Przed nim natomiast stali nauczyciele. Każdemu z nas podali kartkę z przydzielonym już numerem pokoju.
-Będziecie mieszkać po dwie, trzy osoby w pokoju. I żadnych zmian proszę. - zawołał wf-ista. Modliłam się w duchu by być z Jenn. Innych lokatorów wykluczałam. Dostaliśmy klucze. Myślałam jak to teraz będzie....bez pysznej jajecznicy mamy. Bez jej dodatkowego budzenia....Gdy ocknęłam się z małego transu natychmiast weszłam do nowego miejsca zamieszkania. Schody prowadziły na górę gdzie mieliśmy pokoje. Jak już stałam pod moim zauważyła, że drzwi są uchylone więc pewnie moja współlokatorka już tam gościła. Wzięłam powietrze do ust i weszłam.
To co zobaczyłam było po części szokiem a po części przerażeniem.
O nie! Nie! Nie! Nie!
-Co ty tu do cholery? Chyba ci się numerki pomyliły....-błysnęła Alice.
-No czytać i liczyć to ja jeszcze umiem, okay!?- broniłam się.
-Że ja mam mieć pokój z TOBĄ?! Zakatrupie tego kto to wymyślił!
-Dobra! Ale Stark powiedział że zmian nie będzie...mogłaś trafić gorzej np. na Jenn...- to ją chyba przekona.
-W sumie...może i tak. Mniejsza o to. Tamto łóżko twoje, to moje. A! I zakaz dotykania moich rzeczy bez pozwolenia, jasne?
-Tak.
-To dobrze. Twoja przyjaciółka była wredna w autobusie...
No tak. I teraz będę miała przekichane. Pięknie. Super. Podbite oko. Rozcięta warga. Czemu nie? A może coś gorszego...może dosypie mi trucizny do jedzenia?!
-Prze..-chciałam zacząć lecz Alice się wtrąciła
-Więc zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alice.- przedstawiła się po raz kolejny.
Tego się nie spodziewałam.
-Emily.
-Spoko. Do obiadu mamy jeszcze czas by się rozpakować i poznać więc go nie traćmy, okay?
-Git.
I tak poznawałyśmy się do 12, rozpakowując przy okazji swoje rzeczy. Gdy skończyłyśmy padłyśmy na nasze łóżka.
-Wiesz, nie jesteś taka zła - powiedziała Ali.
-Dzięki, ty też. Bo...Jenn opowiadała mi na twój temat, a właściwie wasz, tylko to co mówią inni..
-Ah -westchnęła- no tak...czasem mam tego dość
-Jak to się zaczęło?
-Cóż, zawsze byłam inna. I pod względem wyglądu i duszy..no i jak pewnie słyszałaś orientacji. Ubierałam się na czarno, słuchałam ciężkiej muzy, nie interesowałam się tylko chłopakami..i się wyśmiewali.
-Sory cię bardzo ale chyba każdy jest inny nie? To nie powód żeby go wyśmiać.
Alice popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Może była zaskoczona?
-Eeee...dzięki.
-Spoczko.
I tak jeszcze rozmawiałyśmy 2 godzinki. Dowiedziałam się o niej różnych rzeczy tak jak ona o mnie. Nie była zła...po prostu to wszystko opinia ludzi. Miałam szczęście, i przy okazji ubaw gdy Ali powiedziała że nie jestem w jej typie.
Gdy zerknęłyśmy na zegar była 14 więc zebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad.Zauważyłam że Shane się na mnie gapi a Alice na niego zerka.
Zjedliśmy w mgnieniu oka.
-Ktoś może wybierze się na poobiedni spacerek? -zaproponowała Alice. Chyba nikt nie miał na niego ochoty..
-Ja pójdę.- odezwał się nieznajomy głos. Jak się okazało należał do Eve. Dziewczyny ubrały buty i bluzy po czym wyszły.
Na złość dzisiaj przypadała mi rola zmywania. Brudną robotę jednak zrobi za mnie zmywarka. Wkładałam do niej naczynia i nawet nie zauważyłam że ktoś wszedł do kuchni.
-Hej- odsunęłam się szybko od zmywarki.
-Weź nie tak nie strasz bo na zawał zejdę.
-Przepraszam -powiedział Shane.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz