piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział XVIII

Oczami Alice:

Czasami człowiek udaje, bo tak lepiej i łatwiej. Teraz ludzie udawali spokojnych, ale łatwo było ich namierzyć. Weźmy sobie np. taką Emily. Skromniutka dziewczynka czepiająca się mojego brata, spotykała się za jego plecami z innym. Może myślała, że nikt jej nie widział? Pewnie sądziła, że wszyscy uwierzyli w tę jej łagodną naturę.
Nie ja. Nie, gdy chodzi o mojego brata.

***

Weszłam do wspólnego domu i skierowałam się wprost do pokoju Shane'a. Koś musiał mu przemówić do rozsądku i wypadło na mnie...a właściwie, sama tak zdecydowałam. Mniejsza o to. Zapukałam do drzwi zastanawiając się jak zacznę rozmowę.
- No proszę, proszę...któż to mnie odwiedził w mych skromnych progach? - zapytał z sarkazmem.
- Witaj braciszku. - przytuliłam go na powitanie. Co jak co, ale dawno nie okazywaliśmy sobie takich emocji. - Jesteś sam?
- Taaa..Louis gdzieś zwiał. I dobrze. Nareszcie mogę zjeść w łóżku. Proszę, księżno, wejdź.
Wchodząc przypomniałam sobie te wszystkie rozmowy, przygody. Byliśmy z Shane'em nierozłączni, aż do momentu gdy nas tu ściągnęli.
- Szykuje nam się poważna rozmowa. - powiadomiłam.
- Ah tak? Chyba nawet domyślam się o co chodzi, więc zacznijmy.
Nie krępując się wskoczyłam na jego łóżko i wzięłam z półki paczkę żelek.
- Więc słucham. - odpowiedziałam.
- To co mnie połączyło z Em..- wstał i zaczął krążyć po pokoju - stało się to dosyć szybko, ale myślę, że to szczere uczucie. Nawet nie wiem jeszcze co to jest...
- A ja wiem. I cię uświadomię. To szczenięce zauroczenie. Myślisz o Emily, jako o dziewczynie-anielicy, ale mogę zapewnić, że nią nie jest.
- Dobrze wiesz..
- Posłuchaj mnie!
- Nie mam zamiaru cię słuchać! Tobie się udało tak? Znalazłaś sobie Eve?! To dlaczego mi nie dasz świętego spokoju?!
- Bo się o ciebie martwię! Widziałam ją dzisiaj! Widziałam jak szła z tym..jak mu tam..Zac? Tak mu leciało? - Shane kręcił głową z niedowierzaniem.
- On ją nachodzi! To co innego.- odpowiedział.
- Sądzisz, że wtedy szłaby  z nim spacerkiem popijając jakieś koktajle?
Usiadł tylko na łóżku spuszczając głowę. Objęłam go i zaczęłam gładzić ręką po jego włosach.
- Nie miałam zamiaru ci tego mówić. - mówiłam spokojnie - Tylko sumienie nie dawało mi spokoju. Nie chcę byś cierpiał.

I tak siedzieliśmy chyba z godzinę. Razem. Bez nikogo kto by nam przeszkadzał, aż wrócił Louis. Pożegnałam się z bratem i poszłam do swego pokoju.
Już miałam się położyć gdy usłyszałam dziwny, głośny huk...jakby ktoś wyważył drzwi, wyszłam na korytarz a to co zastałam nie było przyjemnym widokiem.
- Biegnij po broń - powiedziałam Louis'owi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz