No więc rozdział ten jest widziany z punktu Alice i Emily. Życzę miłego czytanka :3
Alice:
Leżałam na łóżku a do pokoju wróciła już Em. Myślałam że jeszcze trochę tam posiedzi u dziuni no ale trudno. Cóż, przyznam...wkurzała mnie. Bardzo. Przyczepiła się do mojego brata jak rzep psiego ogona. A w ogóle to co to za pomysł ze swataniem? Dla mnie oni pasują do siebie jak..jak zakonnica do Nergala. Ugh...po prostu no...no nie mogę jak tylko sobie o nich pomyśle.
Myślałam że pobyt tutaj będzie bardziej znośny. Jedyny plus to Evie. Chociaż? Tego też nie jestem pewna. Mogę coś do niej czuć ale ona i tak tego nie odwzajemnia. Widzę to. I czuje. Ah te problemy normalnej nastolatki...hahahahahahaha. Aż mi się chce z samej siebie śmiać. Ja i normalna nastolatka? No chyba nie.
Emily już raczej śpi, ja chyba też będę zasypiać. Mam wspaniały pomysł na jutro. Zakupy. Nowe spodnie które tak pięknie wyglądałyście na wystawie...nadciągam!
***
Rano wstałam wcześnie niż zazwyczaj. Chciałam być sama. Poszłam do łazienki umyłam się, ubrałam i byłam gotowa do wyjścia, jeszcze tylko....mam! Kluczyki od samochodu, co jak co ale ja mam wracać z zakupami do domu na pieszo? Wzięłam je, wyszłam z domu, odpaliłam samochód i w drogę. Galeria jeszcze nie byłam otwarta więc weszłam do pobliskiej kawiarni 24h i zamówiłam kawę.
Po jakieś godzinie pojechałam do galerii i buszowałam między ubraniami....
***
Emily:
Rano gdy wstałam Alice nie było już w łóżku, pospiesznie popatrzyłam na zegarek. Chwila...jest 7 a to dziwne...
Załatwiłam potrzeby, i na dół zeszłam przygotowana do nowego dnia. Wszyscy już siedzieli, no tak, przygotowanie się zeszło w godzinę. Ale nigdzie nie widziałam Ali.
- Siemka- powiedziałam a wszyscy odpowiedzieli pomrukami typu 'hej'.
- A Alice, co z nią? - spytał Shane a Eve od razu zwróciła uwagę.
- W pokoju jej nie było...-odpowiedziałam.
- To gdzie ona się podziewa?!- Shane wykręcił numer do niej i zadzwonił...- Nie odbiera.
- Hej spokojnie..może poszła na zakupy albo gdzieś do znajomych? - zapytałam Jenn a wszyscy ucichli.
Wzięliśmy się za śniadanie.
Po śniadaniu poszłam się jeszcze raz odświeżyć, posłuchałam trochę muzyki. Była 11.40. Czas wybrać się do mojej ukochanej babci.
Doszłam do jej domku w piętnaście minut. Zapukała i otworzyła mi uradowana starsza pani...
- Oh witaj kochanieńka!- uściskała mnie.
- Cześć babciu..tęskniłam.
- Ja też, wchodź, upiekłam Twoje ulubione pierniczki.
- Ahh...już czuje ten wyśmienity zapach- weszłam do środka a babcia poczęstowała mnie herbatą malinową i pierniczkami.
Gadałyśmy o przeróżnych sprawach ale nie otwierałam się przed nią za bardzo. Wiedziałam że nie mogę. Nikt nie mógł. Ale za to spędziłam miłe popołudni i wieczór.
Do domu wróciłam ok. 20.00. Wszyscy byli w salonie a Shane był niewiarygodnie zdenerwowany.
- Co się dzieje? -zapytałam.
- Alice jeszcze nie ma. Od rana a nawet nie możemy się do niej dodzwonić.-odpowiedziałam Eve.
- Kurczę....może zacznijmy jej szukać co? -zaproponowałam a towarzystwo się zgodziło. Jedynie Jenn i ja miałyśmy zostać w domu na wypadek gdyby wróciła.
Gdy wszyscy poszli Jenn zapytała mnie:
- Nie sądzisz ze w sumie bez Alice byłoby lepiej. może zjadły ją wilki?
- Przestań! Dobrze wiesz że tak się nie stało....muszą ją odnaleźć, może nie jesteśmy nawet kumpelami ale to w końcu siostra Shane'a
- Aaaaa...no tak.
Po godzinie do domu wróciła Caro z Louisem a po 2, Eve i Shanem. Bez Ali. Eve była roztrzęsiona.
- Nie ma jej nigdzie...- powiedział Shane.
- A jeśli coś jej się stało? Jeśli ją porwali? -zaczęła Caroline.
- PRZESTAŃ! DO CHOLERY!- krzyknęła Eve i szybkim krokiem znalazła się na górze. Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
Wszyscy zamilkli..
-To może....może ja z nią porozmawiam?-zapytałam
- Spróbuj...
Poszłam na góre i zapukała do ich pokoju gdzie pewnie znajdowała się Evie.
-Eve, otwórz, porozmawiajmy..
Drzwi się otworzyły a przede mną stała zapłakana Evie. Od razu ją do siebie przytuliłam a ona wtuliła się we mnie.
- A jeśli...jeśli..onaaa jeśli się jej coś stało? - po czym rozpłakała się jeszcze bardziej
Usiadłyśmy na łóżku. Naprawdę było mi jej żal..
-Spokojnie.Dobrze wiesz jaka jest Ali, nic jej nie jest..- sama w to ledwo wierzyłam ale musiałam ją jakoś pocieszyć.
- Ale..a jeśli jednak? Ona uważa że ona mnie nie obchodzi, że jest dla mnie obojętna. Może i przez jakiś czas nie wiedziałam czy do niej coś czuje, ale teraz wiem. I wiem ze ją kocham i....a jeśli nigdy już jej tego nie będę mogła powiedzieć? -Eve popatrzyła na mnie załzawionymi oczami..
-Będziesz mogła, obiecuje. - i znowu ją przytuliłam. Posiedziałyśmy tak w sumie godzinke rozmawiając o Alice.
Ale nagle usłyszałyśmy jak dolne drzwi się otwierają i głośny huk.
Szybko wybiegłyśmy z pokoju i zbiegłyśmy po schodach...
______________
Coś się dzieje przynajmniej co nie? XD
Elvis
P.S. Dla tych którzy wyczekują mojego Frerarda...jest on w planach. Jeszcze nie wiem o czym będzie ale wkrótce się dowiecie :3
piątek, 9 listopada 2012
środa, 7 listopada 2012
Rozdział XII
Rozdział XII
Szliśmy przez chwilę w ciszy. Dotarliśmy pod drzwi domku nauczycieli. Puściliśmy ręce i weszliśmy do środka. Zobaczyłam jak Louis całuje Caro w nos. Słodko.Chyba wreszcie się pogodzili. Nie wiem czy dobrze, ale słyszałam, że Caroline zrobiła mu awanturę o to, że spędza z nią za mało czasu.Cóż.., nie moja sprawa. Popatrzyłam w stronę okna. Jenn stała odwrócona do mnie plecami. Odchrząknęłam. Ona aż podskoczyła, odwróciła się i zrobiła skruszoną minę.Podeszłam do niej, a ona zaczęła skakać i piszczeć z radości. !
- Udało się, udało.!- popiskiwała. Miałam ochotę ją uderzyć.
- Oficjalnie nie jesteśmy parą.
- Jak to nie.? Szliście za rękę.! - usłyszałam jak Alice prychnęła i poszła z Eve do Shane'a. Chciałam zobaczyć o co cho... ale Jenn mi nie odpuściła.
- No tak, ale nie jesteśmy parą. Nie wiem jak to będzie.
- Ojj, Em , nie wygłupiaj się i przyznaj swojej przyjaciółce, że jesteście parą.
- Do jasnej cholery, Jenn. !! - zdenerwowałam się. Wtem do pokoju wparował Bird i zaczął mamrotać jakieś przeprosiny, bo się spóźnił.
-Witajcie dzieci.!
- Dzień-do-bry. !- krzyknęliśmy chórem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, dobra. Zaczniemy od tego domu. Od dołu do góry. Okey.?
- Tak , panie Bird. - podążyliśmy za nim do piwnicy. Nie znoszę piwnic. ! Dotarliśmy do ściany bardziej wysuniętej do przodu od reszty. Kurczę,no ! Przecież każdy jakby szukał tajnej kryjówki by się połapał, że będzie w takim miejscu. Ludzie..! I w tym momencie Bird mnie zaskoczył. Zwróciliśmy się tyłem do tej części ściany. Psor zrobił 12 kroków w przód i trzy kroki w lewo (schody są po prawej), stanął przed jakimś metalowym urządzeniem sięgającym do sufitu. Nagle wysunął jakiś "kalkulator", wstukał tajny kod i drzwiczki się otworzyły. Usłyszałam tylko swój głos: "O matko!" Wszyscy spojrzeli na mnie.
- No co.? Nigdy nie pomyślałabym, że w takim gracie jest tajna kryjówka.
- O to właśnie chodzi, Em.- powiedział Bird i zachichotał.
Zrobiłam się czerwona jak burak. Nie widziałam tego, ale to czułam. Zeszliśmy po wąskich stopniach w dół. Sądzę, że było to jakieś 5/7 metrów pod piwnicą. Doszliśmy do kolejnych drzwi. Tylko te były jak do sejfu. Znów Bird wbił jakiś kod i wpuścił nas do ogromnego pomieszczenia. W niczym nie przypominało to normalnej kryjówki. To była luksusowa kryjówka.! Telewizor 36-calowy, lodówka, radio, super kanapa. Bird zaczął coś gadać o tej kryjówce, a ja oglądałam i się zachwycałam. Z niezbyt wysokiego sufitu zwieszały się całkiem nowe lampy z żarówkami energooszczędnymi. Ściany były pomalowane na żółto, by ożywić wystrój. Czarna kanapa i fotele świetnie kontrastowały z kolorem ścian. Telewizor na ścianie, a po lewej drzwi. Dokąd.? Podeszłam bliżej... do łazienki. ! O! EM ! GJE ! Jaki wypas. Pachniało w niej kwiatami. Z tego co zauważyłam to była sól do kąpieli o zapachu kwiatowym. Dotknęłam ręczników na ściance obok wanny. Miękkie i ... przytulne. Wyszłam z łazienki, poszłam do następnych drzwi, które były nieco dalej. Była to kuchnia. Tylko dlaczego w "salonie" też była lodówka.? Może tam na przekąski i napoje podczas oglądania telewizji. Kuchnia była czarno-czerwona. Wyszłam i ... jeszcze kolejne drzwi ? Okey. To była mega, wypasiona sypialnia. Ogromniasta szafa i łóżko... + jeszcze jakieś jedno mniejsze ale również robiące wrażenie. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Poszłam szybko i zobaczyłam, że znów się wszyscy na mnie gapią.
- No co.?
- Idziemy dalej. Nie chcesz zobaczyć innych kryjówek.? - zapytał pan B.
- Jasne, że chcę. - kłamałam, choć nie do końca.
Poszliśmy na pierwsze piętro i na korytarzu wisiał portret jakiegoś mężczyzny z dużym nosem. Okazało się, że przyciskając nos tego gostka otwiera się tajne przejście. Potem w sali do ćwiczeń wchodziło się za ogromny materac przy ścianie. W naszym domku coś mnie zaskoczyło, bo przejście było w kuchni. Tyle razy przechodziłam obok dziury w ścianie i nigdy nie zauważyłam niczego dziwnego. W dziurze był guzik otwierający przejście w podłodze. Wszystkie kryjówki były ciekawe, ale ta pierwsza najbardziej mnie zachwyciła. Po dniu oglądania zjedliśmy obiad. Po obiedzie nie czułam się wogóle na siłach, by cokolwiek robić. Na szczęście był piątek. W sobotę miałam czas dla babci. Zadzwoniłam do niej :
- Hej, babciu.
- Cześć, Emily, Dlaczego dzwonisz, słońce.?
- Chciałam się spytać, czy te moje odwiedziny mogłyby być jutro.?
- Oj, skarbie, to świetny pomysł. A o której.?
- Co powiesz na 12.00.?
- Dobrze, mała, dobrze. To do zobaczenia. !
- Pa, babciu.
Odłożyłam telefon. Do pokoju weszła Alice i Eve.
- Hej może wybrałabyś się do Jenn.? - spytała.
- Jestem padnięta. A czemu.?
- Bo chciałybyśmy mieć trochę prywatności.
- Ahaa. Dobra, idę. Róbcie to, co macie robić.
- Haha. śmiesznaś . Narka.- powiedziała Ali
- Pa. - poszłam do Jenn. Pogadałyśmy , pośmiałyśmy się. Caro była u Louisa. Już nie czułam takiego zmęczenia. Około 20.00 Eve wróciła do pokoju cała w "skowronkach" . Poszłam do siebie. Padłam na łóżko i po 15 minutach wsłuchiwania się w odgłos płynącej wody... zasnęłam. To był długi dzień.
____________________________________
Okey jednak dodałam dziś. Taka wena , Następne rozdziały napisze Elvis. Myślę, że się podobało. Pozdrawiam . Powodzenia w szkole. Myślę, że ocenki nie złe. ^^
Rozmuska ^^
Rozdział XI
Rozdział XI
Obudziłam się wcześnie rano. Nie patrzyłam na zegarek. Poszłam do łazienki się umyć i ubrać, bo nie umiałam zasnąć. Jak skończyłam zeszłam na dół. Oczywiście wszystko po cichu, by nikogo nie zbudzić. Usiadłam w kuchni na krześle i uśmiechnęłam się na widok kwiatów w wazoniku na stole. Urocze. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Głowa już nie bolała. Dopiero wtedy spojrzałam na zegarek. Była 4.50. Matko. !! Wymyśliłam sobie, że trochę posiedzę, a potem zrobię śniadanie. Miałam nadzieję, że na spacer, który odłożyliśmy na potem przejdziemy się dziś. Nie wiedziałam tylko o czym byśmy rozmawiali. Zamyśliłam się tak, że nie zauważyłam kiedy minęło tyle czasu. Była 6.10. Zacznę robić to śniadanie. Zajrzałam do lodówki. Mnóstwo jajek, jogurty i wędliny do kanapek. Mleko też się gdzieś znalazło. Postanowiłam zrobić omlet na słodko. Jajka , cukier itd. Położyłam na talerzu 14 omletów. Jak ich nie zjedzą na śniadaniu to może na kolacji. Wyjęłam 7 jogurtów z lodówki. Głównie były truskawkowe i waniliowe. Pomyślałam, że gdyby ktoś nie miał ochoty na omlet to zrobię kilka kanapek. Kanapki z samą szynką oraz z szynką i pomidorem, bo wiem, że Eve jest uczulona na pomidory. Zrobiłam herbatę z cytryną i postawiłam na stole razem z jedzeniem. Usłyszałam, że ktoś schodzi. Sądząc po kłótni, która w tym czasie trwała były to Jenn i Alice. Jakież to dziecinne i normalne z ich strony. Wlazły do kuchni i umilkły. Spojrzały na siebie, skrzywiły się i przywitały ze mną.- Jeej. Emily zrobiła śniadanie.
- Dziś była nasza kolej. - oburzyła się Jenni, ale zaraz rozchmurzyła, bo zdała sobie sprawę, że nie musiała go robić. - Dzięki, Em .
- Nie ma sprawy. Wstałam przed piątą i mi się trochę nudziło. Pomyślałam, że zrobię omlety.
- Brzmi smacznie. Na słodko czy słono. ? - Jennifer wyglądała jak pies, któremu ślinka cieknie.
- Na słodko.
- Ooo, to jeszcze lepiej.
- No. - mruknęła Ali.
Powoli zaczynała schodzić się reszta. Pomyślałam o syropie klonowym, ale to przecież nie są naleśniki. A zresztą, jak będą chcieli to sobie wezmą.
- Hej , naleśniki .! A gdzie syrop klonowy. ? - Louis wyglądał na oburzonego.
- Po pierwsze to nie naleśniki tylko omlety. Po drugie jeśli chcesz syropu, to sobie przynieś.- burknęła Alice.
- Nie naleśniki.? Ooo. - Tym razem to był Shane. -A kto robił dziś śniadanie.?
- Emily robiła śniadanie. - ryknęła z drugiego pokoju Jenn. Musiała pójść po Eve. Chyba już do nas zmierzała. Kiedy weszły do kuchni Eve i Alice popatrzyły na siebie znacząco, po czym Alice mrugnęła do Eve.
- Emily.? A nie miała być kolej Twoja i Alice.? - spytał Shane.
- No niby tak, ale Em nas wyręczyła.
- Spoko.
Wszyscy siedli do stołu. Zauważyłam, że chłopaki i Jenn wzięli po dwa omlety. Cieszę się. Za to Ali nie wzięła wcale. Wypiła tylko jogurt i zjadła kanapkę z pomidorem, uprzednio pozbywając się z kanapki szynki. Umyła za sobą talerzyk i wyszła. Zapytałam Jenn, o co się kłóciły.
- No, bo powiedziała mi, że w tej bluzce wyglądam jak lafirynda. Wkurzyłam się i zaczęłyśmy się kłócić.
- No , to było wredne. - powiedział Louis.
- Hej , ludzie, a mamy zajęcia dziś z Kick Boksing'u czy co innego. ? - zmieniłam temat.
- Dziś mamy lekcję z systemu obronnego. Pan Bird pokaże nam wszystkie tajne skrytki, a niedługo potem poda do nich kody. Super co nie.? - Shane się wczuł.
- To super. O której.?
- O 9.00. U nich w domku. Wszyscy wiedzą gdzie to.? -zapytał Louis.
Wiedziałam. Po drugiej stronie placu jest domek naszych nauczycieli. A na środku placu stała wielka stodoła. Tak naprawdę to sala do ćwiczeń , zwana przez nas "gimnastyczną". Nasz plac nie był mały. Nie wiem ile to metrów kwadratowych, ale na 100 % wiedziałam, że większy niż dwa place domków jednorodzinnych razem wzięte.
- Kto idzie ze mną.? - zapytał Shane.
- Ja mogę. - palnęłam. Uśmiechnął się.
- Sorka ale my mamy coś do załatwienia, prawda.? - spytała Jenn. Już reszta miała pokiwać głowami, że nie kiedy spojrzała na nich wymownie. Od razu wrzasnęli chórem:
- Tak , właśnie. - Jenni uśmiechnęła się triumfalnie. O co jej chodzi.? Ale przynajmniej będziemy sami.
Poszłam do pokoju i się przebrałam. Ruszyłam na dół i właśnie mnie olśniło. Już wiedziałam , czemu Jenn tak zrobiła.! Chciała żebym była sama z Shane'm. To dziwne uczucie, ale miłe. Spoko. Poszłam na dół. zobaczyłam, że wszyscy już wychodzą. Tylko Shane stał w miejscu i czekał. Podeszłam do niego.
- Idziemy.?
- Jasne. - odpowiedział.
Pogadaliśmy o tym jak się czuję i wogóle.Potem zapytał :
- Wiesz, że Jenn i reszta chcą nas zeswatać. ? - Yyy. Co powiedzieć? Nie zdążyłam dobrze pomyśleć już palnęłam:
- Jasne, że wiem. Zorientowałam się po śniadaniu.
- To może zróbmy tak żeby ich trudy nie poszły na marne.?
- Chętnie.
Uśmiechnął się. Dalej szliśmy już za rękę.
______________________________________________________
Siemka. Sorki wielkie,że tak długo. Niestety, szkolne obowiązki. Następny rozdział już niedługo. Sądzę, że jutro. Cieszy mnie to, że jesteście tacy cierpliwi. Haha. ^^ Do następnego. ; )
Rozmuska. ^^
niedziela, 2 września 2012
Rozdział X - Dzień blogów
Rozdział X
Bardzo rażące światło ... błysnęło mi w oczy. Po chwili zorientowałam się, co widzę. Były to włosy odbijające światło słońca. Znów ta postać. Kim on jest. ? Zaczęłam podchodzić bliżej. Znalazłam się zaledwie dwa metry od tajemniczego faceta. W pewnym momencie zaczął się obracać. Podszedł do mnie. Ujął ręką moją twarz i pogładził palcem po policzku. Jego miękka dłoń pieściła moją skórę. Zaczął zbliżać swoją twarz, ku mojej. Przybliżyłam twarz jeszcze bliżej, by Shane mógł mnie pocałować. Kiedy już miał dotknąć wargami moich warg .... usłyszałam straszliwy hałas. Ten jazgot przypominał mi dzwonek telefonu.
"Twoja stara ..... zapier*ala ..... " Dzwoni mama. Dlaczego ja właściwie mam ten dzwonek...? Ahaaa. Zapomniałam go zmienić po ostatniej kłótni i ciągle to odkładam. Spojrzałam na zegarek. Szósta rano.!! Co Ona chce. ? Stwierdziłam, że nie uda mi się wrócić do tego pięknego snu i odebrałam telefon.
- Halooo. ?
- Hej , skarbie. Co u Ciebie.?
- Dobrze, mamo. Ale dlaczego dzwonisz o szóstej rano. ??
- Ohh, Em. Myślałam, że będziecie musieli dużo wcześniej wstawać na te wasze zajęcia.
- Tak, mamo. Śniadanie mamy o ósmej.
- Wybacz mi, Em. Ale przy okazji. Jak się bawisz. ?
- Ojj, bardzo dobrze. Nowe koleżanki i koledzy. - Jeden z nich mnie nienawidzi. Ale to zostawiłam dla siebie. Ah ta mama. Zawsze troskliwa.
- Cieszę się, skarbie. A z kim masz pokój. ?
- A z taką dziewczyną. Nazywa się Alice Way. - Popatrzyłam na łóżko Alice. Było puste. Pewnie jest w łazience.
- Oh.. pozdrów ją ode mnie.
- Dobrze, mamo. A Ty pozdrów ode mnie babcię.
- Okey. Daję Ci już spokój, Poleż jeszcze. Pa, mała.
- Papa, mamuś.
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i klapnęłam na poduszkę. Popatrzyłam w stronę łazienki.
- Alice. ?
Nie ma jej. Może poszła do Shane'a lub do Eve. Nieważne. Wstałam. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Na razie jeansy i t-shirt. Na trening muszę ubrać ten koszmarny dres, który dostałam kiedyś od cioci Sofie. Ciocia Sofie to siostra mamy. Nigdy nie miała gustu. Ale trudno. Muszę kupić coś nowego.
Spięłam włosy w koński ogon i umyłam zęby. Umyję je też po śniadaniu. Postanowiłam, że nie będę nudzić się w pokoju i pójdę na dwór. A po siódmej do Jenn. Trzeba ją obudzić. Po cichu zeszłam po skrzypiących schodach. Sięgnęłam po klamkę i nacisnęłam. Co do jasnej .... ? Zamknięte. ? To jakieś żarty. A jakbym chciała o szóstej rano pobiegać przed treningiem.? Drzwi otwierają o wpół do ósmej. ? Trochę porąbane. Dobraa, idę zobaczyć, czy dziewczyny śpią. Mijałam kuchnię, gdy usłyszałam cichy chichot. To pewnie Alice i Eve. Pewnie Jenn i Caroline jeszcze śpią. A zapukam po cichu, jak nie otworzą to pójdę do siebie. Weszłam cicho po schodach i podeszłam do pokoju Jenn. Zapukałam cicho dwa razy. Po chwili otworzyła mi wesolutka Jennifer. Wcześnie wstała.
- Hejka. Nudzi mi się. Idziesz do mnie.? - wyszeptałam.
- Czemu szepczesz. ? My nie śpimy. Ale spoko, idziemy .!
Poszłyśmy do mojego pokoju. Jenn zaczęła znów nadawać na Alice. Ona nie jest taka zła. W końcu jej to powiem. Siedziałyśmy i gadałyśmy do za piętnaście ósma. Poszłyśmy pomóc nakryć do stołu. Alice i Eve już grasowały po kuchni. Przygotowywały śniadanie. Kilka kanapek i jajecznicę. Poczułam się głodna. O ósmej wszyscy usiedli do śniadania. Śmiali się , gadali i chichotali wszyscy, prócz mnie. Od czasu, do czasu spojrzałam na Shane'a i zastanawiałam się, dlaczego to On mi się przyśnił. Owszem , jest przystojny. Ale nigdy by się mną nie zainteresował. Jeszcze dziś idziemy na spacer. Pięknie. Po śniadaniu przebrałam się w ten koszmarny dres i pobiegłam do sali gimnastycznej. Pan Stark tłumaczył coś Louis'owi. Kiedy wszyscy już przyszli , pan Stark przemówił :
- Witam. Dziś zaczniemy pierwszy, wspólny trening od Kick-Boksing'u. Ale najpierw trochę się rozgrzejemy.
Po rozgrzewce pokazał nam kilka technik. Kazał mi ćwiczyć z Shane'em , bo Jemu dobrze szło, a mnie ... nie. W pewnym momencie, ktoś podłożył mi nogę. Prawdopodobnie Louis. Upadłam na matę i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zakręciło mi się w głowie. W jednej chwili czułam spadanie, a w drugiej już nic nie czułam. Pogrążyłam się w ciemności. Ocknęłam się w moim łóżku. Na czole miałam worek z lodem. Pani Skay pochylała się nade mną. Gdy zobaczyła, że otworzyłam oczy, powiedziała:
-No, nasza królewna się obudziła. Boli Cię głowa.?
- Tak, trochę. Ile tu leżałam. ?
- Cztery godziny. I resztę dnia jeszcze poleżysz. Masz na coś ochotę.?
- Czy mogłabym poprosić o szklankę wody.?
- Jasne. Proszę.
- Dziękuję.
Wypiłam pół szklanki wody. Zapamiętałam, że leżałam na macie i pan Stark krzyczał : " Shane, biegnij po panią Skay. Już. ! " Właśnie, a co ze spacerem.!? Byłoby dobrze gdyby ktoś do mnie przyszedł. Nie chcę tu leżeć z panią Skay. Jak na życzenie, powiedziała :
- Ja Cię zostawię, a Ty odpoczywaj. Jakbyś czegoś potrzebowała, wołaj.
- Dobrze i dziękuję.
- Nie ma sprawy, Emily.
Kiedy wyszła podniosłam się, by usiąść. Poczułam okropny ból w skroni. Położyłam się z powrotem. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - Był to Shane.
- Hej. Wszystko okey. ?
- Tak, jasne. Siadaj. - pomyślałam, że odmówi, ale usiadł.
- Wszyscy się przeraziliśmy, kiedy zaczęłaś tracić przytomność. Boli Cię głowa, potrzebujesz czegoś.?
- Nie, dzięki. Wszystko okey. Potrzebuję tylko kogoś do towarzystwa.
- Oto jestem.
- No tak. A co z naszym spacerem.?
- Przełożymy go na kiedy indziej. Aż poczujesz się lepiej.
- No dobrze. A co będziemy robić na tym spacerze.? - Całować się. ! Co. ? Odbija mi.? Jak ja mogłam o czymś takim pomyśleć.? Źle ze mną. !
- Rozmawialibyśmy. Chciałbym Cię lepiej poznać. Dowiedzieć się czegoś o Tobie.
- A co na przykład chciałbyś wiedzieć. ?
- Najprostsze rzeczy. Jaki kolor lubisz najbardziej. ?
- Rzeczywiście proste. Czarny i czerwony. No, a ty. ?
- Czarny. I zielony.
- Nieźle. Jeszcze coś.?
- Cóż ... może ... jakiej muzyki słuchasz. ?
- Trochę rock i rap. A ty .?
- Metal. I rock, czasem się zdarzy.
- Fajnie.
- Mamy ze sobą choć trochę wspólnego. Hobby.?
- Gram na gitarze. Ale nie mam jej tu. Czasem piszę wiersze i piosenki. A Twoje hobby. ?
- Gram w koszykówkę i trenuję sztuki walki.
- Przez to jesteś taki dobry. Ja nigdy nie miałam styczności z kick-boksing'iem. Bardziej z karate. Chodziłam na zajęcia. Dwa tygodnie , ale zawsze.
- Haha. No cóż. Mogę Ci pomóc opanować niektóre techniki.
- Cóż ... byłoby super.
- Nie wiemy jednak, kiedy Stark pozwoli Ci trenować.
- To On chce mi zabronić. ?
- Nie chce Cię tak szybko brać z powrotem. Bo zakręci Ci się w głowie i znów zemdlejesz. Tak z dwa dni przestaniesz trenować. Potem mogę Ci pomóc nadrobić. Zgoda.?
- No pewnie.
- Okey. Wracaj do formy. Niestety muszę już lecieć. Zaraz będzie obiad. Na pewno ktoś Ci go przyniesie. Ja zrobiłbym to chętnie ale umówiłem się z Louis'em , że pójdziemy pobiegać.
- Nie ma sprawy. A wiesz kto mi podłożył wtedy nogę.?
- Nie wiedziałem, że ktoś Ci nogę podłożył. Spróbuję się tego dowiedzieć. Muszę lecieć , pa. - Nachylił się i pocałował mnie w czoło. Jaki On słodki.
- Papa.
Wyszedł. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do łazienki. Poczesałam włosy i w pewnym momencie, aż jęknęłam z bólu. Musiałam uderzyć głową poza matę, bo wyczułam z tyłu głowy ogromnego guza. Bolał jak cholera. Ale wzięłam się w garść, zacisnęłam zęby i poszłam na obiad. Kiedy zeszłam zapadła cisza. W jednej chwili Jenn zapytała :
- A ty dlaczego nie w łóżku. ?
- Przyszłam na obiad.
- Nie powinnaś leżeć.?
- Powinnam, ale jestem głodna.
- Okey. Siadaj.
- Dzięki. I smacznego.
- Smacznego. - krzyknęli wszyscy chórkiem.
Obiad zjadłam wsłuchując się w rozmowy całej reszty. Kiedy popatrzyłam na Shane'a , on uśmiechnął się do mnie, po czym puścił oko. Jest taki fajny. I potrafi człowieka pocieszyć. Kiedy zjadłam poczłapałam na górę. Założyłam słuchawki , położyłam się na łóżku i nim się zorientowałam .... zasnęłam.
_____________________________________________
No hejka.! Myślę, że ten rozdział Wam się spodobał. Napisałam go dziś, bo jest ku temu okazja. Dziś jest Dzień Blogów. ! xD Kolejny rozdział będzie prawdopodobnie w weekend, bo niestety zaczyna się szkoła. ; / Wszystkim uczniom, na pierwszy dzień szkoły życzę powodzenia . ! I żebyśmy Wszyscy wytrzymali kolejne 10 miesięcy męczarni. Pozdrawiam. !
Rozmuska. ^^
piątek, 31 sierpnia 2012
Rozdział IX
Rozdział IX
Kurdeee, przystojny. Muszę się opanować. Ale nic nie poradzę.
- Nie no , spoko. - udało mi się coś wydukać.
- Pomóc Ci może.?
- Nie , nie trzeba.
- A może jednak. ?
- Okey. Tylko tu nie ma nic do zrobienia. Tylko włożyć naczynia do zmywarki.
- Pomóc Ci może.?
- Nie , nie trzeba.
- A może jednak. ?
- Okey. Tylko tu nie ma nic do zrobienia. Tylko włożyć naczynia do zmywarki.
- To ja może zrobię herbatę. ? Jeśli masz ochotę. Posiedzimy , pogadamy. - Ahh. Jakież to słodkie.
- No jasne, chętnie. A wogóle jestem Emily .
- Tak, wiem. A ja jestem Shane. - Wie. Jeej. !! Z czego ja się tak cieszę. ?
- Tak, wiem.
Shane nastawił wodę w czajniku elektrycznym. Wyjął dwa kubki i wrzucił do nich woreczki z herbatą.
- No jasne, chętnie. A wogóle jestem Emily .
- Tak, wiem. A ja jestem Shane. - Wie. Jeej. !! Z czego ja się tak cieszę. ?
- Tak, wiem.
Shane nastawił wodę w czajniku elektrycznym. Wyjął dwa kubki i wrzucił do nich woreczki z herbatą.
Po kilku minutach woda zagotowała się. Shane wlał ją do kubków, wyjął z szufladki łyżeczki, z półki zdjął cukierniczkę i wszystko postawił na stole. Kiedy skończyłam włączać zmywarkę usiadłam na stołku, naprzeciw Niego. Jego włosy odbijały światło bijące z okna kuchni. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. A potem Jego uśmiech przygasł, po czym zapytał :
- Jak się czujesz z tą sytuacją. ?
- Z tym, że muszę nauczyć się walczyć , by obronić tę szkołę. ? Dziwacznie. Tak z dnia, na dzień to wszystko spadło na nas. Bez sensu. A ty . ? Jak Ci z tym. ?
- Czuję się przytłoczony. Zmieniać zamieszkanie. Ale czuję się zaszczycony, że spośród tylu uczniów ... wybrano mnie.
- No tak, nie dziwię się im. Ale czemu ja. ? Nie mam żadnych kwalifikacji do tego zadania.
- Ojj, na pewno jest w Tobie coś wyjątkowego. Nie wybraliby Cię bez powodu. - Wow. Niezły jest.
- Jak się czujesz z tą sytuacją. ?
- Z tym, że muszę nauczyć się walczyć , by obronić tę szkołę. ? Dziwacznie. Tak z dnia, na dzień to wszystko spadło na nas. Bez sensu. A ty . ? Jak Ci z tym. ?
- Czuję się przytłoczony. Zmieniać zamieszkanie. Ale czuję się zaszczycony, że spośród tylu uczniów ... wybrano mnie.
- No tak, nie dziwię się im. Ale czemu ja. ? Nie mam żadnych kwalifikacji do tego zadania.
- Ojj, na pewno jest w Tobie coś wyjątkowego. Nie wybraliby Cię bez powodu. - Wow. Niezły jest.
- Tak uważasz. ?
- No jasne. Wydajesz się interesująca. Za mało o Tobie wiem. Skąd jesteś. ?
- No jasne. Wydajesz się interesująca. Za mało o Tobie wiem. Skąd jesteś. ?
- No cóż ... urodziłam się tu, w New Jersey. Kiedy miałam 10 miesięcy tata od nas odszedł, więc wyjechałyśmy z mamą do Nowego Jorku. Tam mieszkałam przez 6 lat. Później mama straciła pracę. Musiałyśmy wyjechać. Jeździłyśmy przez całą Amerykę. Byłyśmy w prawie wszystkich stanach. Aż znowu trafiłam tu.
- A Twoje poprzednie miejsce zamieszkania. ?
- Cóż ... Floryda. Miasto Venice. Nie było źle.
- No ... chyba o nim słyszałem. Świetna plaża, dużo bogatych ludzi.
- A Twoje poprzednie miejsce zamieszkania. ?
- Cóż ... Floryda. Miasto Venice. Nie było źle.
- No ... chyba o nim słyszałem. Świetna plaża, dużo bogatych ludzi.
- Ojj, nie myśl sobie, że jesteśmy z mamą bogate. Mieszkanie załatwił nam jej szef, ale i tak nie wyrabiałyśmy z kasą. W końcu musiałyśmy się przenieść. Mama postanowiła wrócić na stare śmieci.
- Widzisz, gdybyś mieszkała tu cały czas ... dawno byśmy się poznali. - A to byłoby świetne.
- No tak. Mój pech. Hehe. A może teraz ty coś o sobie opowiesz. ?
- No tak. Mój pech. Hehe. A może teraz ty coś o sobie opowiesz. ?
- No więc... pochodzę stąd, z New Jersey. Moją siostrą jest Alice. Nasza mama zmarła kiedy mieliśmy po 3 lata. Teraz mieszkamy z ojcem.
- Ojj, przykro mi z powodu mamy.
- Tak. Nam też.
- Pewnie jest Ci ciężko.
- Tak. Nam też.
- Pewnie jest Ci ciężko.
- Tak. I to nie wiesz jak bardzo. Opowiedziałbym Ci więcej, ale za mało się znamy.
- Oh. No jasne.
- To może wyskoczymy jutro na spacer. ? Poznamy się lepiej i wogóle. ...- Tego się nie spodziewałam. Ale się cieszę.
- Jasne, czemu nie. ?
- To co idziemy po obiedzie. ?
- Okey, nie ma sprawy.
- Cieszę się. Muszę już lecieć, bo Louis dostanie szału. Nie poukładałem swoich rzeczy. On ma fioła na punkcie porządku.
- Jasne. Leć. Do zobaczenia na kolacji.
- Papa.
Umyłam szklanki. Poszłam do siebie, Alice wciąż nie wróciła ze spaceru z Eve. No to mam czas dla siebie.
Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Była to Jennifer. Powitałam ją uśmiechem.
- No nareszcie jesteś. Jak tam pogaduchy z naszym "Panem Przystojnym" ?
- Skąd wiesz, że z nim rozmawiałam. ?
- Wszyscy to wiedzą, mycha. Nawet Alice i Eve.
- Co .? Ich przecież nie było.
- Ojj były. To one nam powiedziały. Byliście tak zagadani , że nie zauważyliście jak wchodzą. - Tu mnie zaskoczyła. Nie słyszałam , jak wchodziły.
- A teraz gdzie są.?
- U nas w pokoju. Oglądają jakiś film.
- A my. ? Co robimy. ? - Miałam nadzieję, że powie "Wypad na miasto" i rzeczywiście. Ale nie koniecznie tak samo.
- No cóż. Wybywamy na miasto. Co powiesz na mały "obchód sklepów". ? Mamy 4 godziny do kolacji. Potem ma być jakaś zbiórka. Ale tym się nie przejmujmy.
- Okey. Możemy iść. Tylko, że ja nie mam za dużo kasy. To będą myślę ... małe zakupy,
- Jasne. Jak chcesz. Chodź.!
Wybrałyśmy się z Jenn na miasto. Kupiłam sobie sweterek. Kaszmirowy. Jenn powiedziała, że mi w nim do twarzy. Jenn za to kupiła sobie nowe jeansy. Do tego kozaczki. Ładnee. Po powrocie położyłam nowy nabytek w szafie. Zeszłam na dół, na kolację. Wszyscy już byli oprócz Jennifer. Usiadałam na swoim miejscu. Wzięłam kanapkę z szynką i pomidorem, plus herbata. Chłopcy dużo zjedli. Ja z resztą dziewczyn trochę mniej. Jenn doszła kiedy wszyscy zjedli. Zjadła szybko swoje i poszliśmy do sali ćwiczeń. Pani Bones wyglądała na roztargnioną. Opowiedziała nam, jak wyobraża sobie nasze treningi i rok szkolny. Na razie nie chodzimy do szkoły, tylko ćwiczymy. Na zajęcia wrócimy dopiero za miesiąc.
- Trening zaczynamy od jutra. Zaraz po śniadaniu chcę Was tu widzieć. - zadecydował pan Stark. Po tym całym spotkaniu poszłam do pokoju. Poszłam się umyć. Przyszła Alice. Ona też poszła się myć. Założyłam słuchawki na uszy i wsłuchiwałam się w piosenkę zespołu "Linkin Park". Rozmyślałam przy tym o jutrzejszym treningu. Zastanowiłam się też, jak będzie wyglądać moje spotkanie z Shanem. Sądzę, że będzie ciekawie. Zaczęłam odpływać..., zapadać w sen. Zobaczyłam łąkę. Te samą, co kilka dni wcześniej w moim śnie. .....
______________________________________________________
Okey. To jest rozdział IX. Myślę, że wydał się Wam ciekawy. Poznaliśmy bliżej Naszą bohaterkę i Shane'a. Następnego rozdziału możecie się spodziewać ... już jutro. Chyba xd A i ten rozdział wymyślałam na bieżąco, bo wcześniej napisany rozdział IX gdzieś się zapodział. Miłego czytanka. !
Rozmuska. ^^
środa, 29 sierpnia 2012
Rozdział VIII
Przed nim natomiast stali nauczyciele. Każdemu z nas podali kartkę z przydzielonym już numerem pokoju.
-Będziecie mieszkać po dwie, trzy osoby w pokoju. I żadnych zmian proszę. - zawołał wf-ista. Modliłam się w duchu by być z Jenn. Innych lokatorów wykluczałam. Dostaliśmy klucze. Myślałam jak to teraz będzie....bez pysznej jajecznicy mamy. Bez jej dodatkowego budzenia....Gdy ocknęłam się z małego transu natychmiast weszłam do nowego miejsca zamieszkania. Schody prowadziły na górę gdzie mieliśmy pokoje. Jak już stałam pod moim zauważyła, że drzwi są uchylone więc pewnie moja współlokatorka już tam gościła. Wzięłam powietrze do ust i weszłam.
To co zobaczyłam było po części szokiem a po części przerażeniem.
O nie! Nie! Nie! Nie!
-Co ty tu do cholery? Chyba ci się numerki pomyliły....-błysnęła Alice.
-No czytać i liczyć to ja jeszcze umiem, okay!?- broniłam się.
-Że ja mam mieć pokój z TOBĄ?! Zakatrupie tego kto to wymyślił!
-Dobra! Ale Stark powiedział że zmian nie będzie...mogłaś trafić gorzej np. na Jenn...- to ją chyba przekona.
-W sumie...może i tak. Mniejsza o to. Tamto łóżko twoje, to moje. A! I zakaz dotykania moich rzeczy bez pozwolenia, jasne?
-Tak.
-To dobrze. Twoja przyjaciółka była wredna w autobusie...
No tak. I teraz będę miała przekichane. Pięknie. Super. Podbite oko. Rozcięta warga. Czemu nie? A może coś gorszego...może dosypie mi trucizny do jedzenia?!
-Prze..-chciałam zacząć lecz Alice się wtrąciła
-Więc zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alice.- przedstawiła się po raz kolejny.
Tego się nie spodziewałam.
-Emily.
-Spoko. Do obiadu mamy jeszcze czas by się rozpakować i poznać więc go nie traćmy, okay?
-Git.
I tak poznawałyśmy się do 12, rozpakowując przy okazji swoje rzeczy. Gdy skończyłyśmy padłyśmy na nasze łóżka.
-Wiesz, nie jesteś taka zła - powiedziała Ali.
-Dzięki, ty też. Bo...Jenn opowiadała mi na twój temat, a właściwie wasz, tylko to co mówią inni..
-Ah -westchnęła- no tak...czasem mam tego dość
-Jak to się zaczęło?
-Cóż, zawsze byłam inna. I pod względem wyglądu i duszy..no i jak pewnie słyszałaś orientacji. Ubierałam się na czarno, słuchałam ciężkiej muzy, nie interesowałam się tylko chłopakami..i się wyśmiewali.
-Sory cię bardzo ale chyba każdy jest inny nie? To nie powód żeby go wyśmiać.
Alice popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Może była zaskoczona?
-Eeee...dzięki.
-Spoczko.
I tak jeszcze rozmawiałyśmy 2 godzinki. Dowiedziałam się o niej różnych rzeczy tak jak ona o mnie. Nie była zła...po prostu to wszystko opinia ludzi. Miałam szczęście, i przy okazji ubaw gdy Ali powiedziała że nie jestem w jej typie.
Gdy zerknęłyśmy na zegar była 14 więc zebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad.Zauważyłam że Shane się na mnie gapi a Alice na niego zerka.
Zjedliśmy w mgnieniu oka.
