Rozdział XIX
Oczami Shane'a.
Wróciłem z przerwy. Em nigdzie nie było. Zapytałem o to Jenn. Nic nie powiedziała. Zmartwiłem się.
- Na dziś to koniec, pewnie jesteście zmęczeni. - oznajmiła pani Blue.
To nawet było na moją korzyść. Mogłem poszukać Emily.
Zajrzałem chyba wszędzie! Jakby się rozpłynęła. Jennifer powiedziała, że matka po nią przyjechała, żeby zabrać ją na fajną kolację. Jakoś ciężko było mi w to uwierzyć, ale dałem spokój.
Poszedłem do pokoju. Louis'a nigdzie nie było. Pewnie szwendał się gdzieś z Caro. A to oznaczało tylko jedno... Że mogłem nareszcie zjeść w spokoju w swoim łóżku! Tak! I to się ceni!
To nawet było na moją korzyść. Mogłem poszukać Emily.
Zajrzałem chyba wszędzie! Jakby się rozpłynęła. Jennifer powiedziała, że matka po nią przyjechała, żeby zabrać ją na fajną kolację. Jakoś ciężko było mi w to uwierzyć, ale dałem spokój.
Poszedłem do pokoju. Louis'a nigdzie nie było. Pewnie szwendał się gdzieś z Caro. A to oznaczało tylko jedno... Że mogłem nareszcie zjeść w spokoju w swoim łóżku! Tak! I to się ceni!
Kiedy tak sobie jadłem, postanowiła odwiedzić mnie moja siostrunia.
- Witaj braciszku. - powiedziała, po czym przytuliła mnie. Dawno tego nie robiliśmy. To chyba źle.
- Szykuje nam się poważna rozmowa. - oznajmiła.
- Ah tak? Chyba nawet domyślam się o co chodzi, więc zacznijmy. - powiedziałem. Z jednej strony nie chciałem słuchać jej pretensji i uszczypliwych uwag, ale z drugiej strony, tak dawno nie rozmawialiśmy...
- To co mnie połączyło z Em... - zacząłem [...]
To ja jej się zwierzam, a ona mi tu wyskakuje z jakimś szczenięcym zauroczeniem! Zdenerwowałem się. Ale kiedy powiedziała mi o tym 'uroczym spacerku z koktajlami', myślałem, że mnie rozniesie!
Aby się uspokoić zwiesiłem głowę. Alice objęła mnie ramieniem i zaczęła gładzić po włosach. Nie mogłem uwierzyć. Musi być na to jakieś logiczne wyjaśnienie! Nic nie przychodziło mi do głowy. Po jakiejś godzinie wrócił Louis. Ali poszła do siebie.- Co jest, stary? Wyglądasz... źle. - zagadnął Louis.
- Dzięki, chłopie. Miło mi. - powiedziałem z sarkazmem - Alice opowiedziała mi bardzo ciekawą rzecz...
- A mianowicie?
- Podobno widziała Emily z Zac'iem na jakimś spacerku z koktajlami. Śmieszne co?
- Bardzo. Uśmiałem się. - powiedział - Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby to była prawda.
- Auć... Stary, to boli. - udałem, że oberwałem z pistoletu w serce.
- Od zawsze jej nie lubiłem. - powiedział ze złością w oczach.
- Alice też. Może wymyśliła to całe spotkanie, żebym się z nią nie spotykał? - zastanawiałem się głośno.
- Ali? Bez przesady ona taka nie.... - nie dokończył, bo rozległ się ogromny huk... jakby wyłamywanie drzwi z zawiasów.
Wybiegliśmy na korytarz. Ze schodów zobaczyliśmy jakichś obcych ludzi...
- Biegnij po broń - wydarła się Alice.
Louis natychmiast pobiegł do końca korytarza, by zza obrazu na bocznej ścianie wyciągnąć to, co nam potrzebne. Rzucił Alice broń, a ta natychmiast pobiegła na dół, gdzie Caroline i Eve już miały do czynienia z włamywaczami. Przestraszyłem się, że dziewczynom się coś stanie i popędziłem Louis'a, który rzucił mi mój pistolet. Pobiegłem na dół do dziewczyn. Alice mocowała się z jakąś dziewczyną, a Caro i Eve próbowały siłować się z jakimś chłopakiem. Te osoby nie były od nas dużo starsze, na oko góra 20 lat. Spojrzałem na schody. Louis biegł po nich, a za nim Jenn. Był to tylko ułamek sekundy, bo do domu wbiegło jeszcze dwóch mężczyzn. Starszych. Pobiegliśmy na nich z Louis'em. Jennifer pobiegła pomóc dziewczynom. Ja zabrałem się za wyższego. Był dobrze zbudowany, miał ciemne, dłuższe włosy. Zamachnął się na mnie, ale w porę zrobiłem unik.
- Czego chcecie? - krzyknąłem, po czym uderzyłem go pięścią w brzuch. Nie użyłem broni. Oni jej nie użyli, a chciałem uniknąć strzelaniny. Bałem się, że ktoś z naszych może zginąć. Usłyszałem krzyk chłopaka. Odruchowo spojrzałem za siebie. Jenn potraktowała chłopaka paralizatorem. Wróg wykorzystał moją chwilę nieuwagi. Kopnął mnie w klatę. Poleciałem chyba aż pod drzwi kuchni! Podbiegł do mnie, chwycił za szyję, podniósł w górę i wyrzucił przez te drzwi. A że są to drzwi, które wystarczy tylko popchnąć, by się otwarły, wpadłem do kuchni prosto na stół. Poczułem ostry ból w barku, ale szybko się pozbierałem. Chwyciłem nóż z blatu i już miałem się zamachnąć, kiedy on złapał mnie z rękę i mocno ją wykręcił. Usłyszałem chrupnięcie. Mimowolnie krzyknąłem z bólu. Kopnąłem go jednak w... czułe miejsce i uderzyłem w głowę pustą szklaną butelką po mleku, która leżała na blacie. Jakie szczęście, że ktoś zapomniał ją wyrzucić do kosza. Koleś stracił przytomność. Złapałem zdrową ręką za pistolet i wybiegłem do salonu. Louis leżał nieprzytomny na podłodze. Chłopak, którego Jenn potraktowała paralizatorem też leżał. Poza nimi nikogo nie było. Zobaczyłem przez wybitą szybę, że Alice dalej siłuje się z tą dziewczyną. Wybiegłem, żeby jej pomóc. Usłyszeliśmy strzał. Całą trójką odwróciliśmy się w stronę odgłosu. Dobiegał z domu nauczycieli. Pobiegłem tam. W progu leżał pan Bird. Był ranny w brzuch. Nad nim pochylała się pani Skay, próbując opatrzyć ranę. Spojrzała na mnie.
- Shane, Twoja ręka!
- Nieważne, muszę im pomóc.
- Uważaj!
Pobiegłem na górę. Pan Stark okładał jakiegoś gościa. Wcześniej go nie widziałem. Pobiegłem w jego kierunku. Chciałem pomóc Stark'owi, ale krzyknął tylko "Dziewczyny!".
Obejrzałem się w prawo. Zobaczyłem panią Blue leżącą nieruchomo przy łóżku. Facet, który prawdopodobnie doprowadził Louis'a do nieprzytomności, trzymał teraz Jenn w uścisku.
- Nie ruszać się, albo złamię jej kark! - wrzasnął.
Caro i Eve stały jak wryte. Nie wiedziały, co robić.
- Może spróbujesz ze mną się zmierzyć, a nie zasłaniasz się dziewczyną, co? - powiedziałem z szyderczym uśmiechem. Chociaż miałem ochotę wyć z bólu, nie mogłem tego pokazać.
Napastnik puścił Jenn, przeszedł obok dziewczyn popychając je z całej siły na szafę. Sądzę, że jedna z nich zemdlała.
Podszedł do mnie i przywalił mi z całej siły w nos. Odrzuciłem głowę w lewo i poczułem mocne uderzenie w tył głowy. Czułem, że spadam. Uderzyłem o podłogę. Zobaczyłem tylko pistolet, którym w kogoś mierzył i huk wystrzeliwanego pocisku. I sam straciłem przytomność. Co się działo dalej, nie wiem.
__________________________
Coś czuję, że nie będzie się podobać. Mnie też się niezbyt podoba, ale lepszego bym nie napisała.
Dobranoc ;)
Rozmuska.