cóż. Wybywamy na miasto. Co powiesz na mały "obchód sklepów". ?   Mamy 4 godziny do kolacji. Potem ma być jakaś zbiórka. Ale tym się nie przejmujmy. 
- Okey. Możemy iść. Tylko, że ja nie mam za dużo kasy. To będą myślę ... małe zakupy,
- Jasne. Jak chcesz.  Chodź.! 
Wybrałyśmy się z Jenn na miasto. Kupiłam sobie sweterek. Kaszmirowy. Jenn powiedziała, że mi w nim do twarzy. Jenn za to kupiła sobie nowe jeansy. Do tego kozaczki. Ładnee. Po powrocie położyłam nowy nabytek w szafie. Zeszłam na dół, na kolację. Wszyscy już byli oprócz Jennifer. Usiadałam na swoim miejscu. Wzięłam kanapkę z szynką i pomidorem, plus herbata. Chłopcy dużo zjedli. Ja z resztą dziewczyn trochę mniej. Jenn doszła kiedy wszyscy zjedli. Zjadła szybko swoje i poszliśmy do sali ćwiczeń. Pani Bones wyglądała na roztargnioną. Opowiedziała nam, jak wyobraża sobie nasze treningi i rok szkolny. Na razie nie chodzimy do szkoły, tylko ćwiczymy. Na zajęcia wrócimy dopiero za  miesiąc. 
- Trening zaczynamy od jutra. Zaraz po śniadaniu chcę Was tu widzieć. - zadecydował pan Stark. Po tym całym spotkaniu poszłam do pokoju. Poszłam się umyć. Przyszła Alice. Ona też poszła się myć. Założyłam słuchawki na uszy i wsłuchiwałam się w  piosenkę zespołu "Linkin Park". Rozmyślałam przy tym o jutrzejszym treningu. Zastanowiłam się też, jak będzie wyglądać moje spotkanie z Shanem. Sądzę, że będzie ciekawie. Zaczęłam odpływać..., zapadać w sen. Zobaczyłam łąkę. Te samą, co kilka dni wcześniej w moim śnie. ..... 

______________________________________________________

 Okey. To jest rozdział IX. Myślę, że wydał się Wam ciekawy. Poznaliśmy bliżej Naszą bohaterkę i Shane'a. Następnego rozdziału możecie się spodziewać ... już jutro. Chyba xd   A i ten rozdział wymyślałam na bieżąco, bo wcześniej napisany rozdział IX gdzieś się zapodział.  Miłego czytanka. ! 
                                                                                               
                                                                                                                          Rozmuska. ^^ 


środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział VIII

 Przed nim natomiast stali nauczyciele. Każdemu z nas podali kartkę z przydzielonym już numerem pokoju.
-Będziecie mieszkać po dwie, trzy osoby w pokoju. I żadnych zmian proszę. - zawołał wf-ista. Modliłam się w duchu by być z Jenn. Innych lokatorów wykluczałam. Dostaliśmy klucze. Myślałam jak to teraz będzie....bez pysznej jajecznicy mamy. Bez jej dodatkowego budzenia....Gdy ocknęłam się z małego transu natychmiast weszłam do nowego miejsca zamieszkania. Schody prowadziły na górę gdzie mieliśmy pokoje. Jak już stałam pod moim zauważyła, że drzwi są uchylone więc pewnie moja współlokatorka już tam gościła. Wzięłam powietrze do ust i weszłam.
To co zobaczyłam było po części szokiem a po części przerażeniem.
O nie! Nie! Nie! Nie!
-Co ty tu do cholery? Chyba ci się numerki pomyliły....-błysnęła Alice.
-No czytać i liczyć to ja jeszcze umiem, okay!?- broniłam się.
-Że ja mam mieć pokój z TOBĄ?! Zakatrupie tego kto to wymyślił!
-Dobra! Ale Stark powiedział że zmian nie będzie...mogłaś trafić gorzej np. na Jenn...- to ją chyba przekona.
-W sumie...może i tak. Mniejsza o to. Tamto łóżko twoje, to moje. A! I zakaz dotykania moich rzeczy bez pozwolenia, jasne?
-Tak.
-To dobrze. Twoja przyjaciółka była wredna w autobusie...
No tak. I teraz będę miała przekichane. Pięknie. Super. Podbite oko. Rozcięta warga. Czemu nie? A może coś gorszego...może dosypie mi trucizny do jedzenia?!
-Prze..-chciałam zacząć lecz Alice się wtrąciła
-Więc zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alice.- przedstawiła się po raz kolejny.
Tego się nie spodziewałam.
-Emily.
-Spoko. Do obiadu mamy jeszcze czas by się rozpakować i poznać więc go nie traćmy, okay?
-Git.
I tak poznawałyśmy się do 12, rozpakowując przy okazji swoje rzeczy. Gdy skończyłyśmy padłyśmy na nasze łóżka.
-Wiesz, nie jesteś taka zła - powiedziała Ali.
-Dzięki, ty też. Bo...Jenn opowiadała mi na twój temat, a właściwie wasz, tylko to co mówią inni..
-Ah -westchnęła- no tak...czasem mam tego dość
-Jak to się zaczęło?
-Cóż, zawsze byłam inna. I pod względem wyglądu i duszy..no i jak pewnie słyszałaś orientacji. Ubierałam się na czarno, słuchałam ciężkiej muzy, nie interesowałam się tylko chłopakami..i się wyśmiewali.
-Sory cię bardzo ale chyba każdy jest inny nie? To nie powód żeby go wyśmiać.
Alice popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Może była zaskoczona?
-Eeee...dzięki.
-Spoczko.
I tak jeszcze rozmawiałyśmy 2 godzinki. Dowiedziałam się o niej różnych rzeczy tak jak ona o mnie. Nie była zła...po prostu to wszystko opinia ludzi. Miałam szczęście, i przy okazji ubaw gdy Ali powiedziała że nie jestem w jej typie.
Gdy zerknęłyśmy na zegar była 14 więc zebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad.Zauważyłam że Shane się na mnie gapi a Alice na niego zerka.
Zjedliśmy w mgnieniu oka.
-Ktoś może wybierze się na poobiedni spacerek? -zaproponowała Alice. Chyba nikt nie miał na niego ochoty..
-Ja pójdę.- odezwał się nieznajomy głos. Jak się okazało należał do Eve. Dziewczyny ubrały buty i bluzy po czym wyszły.
Na złość dzisiaj przypadała mi rola zmywania. Brudną robotę jednak zrobi za mnie zmywarka. Wkładałam do niej naczynia i nawet nie zauważyłam że ktoś wszedł do kuchni.
-Hej- odsunęłam się szybko od zmywarki.
-Weź nie tak nie strasz bo na zawał zejdę.
-Przepraszam -powiedział Shane.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział VII

Byłam naprawdę zmęczona. Nie dość że ''zjadacze kotów'' chyba chcą mnie sobie przekąsić to cały czas o nich myślałam. No przynajmniej o tych dwóch chłopakach. Jak im tam szło..? Właśnie. Louis, nie cierpiał mnie( w sumie tak jak inni) co było widać gołym okiem. A Shane, on był taki przystojny...Nie! STOP! O czym ja w ogóle myśle?! Koniec. Spokojnie. Policz do dziesięciu....1...2...3
-Emily! Chyba musimy porozmawiać!
-Mamo, błagam, przełóżmy to na jutro, jestem padnięta.
-To nie może czekać do jutra - powiedziała moja matka.
Westchnęłam. Wolnym krokiem poszłam do salonu i klapłam na kanapie. Mama natomiast siadła na fotelu.
-No więc co masz takiego ciekawego do powiedzenia?
-Powinnam ci to powiedzieć na początku, no wiesz, o tej całej akcji...ale..
-I tak po prostu się zgodziłaś?! -wybuchnęłam. No bo która matka zgadza się by jej córka, która chce spokojnie skończyć gimnazjum brała udział w jakieś cholernej akcji!
-Jeśli nie chcesz, nie musisz w tym uczestniczyć - mama powiedziała to zranionym głosem. I co? Mam jej tak po prostu wybaczyć?
Cóż, może i to nie była jej wina. W sumie nawet chciałam uczestniczyć w tej całej akcji, projekcie...
-Przepraszam mamo, jestem zwyczajnie zmęczona.
-W porządku, rozumiem cię, ale musisz się jeszcze spakować, jutro macie o 10.00 zbiórke. A potem pojedziecie do nowego domu- podała mi kartke z adresem
-Okay.
Posłałam mamie uśmiech na jaki było mnie stać i poszłam do mojego pokoju. Z szafy wyjęłam dużą walizke i trochę mniejszą torbe. A potem zaczęło się..pakowanie wszystkich potrzebnych rzeczy. Ledwo je upchnęłam. Skończyłam po 3 godzinach. Byłam tak zmęczona że rzuciłam się na łóżko i zasnęłam w ubraniach, nie przebierając się nawet do piżamy.
Śniła mi się łąka. Czarno-biała. Pełno kwiatów. Byłam ubrana tylko w letnią sukienke. W oddali kogoś zobaczyłam. Postać ta była nie wyraźna ale dostrzegłam że stoi do mnie tyłem. Podeszłam więc bliżej pytając się kim on(jak wywnioskowałam) jest. Nie odezwał się. Dotknęłam lekko jego pleców i wszystko nagle zaczęła wirować. Obraz zamazał się jeszcze bardziej. Ciemność. Nic nie widziałam. Ale nagle znalazłam się na tej samej łące. Tylko że wszystko było...kolorowe. Znowu go zauważyłam, teraz stał przodem. Powoli podchodziłam bliżej by zobaczyć jego twarz. Jeszcze jeden krok...MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!! Podniosłam się gwałtownie. MUUUUUUUUUUUUUUUU!!! Taaa.....budzik w kształcie krówki. Cholera jasna, w takim pięknym momencie. MUUUUUUUUUUUUUU!
-No wstaje no!
Budzik wskazywał 8.30, mam jeszcze półtora godziny. Wstałam, podeszłam do lustra. O! EM! GIE! Wyglądałam jak strach na wróble albo i jeszcze gorzej. I w dodatku śmierdziałam potem. Ugh! Wślizgnęłam się do kabiny i wzięłam 20-minutowy prysznic. Wraz z ubraniem się w coś wygodnego i do wyjścia zajęła mi to pół godzinki. Zeszłam na dół. Mama była już na nogach a z kuchni dobiegał zapach jajecznicy i bekonu.
Mniam.
-Dzień dobry- przywitałam się się z mamą. Podeszła do mnie i wyściskała.
-Em, pamiętaj że cię bardzo kocham i będe tęsknić.
-Ja też i to bardzo.
Usiadłam przy stole i zaszczeżyłam się gdy tylko podała mi śniadanie.
-Boże, nie moge uwierzyć że moja córka już się wyprowadza.
-Robię to dla dobra ludz -zakrztusiam się- kości.
-Nie mówi się z pełną buzią- upomniała mnie.
Śniadanie zjadłam z dwoma dokładkami. Najadłam się jak, za przeproszeniem, świnia. Pod mój dom podjechał autobus. Mama pomogła mi z bagażami. Jeszcze raz mnie wyściskała i pożegnała. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce obok Jenn. W autobusie byli już Louis i Caroline. Troche zdziwiło mnie że siedzą razem skoro zawsze dzielili się na chłopacy, dziewczyny. Ale Shane'a jak i Alice jeszcze nie było. Za to była jakaś dziewczyna której nie znałam.
-Hej! A kto to jest?- spytałam Jenn.
To jest...-zamyśliła się- Eve, taka jakaś ''Sierotka Marysia''-wykrzywiła usta w grymasie.
-Aham...
Podjechaliśmy pod jakiś dom. Wyszli z niego Shane i Alice. Co? Oni?! Razem?!
-Nie mówiłaą mi że oni są razem a w dodatku ze sobą mieszkają?
-Wyluzuj-parsknęła śmiechem Jennifer- Shane i Ali to rodzeństwo. Bliźniacy.
Zatkało mnie. Chociaż przypomniało mi się że chyba mieli tak samo na nazwisko..znaczy, Way?
-Serio?
-Noooo...raczej.
Wow..Ja i moja spostrzegawczość. Brawa proszę.
-Olo wszytskim! - zawołali, po czy przybili sobie piątke. Siedli wspólnie przed nami. Shane się odwrócił i spojrzał na Jenn ale po chwili jego wzrok utkwił na mnie
-Hmm...my się chyba nie znamy?- zagadnął.
-Chyba nie..
-Jestem Shane- posłał mi piękny uśmiech. Piękny?! Co ja bredze?!
-Emily, przedstawiałam się setke razy przed całą klasą.
-A no..Ładne imie. Takie poetyckie. Na przykład ''Romeo i Emily''.
-Raczej ''Romeo i Julia''-wtrąciłam.
-Może i tak ale to nie zmienia faktu że jesteś piękna. To znaczy masz piękne imie! To znaczy ty też jesteś ładna ale..
-Shane! krzyknęłam Alice- Uspokuj się!
-Sorry..
-Spoko - zapewniłam go
Tym razem odwróciła się Alice.
-Hej. powiedziała. Zdziw
-Cześć.
-Sorry za mojego brata ale..
-Mogliście jeszcze posiedzieć w psychiatryku- dokończyła Jenn.
-Tsaaa...-syknęła gotka- Ty jesteś ta nowa? Eeeee....Emily?
-Aha, no tak- uśmiechnęłam się łagodnie.
-A tamta dziewczyna w tyle...? Jakoś jej nie kumam.
-Jak się chodzi do szkoły to się wie- powiedziała Jennifer.
Alice spiorunowała ją wzrokiem. Jenn chyba przesadziła, w końcu może oni nie są źli? A i tak trochę głupio że jak jej tam? Eve? Tak. Eve siedzi sama. Na szczęście Alice się do niej przysiadła i zaczęły o czymś rozmawiać i co chwile wybuchać śmiechem. Pierwszy raz widziałam jak Eve się uśmiech....Widocznie się dobrze dogadywały.
Podróż minęła dosyć szybko. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy a przed nami stał całkiem sporych rozmiarów, uroczy domek.
                                                                                        Elvis
____________________
Przyznam że jak na moją osobę, trochę się rozpisałam xD

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział V i VI. ;)

                                                            

                                                     Rozdział V


Następny dzień był podobny. I następny. I następny. I kolejny.
 I...tego dnia były w szkole tylko trzecie klasy. Było to dziwne do tego stopnia, że nikt nie chciał nam powiedzieć czemu reszta ma wolne od szkoły. No ale cóż, dzień jak dzień. Chociaż był piątek i tak nie miałam na nic ochoty. W przeciwieństwie do innych, którzy cieszyli się, że już po lekcjach mogą iść do domu i aż do poniedziałku nic nie robić. Była już 11.00. Miałam teraz geografię. Jennifer już czekała na mnie w ławce. Ledwie weszłam do sali, a już zobaczyłam ich..."zjadaczy kotów". Byli ubrani inaczej niż zwykle. Tak...imprezowo. Jakby bardzo cieszyli się z nieobecności młodszych dzieciaków. Ale mam to gdzieś. Podeszłam do ławki i starałam się słuchać Bird' a. Ale obrócił się do mnie Zac .
-Siemeczka, mała.
-Mówiłam, że masz nie mówić do mnie "mała".
Oj, sorki. Emily ?
Co ? - zapytałam , choć wcale nie chciałam wiedzieć.
-Dałabyś się zaprosić kiedyś do kina?
-Kiedyś...
-Hej ! Tak w zasadzie miałem na myśli jutro !
-Ooo...No nie wiem. Jutro nie mogę. Umówiłam się już. Z Jenn. Prawda, Jenn?
-Hmm? Tak jasne! Idziemy na zakupy! - Uff.
-No właśnie. Muszę poznać tutejsze sklepy!
-No dobra. To kiedy indziej. Szkoda.. - Jest ! Odczepił się ! Byłam dziwnie zaskoczona, że Jenn wogóle wiedziała o czym mówiłam. Nie wyglądała jakby słuchała.
 
-Hej, dzięki ! Uratowałaś mnie ! - szepnęłam jej do ucha.
-Nie ma sprawy ! Ale i tak pójdziemy na zakupy.
Następny był w-f. Pan Stark był dziś miły. Za miły. Zbliżała się ostatnia lekcja. Godzina wychowawcza. Naszą wychowawczynią jest Amelie Blue. Zadzwonił dzwonek.
 
____________________________________


                                              Rozdział VI
 



Z głośnika nad biurkiem nauczycielki odezwał się głos dyrektorki. Marie Bones:
-Zapraszam do siebie : Alice Way , Eve Midleton, Caroline Forbes, Shane'a Way,  Louis'a Hamilton'a - Teraz już znam ich nazwiska.-Ciekawe, co znów zrobiliście ? - pani Blue położyła nacisk na "znowu".
- Jennifer Rey- tu oczy pani Blue zrobiły się jakby...większe.
-Emily Robertson. Poprosimy również nauczycieli : Pana Bird'a, Pana Stark'a, Panią Blue i Panią Skay.

O ja Cię ! Dlaczego ja ? Zastanawiam się co zrobiłam. Jenn wzięła mnie pod rękę i pociągnęła za sobą. Szłyśmy zaraz za tą grupą, która wydawała nam się dziwna. Louis złapał Caroline za rękę. Odwrócił się w naszą stronę. Popatrzył na Jenn, a potem na mnie. Zrobił skrzywioną minę i pocałował Caroline w policzek. Po chwili staliśmy już przed drzwiami dyrektor Bones, Shane zapukał do drzwi. Odezwał się głos jakiegoś mężczyzny. Po wejściu zorientowałam się, że to był nauczyciel wf-u pan Stark. Pani Skay- nauczycielka biologii- siedziała na krześle blada jak , no trup. Chyba zasłabła. Pani dyrektor zaczęła mówić:-Witajcie dzieci ! Wiecie, że nasza szkoła jest uznawana za jedną z najbezpieczniejszych szkół.
- Taa , i co w związku z tym . ? - Louis wydał mi się w tym momencie ..bezczelny. 
- Naszej szkole grozi niebezpieczeństwo, Louis.
-A co to ma wspólnego z nami ? - Wyskoczyła Alice.
-No wiesz, Alice bardzo dużo. Bo to Was wybraliśmy do jej obrony.
Jennifer wybuchnęła śmiechem.
- Taa, jasne ! I powiedzcie mi jeszcze, że dostanę jednorożca.! - Pani Blue dziwnie na nią spojrzała.
-Jennifer proszę, zrozum. My nie możemy tego robić. Jesteśmy za słabi.
-Owszem rozumiem, ale dlaczego ... my? - wskazała ręką mnie i siebie.
-Bo wiem, że się sprawdzicie. Okej. Do rzeczy. Pan Stark będzie uczył Was sztuk walki.
 Pan Bird pokaże Wam plan całej szkoły i nauczy przemieszczania się szybami wentylacyjnymi. 
Pani Skay da Wam wiedzę ogólną o zabezpieczeniach i strojach "maskujących".
 Pani Blue będzie Was uczyć opanowania i spokoju umysłu.
 Będziecie mieszkać razem w domku wyposażonym w sprzęt do treningów. Shane popatrzył na mnie, potem na Jenn, a potem znów na mnie. Wydawał mi się taki przystojny. Popatrzyłam na Louis'a, który spoglądał na mnie z gniewem. Kiedy zorientowałam się, co przed chwilą powiedziała do nas dyrektorka zamurowało mnie. Ciekawe, co powie na to mama ?
-Właśnie od jutra zaczynacie treningi, a i o rodziców się nie martwcie. Wiedzą o wszystkim.
Ulżyło mi. Wróciłam do domu myśląc nad tym wszystkim.

                                                                                           Rozmuska.

___________________________________

Okey. W tych rozdziałach zbyt szybko toczy się cała akcja, ale przekonacie się , dlaczego.
Świat Emily wywraca się do góry nogami ... zaraz po przeprowadzce do jej ... nowego domu. Czy sobie poradzi z zadaniem , jakie ma do wykonania. ?  Więcej na ten temat dowiecie się już w następnych rozdziałach, a te ... napisze Wam Elvis.
                                                                
                                                                     Do poczytania. Rozmuska. xD





Rozdział III i IV ;pp

                                                               Rozdział III



Reszta lekcji ciągnęła się dość długo. Jak na nową uczennicę musiałam stanąć na samym środku klasy i się przedstawić. Ta grupka "zjadaczy kotów" parsknęła śmiechem. Można było to przewidzieć. No właśnie co do "mojej" nazwy ich grupki , tak mi to do głowy przyszło...Jennifer mówiła, że podobno jedzą koty. Wątpliwa sprawa. Jennifer kojarzyła mi się z taką osobą, która mówi dużo i o wszystkim. Typ plotkary. No cóż..przynajmniej mam do kogo otworzyć buzię.
 Gdy zadzwonił dzwonek oznaczający koniec lekcji uśmiechnęłam się i wstałam ze swojego miejsca. Zsunęłam książki do torby i przełożyłam przez ramię. Chłopak z ławki przede mną uśmiechnął się do mnie i przepuścił mnie i Jennifer przodem.-Prawdziwi faceci jednak istnieją. Rzadko spotykane, a jednak. Prawda ?
Po chwili przestałam słuchać jej długiego i bezsensownego monologu. Po przejściu kilkunastu metrów przerwałam jej w połowie zdania.
-Gdzie jest sala chemiczna?-zapytałam dziewczynę, która niezbyt przejęła się tym ,że jej przerwałam, odpowiedziała prawie od razu. Nie zdążyłam jeszcze skończyć zdania, a ona już odpowiadała..
-Sala chemiczna jest na końcu korytarza. Sala 19. Chodź- wzięła mnie pod rękę i przeprowadziła jak małe dziecko pod salę
-No dobra na wstępie powiem Ci, że to ciężka sztuka- dalej ponownie jej nie słuchałam.Usiadłam ponownie w ostatniej ławce wraz z Jennifer. Jej entuzjazm, zapał i gadatliwość chyba mają niezliczone pokłady energii. Pokręciłam głową, aby miała wrażenie, że jej słucham. Po chwili weszła grupa "zjadaczy kotów" patrzyli na mnie takim ...dziwnym spojrzeniem. Od razu odwróciłam wzrok. Zaraz za grupką dziwnych nastolatków weszła pani od chemii. Popatrzyła z pogardą na nich i westchnęła.
-No moi drodzy. Oto nasza nowa uczennica Emily. Chodź tutaj i się przedstaw- uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam na środek klasy. Dziwnie jest mówić to samo na każdej lekcji... Niestety cały dzisiejszy dzień będę musiała to robić. Powiedziałam parę zdań i wróciłam na swoje miejsce, a nauczycielka zaczęła rozpisywać jakiś wzór na tablicy. Oparłam dłonie o policzki i starałam się uważać na to co mówi.
_______________________________________



                                                Rozdział IV




 Reszta lekcji przebiegła podobnie jak chemia. Przedstawienie się, chichot "zjadaczy"  i tak w kółko. Dopiero pierwszy dzień, a ja mam dość tej monotonii. Jechałam właśnie autobusem ze szkoły. Było w nim mnóstwo ludzi. Jennifer przesłała mi całusa gdy wysiadałam. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Otworzyłam drzwi kluczem. Z kuchni dochodził mnie głos mamy. Pewnie rozmawiała z moją babcią o "fantastycznej ofercie pracy". No cóż...
Weszłam do kuchni. Na kuchence stał obiad. Nałożyłam go sobie na talerz i położyłam na stół. Zjadłam go i poszłam na górę się przebrać. Wygodne spodnie, luźny top i najwygodniejsze buty jakie mam.  Odłożyłam torbę na ziemię. Przebrałam się i od razu włączyłam laptopa. Przeglądałam to co przeglądam zawsze. Facebook i Twitter.  
Oczywiście Jennifer i kila innych osób, które poznałam w szkole zdąrzyło mnie zaprosić. Akceptowałam i wyłączyłam komputer. Zeszłam po schodach wolnym krokiem. Mama już nie rozmawiała z babcią.
-I jak tam w tej wspaniałej, nowej pracy?- zapytałam. W moim głosie pobrzmiewała nutka ironii i sarkazmu.
-Dobrze.-odpowiedziała tak jakby nie słyszała sarkazmu w moich słowach.
-A jak tam u Ciebie? W nowej szkole?- zapytała
- Fajnie. Poznałam taką Jennifer. Jest całkiem okej.- uśmiechnęłam się do niej.Była 18.00.
-Pójdę odrobić lekcję- powiedziałam niezbyt miłym tonem. Mama usłyszała to i się uśmiechnęła.
 Ponownie weszłam na górę , do swojego pokoju. Rozejrzałam się po nim. Jak skończę lekcje to trzeba będzie tutaj posprzątać i rozpakować resztę kartonów. Westchnęłam. Wyjęłam książki z torby i zasiadłam za biurkiem." No to zaczynamy. " - pomyślałam. Gdy skończyłam była godzina 19.00. Spakowałam się na jutrzejszy dzień w szkole. Podeszłam do okna. Wzięłam  stamtąd karton i go rozpakowałam. Całe rozpakowywanie zajęło mi godzinę. Była 20.00 Postanowiłam,że pójdę wziąć prysznic- przygotowałam się. Rozpuściłam włosy i weszłam do kabiny. Następnie okąpałam się. Przebrałam w piżamę i wyszłam z łazienki. Postanowiłam, że posłucham muzyki. Jednak po chwili weszła mama. Rozejrzała się po pokoju.
- No widzę, że już się rozpakowałaś. Ja teraz będę to robiła. Chciałam Ci życzyć tylko kolorowych snów.- uśmiechnęłam się do niej.
-Dzięki i wzajemnie.- powiedziałam. Mama wyszła z pokoju gasząc światło i zamykając drzwi. Przewróciłam się na drugi bok. W pokoju od mamy było słychać odpakowanie wszystkich kartonów. Zamknęłam oczy. Zasnęłam od razu.




 
                                                                                    Rozmuska.

________________________________________________

Okey. Następne dwa rozdziały pojawią się mam nadzieję, jeszcze w tym tygodniu. Od następnego tygodnia posty dodawać będzie Elvis. Mam nadzieję, że te dwa powyższe rozdziały < których my z Elvis'em osobiście nie pisałyśmy > podobają Wam się. Odwiedzajcie dalej naszego bloga, bo już niedługo życie Emily zmieni się .. na zawsze. xD                      
                                                                        Bay. Rozmuska.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział II

Na przeciw mnie stała wysoka blondynka ze stertą książek.
-Chwila.....nie znam cię. Niech zgadnę, nowa w szkole.?
-No tak..
-Ah..fajowo. Chodzimy razem do klasy, wczoraj pani Blue mówiła nam że dojdzie nowy uczeń. Szczerze powiedziawszy, myślałam że będzie to chłopak. No ale trudno, chodź, pokaże ci gdzie masz lekcje a potem mogę cię oprowadzić.
-Nie, dzięki, to nie jest konieczne, naprawde.
-Idziemy i koniec. Jestem Jennifer ale możesz mi mówić Jenn- wyciągnęła do mnie ręke. Cóż, zdolność wykręcania się nie była moją mocną stroną.
-Taa...fajnie. Jestem Emily.
Wzięła mnie pod ręke i poszłyśmy w stronę sali od matematyki jak się domyślałam. Matematyka jako pierwsza lekcja? No wspaniale. Jednak po drodze Jenn pokazała moją szafke, o ile można coś takiego można szafką nazwać. A co do Jenn, była całkiem fajna, może nieco gadatliwa.
Weszłyśmy do sali numer 21 i usiadłyśmy na końcu. Przede mną usiadł jakiś chłopak a następnie się o mnie odwrócił.
-Cześć mała - powiedział.
-Nie jestem mała - chociaż przy moich 165 cm każdy mnie tak nazywał.
-Sorry, mał...znaczy..
-Emily - wtrąciła Jennifer, za co skarciłam ją wzrokiem.
-Taa..-skomentowałam.
-Jestem Zac - powiedział i się zaszczerzył. Odpowiedziałam mu znudzonym uśmieszkiem. Niestety, nie zdążył go skomentować, bo drzwi otworzyły się hukiem a do sali weszło 4 uczniów. Dwie dziewczyny i dwoje chłopaków. Przodem szła bodajże jakaś gotka. Blada cera, krwiste usta(nikt chyba nie przeszczega reguły ''nie wolno malować się do szkoły''), obcisła czarna bluzka z jakimś logo zespołu, czarne rurki i glany. Niezła...Obok dziewczyna w czerwonym topie, szarych spodniach, martensach i z połyskującymi, brązowymi włosami. Za nimi natomiast dwaj...może rockmani? Ale całkiem przystojni. Dziewczyny usiadły razem po naszej lewej stronie a przed nimi chłopaki.
-Oesu.. - skwitowała Jenn.
-Ko to? - zapytałam.
-Nie wiesz?!
-Nie.
-A no fakt, jesteś tu nowa.
-Więc powiesz mi kto to?
-Okay, to się przygotuj. Tamta czarownica, to Alice, podobno przez nią zniknęły wszystkie koty z osiedla. Ktoś mówił że się sprzedaje ale każdy wie że to zwykła lesba. Obok niej siedzi Carolina. Pomogła uwięzić koty w wielkim garnku, w którym potem ugotowały zupe. Okropność. No a chłopcy to Shane i Louis. Na ich temat zdania są podzielone. Większość uważa że to Caro i Alice groziły im że jeśli nie dołączą do ich ''paczki'' skończą tak samo jak te zwierzaki. Wszyscy są zwolennikami szatana i tych zespołów, co od niego pochodzą.
-Skąd wiesz że oni są satanistami? No i..te intymne sprawy?
-Każdy to wie. Trzymają się razem bo inni się ich boją. Sama jak ich pierwszy raz zauważyłam, myślałam że umarłam a moja dusza trafiła do piekła. A potem miałam koszmary.
-Aha..
-Lepiej się z nimi nie zadawać - uprzedziła.
-Może nie są tacy źli? - Jenn wytrzeszczyła oczy.
-Jakby co to ja cię nie znam.
-Spoko - wyszczerzyłam się do niej a do klasy wszedł matematyk.
                                                                                                                            Elvis

_____________________
Nooo....to się troche zapoznaliście z otoczeniem xD

środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział I

Cześć. Jestem Emily. Mam 15 lat i za chwile musze wstać do nowej szkoły. Szkoły zmienianej w tym roku już trzeci raz. Mam już tego dosyć. Co poznam jaką pokrewną dusze, zmieniam szkołę. A to dlaczego? Bo moja mama dostaje ''lepszą'' oferte pracy. Moim zdaniem każda jest taka sama, ale jak to matka uważa, dopóki nie skończę osiemnastu lat, to ona tu decyduje. Hmmm....Ciekawe czy tutaj poznam kogoś, do kogo będę mogła powiedzieć 'cześć'...albo nawet się z kimś zaprzyjaźnić?
-Emily! Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! - usłyszałam z dołu głos mamy.
Usiadłam na łóżku i przez następne 10 minut gapiłam się na pustą ściane. Pomyślałam że po szkole powiesze na niej jakieś plakaty, zdjęcia, obojętnie, byle by nie było tak nudno. Ale teraz, gdy kolejny raz dostałam znak od mamy że mogę się spóźnić, wstałam z łóżka, słabym krokiem podeszłam do szafy, wyjęłam z niej jakiś t-shirt i spodnie. Nigdy nie lubiła się stroić. Poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam, uczesałam, i już po chwili zbiegłam na dół, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem
-Nie zdążysz już zjeść śniadania prze toje lenistwo.
Ziewnęłam tylko i popatrzyłam na zegarek. Zarąbiście. Mam dziesięć minut. Ciekawe jak ja w tym czasie znajde się w szkole...?
-Nie wytrzeszczaj już tak tych gał bo ci wylecą. Podwioze cię - mama powiedziała nieco poirytowanym głosem.
-Dziękuje - złapałam jakąś bluze, ubrałam trampki i wyszłam, a za mną mama. Wsiadłam do samochodu.
Gdy tak jechałyśmy, oglądałam domy. Każdy się czymś różnił, nie powiedziałabym że były jakieś piękne ale nie były też zaniedbane.
-Jesteśmy na miejscu- poinformowała mnie mama.
-Okay. Pa. Kocham.
-A ja ciebie. Powodzenia - i odjechała do swojej lepszej pracy.... Cóż, po tym jak odszedł od nas ojciec, jesteśmy dosyć blisko ale nie mamy dla siebie zbyt wiele czasu..
Obróciłam się i zobaczyłam moją nową szkołe. Ziewnęłam po raz kolejny i ruszyłam w jej strone. Myślałam już o wakacjach. O taaak....będę mogła spać do której zechcę...
-Ała! Uważaj niezdaro! - krzyknął jakiś piskliwy głos. Niechcący dobiłam do jakieś dziewczyny.
-Przepraszam - -schyliłam się po książki a potem podniosłam głowe

                                                                                                                                                Elvis
__________________
Następna notka prawdopodobnie jutro, ale rozdziały nie będą dodawane systematycznie xD
Mam nadzieje że się spodobało..? Chociaż jest to jeden z najkrótszych rozdziałów ale to tak na początek....xd
No cóż, liczę na komentarze :*
Pozdro

PROLOG

Miłość, ciemna jak głębia oceanu
Jasna jak anioł w glorii
Ostra jak cierń
Jest pięknie.
Kolorowo.
Przyjaźń
Zauroczenie
Miłość
Nienawiść
Skrzywdziłeś, teraz poniesiesz kare
Rozrywa Cię od środka
Na miliony kawałków, które już nic nie znaczą
Cierpisz tak, jak i ja
Ból, nieznośny ból
Przyspieszone tępo
Słyszysz bicie swego serca
Jest już blisko
Już ją widzisz
Coraz bliżej
Coraz bardziej widoczna
I nagle wszystko ustaje
Cisza
Nie słyszysz swojego oddechu
Nic nie czujesz
Wreszcie nadeszła
Ta oczekiwana
Ta bezlitosna
Ona

Śmierć
 __________________________________________________________

Każdy dzień toczy się tak samo.
Szkoła, nauka, dodatkowe zajęcia, czasami jakieś spotkanie z przyjaciółmi, jeżeli ich w ogóle masz.
Tak. Życie w gimnazjum jest nudne. Może czasem stanie się coś...nieoczekiwanego? Ale rzadko.....

To takie dziwne że jeden dzień, jedna godzina, jedna minuta, potrafi zmienić całe życie...
                                                                                                     Elvis

Bohaterowie

Główni bohaterowie:

Emily Robertson: Nastolatka, która ciągle zmienia otoczenie. Na ogół spokojna i grzeczna.
Jennifer Rey: Dziewczyna ma w sobie to coś, co pomoże jej poradzić sobie w każdej sytuacji. Zadziorna.
Shane Way: Bystry, wysportowany i przeuroczy. Jego upór i wytrzymałość pomogą mu w walce.
Alice Way: Niegrzeczna dziewczynka. Jej mocny charakterek może być zabójczy wobec najsilniejszych.
Eve Midleton: Nieśmiała  i skryta. Na nieszczęście Institution Bloodsuckers Vampires<IBV> ma w sobie energię, którą może niejednego uśpić.
Louis Hamilton: Zadziorny chłopak, schiza na punkcie porządku. Dzięki niemu wszystko będzie wyglądało, jak trzeba.
Caroline Forbes: Miła tylko dla przyjaciół. Dość nieufna, więc, kiedy przyjdzie czas dobrze dobierze znajomych.
Zac Benson: Myśli że jest super i nada się do Wybranych. Niestety okaże się to wielką klapą dla niego samego.

Nauczyciele:

Marie Bones: Dyrektorka gimnazjum. Zatroskana i władcza, to ona dowodzi całą grupą Wybranych.
Amelie Blue: Wychowawczyni grupy, która musi walczyć ze złem. Uczy ich jak panować nad emocjami aby nie zwariować
Helen Skay: Nauczycielka biologii. Jej zadaniem jest dbanie o zdrowie fizyczne Wybranych.
Mark Bird: Geografia to niełatwy przedmiot, zwłaszcza, kiedy trzeba znać na pamięć plan domu w którym mieszkają.
Kevin Stark: Poprawia sprawność fizyczną nastolatków aby byli szybcy, zwinni i umieli się bronić

Rodzina:

Lisa Robertson: Matka Em, która zakochuje się w dwóch facetach, nauczycielu wf-u i przyjacielu rodziny Stein. Którego wybierze?
Katerine Robertson: Babcia Emily, nie ma pojęcia jakie jej wnuczka ma ważne zadanie. Ale w końcu musi się dowiedzieć. Jak zareaguje?
Michael Way: Tata Shane'a i Alice. Może być dumny ze swoich dzieci. W końcu są...bohaterami.


Institution Bloodsuckers Vampires (IBV):

Damon Stein: Przywódca IBV. Jest bezwzględny i nieobliczalny.
Carol Stein: Jest synem Damon'a więc jest zły. Pomaga ojcu, ale czy mu się to podoba?
John Wite: Porywacz, nasłany przez IBV.
Cameron Marcillous: Przyjaciel rodziny Stein. Zakochany po uszy w Lisie.
Mia Flaming: Dziewczyna Carol'a. Ma charakterek.

Miejsce akcji:

Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: New Jersey                                                      Rok: 2014
Miasto: Belleville

                                                                                                        Elvis&Rozmuska

Wprowadzenie....

Siem. Tu Elvis i Rozmuska. Ten blog przedstawia opowieść o pewnych niezwykłych nastolatkach. A dlaczego niezwykłych? Tego dowiecie się czytając naszego bloga.Oto kilka punktów, których postaramy się trzymać =D

1. Opowiadanie rozdzielone jest na rozdziały.
2. Rozdziały dodawane będą do 7 dni.
3. Liczymy na Wasze komentarze.
4. Za błędy ortograficzne przepraszamy.
5. Jeśli macie uwagi lub pomysły dotyczące opowiadania, prosimy przysyłać je na nasz adres: juwi.zygus26@gmail.com
 
          Mamy nadzieje, że otrzymamy mnóstwo pomysłów dotyczących tego opowiadania. Aczkolwiek liczymy także na pomysły, dotyczące Naszego najnowszego opowiadania, którego Wy możecie stać się pomysłodawcami.
        Miłego czytanka ;*
                                                                    Elvis&Rozmuska.