-Ktoś może wybierze się na poobiedni spacerek? -zaproponowała Alice. Chyba nikt nie miał na niego ochoty..
-Ja pójdę.- odezwał się nieznajomy głos. Jak się okazało należał do Eve. Dziewczyny ubrały buty i bluzy po czym wyszły.
Na złość dzisiaj przypadała mi rola zmywania. Brudną robotę jednak zrobi za mnie zmywarka. Wkładałam do niej naczynia i nawet nie zauważyłam że ktoś wszedł do kuchni.
-Hej- odsunęłam się szybko od zmywarki.
-Weź nie tak nie strasz bo na zawał zejdę.
-Przepraszam -powiedział Shane.
-Będziecie mieszkać po dwie, trzy osoby w pokoju. I żadnych zmian proszę. - zawołał wf-ista. Modliłam się w duchu by być z Jenn. Innych lokatorów wykluczałam. Dostaliśmy klucze. Myślałam jak to teraz będzie....bez pysznej jajecznicy mamy. Bez jej dodatkowego budzenia....Gdy ocknęłam się z małego transu natychmiast weszłam do nowego miejsca zamieszkania. Schody prowadziły na górę gdzie mieliśmy pokoje. Jak już stałam pod moim zauważyła, że drzwi są uchylone więc pewnie moja współlokatorka już tam gościła. Wzięłam powietrze do ust i weszłam.
To co zobaczyłam było po części szokiem a po części przerażeniem.
O nie! Nie! Nie! Nie!
-Co ty tu do cholery? Chyba ci się numerki pomyliły....-błysnęła Alice.
-No czytać i liczyć to ja jeszcze umiem, okay!?- broniłam się.
-Że ja mam mieć pokój z TOBĄ?! Zakatrupie tego kto to wymyślił!
-Dobra! Ale Stark powiedział że zmian nie będzie...mogłaś trafić gorzej np. na Jenn...- to ją chyba przekona.
-W sumie...może i tak. Mniejsza o to. Tamto łóżko twoje, to moje. A! I zakaz dotykania moich rzeczy bez pozwolenia, jasne?
-Tak.
-To dobrze. Twoja przyjaciółka była wredna w autobusie...
No tak. I teraz będę miała przekichane. Pięknie. Super. Podbite oko. Rozcięta warga. Czemu nie? A może coś gorszego...może dosypie mi trucizny do jedzenia?!
-Prze..-chciałam zacząć lecz Alice się wtrąciła
-Więc zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alice.- przedstawiła się po raz kolejny.
Tego się nie spodziewałam.
-Emily.
-Spoko. Do obiadu mamy jeszcze czas by się rozpakować i poznać więc go nie traćmy, okay?
-Git.
I tak poznawałyśmy się do 12, rozpakowując przy okazji swoje rzeczy. Gdy skończyłyśmy padłyśmy na nasze łóżka.
-Wiesz, nie jesteś taka zła - powiedziała Ali.
-Dzięki, ty też. Bo...Jenn opowiadała mi na twój temat, a właściwie wasz, tylko to co mówią inni..
-Ah -westchnęła- no tak...czasem mam tego dość
-Jak to się zaczęło?
-Cóż, zawsze byłam inna. I pod względem wyglądu i duszy..no i jak pewnie słyszałaś orientacji. Ubierałam się na czarno, słuchałam ciężkiej muzy, nie interesowałam się tylko chłopakami..i się wyśmiewali.
-Sory cię bardzo ale chyba każdy jest inny nie? To nie powód żeby go wyśmiać.
Alice popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Może była zaskoczona?
-Eeee...dzięki.
-Spoczko.
I tak jeszcze rozmawiałyśmy 2 godzinki. Dowiedziałam się o niej różnych rzeczy tak jak ona o mnie. Nie była zła...po prostu to wszystko opinia ludzi. Miałam szczęście, i przy okazji ubaw gdy Ali powiedziała że nie jestem w jej typie.
Gdy zerknęłyśmy na zegar była 14 więc zebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad.Zauważyłam że Shane się na mnie gapi a Alice na niego zerka.
Zjedliśmy w mgnieniu oka.
-Ktoś może wybierze się na poobiedni spacerek? -zaproponowała Alice. Chyba nikt nie miał na niego ochoty..
-Ja pójdę.- odezwał się nieznajomy głos. Jak się okazało należał do Eve. Dziewczyny ubrały buty i bluzy po czym wyszły.
Na złość dzisiaj przypadała mi rola zmywania. Brudną robotę jednak zrobi za mnie zmywarka. Wkładałam do niej naczynia i nawet nie zauważyłam że ktoś wszedł do kuchni.
-Hej- odsunęłam się szybko od zmywarki.
-Weź nie tak nie strasz bo na zawał zejdę.
-Przepraszam -powiedział Shane.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Rozdział VII
Byłam naprawdę zmęczona. Nie dość że ''zjadacze kotów'' chyba chcą mnie sobie przekąsić to cały czas o nich myślałam. No przynajmniej o tych dwóch chłopakach. Jak im tam szło..? Właśnie. Louis, nie cierpiał mnie( w sumie tak jak inni) co było widać gołym okiem. A Shane, on był taki przystojny...Nie! STOP! O czym ja w ogóle myśle?! Koniec. Spokojnie. Policz do dziesięciu....1...2...3
-Emily! Chyba musimy porozmawiać!
-Mamo, błagam, przełóżmy to na jutro, jestem padnięta.
-To nie może czekać do jutra - powiedziała moja matka.
Westchnęłam. Wolnym krokiem poszłam do salonu i klapłam na kanapie. Mama natomiast siadła na fotelu.
-No więc co masz takiego ciekawego do powiedzenia?
-Powinnam ci to powiedzieć na początku, no wiesz, o tej całej akcji...ale..
-I tak po prostu się zgodziłaś?! -wybuchnęłam. No bo która matka zgadza się by jej córka, która chce spokojnie skończyć gimnazjum brała udział w jakieś cholernej akcji!
-Jeśli nie chcesz, nie musisz w tym uczestniczyć - mama powiedziała to zranionym głosem. I co? Mam jej tak po prostu wybaczyć?
Cóż, może i to nie była jej wina. W sumie nawet chciałam uczestniczyć w tej całej akcji, projekcie...
-Przepraszam mamo, jestem zwyczajnie zmęczona.
-W porządku, rozumiem cię, ale musisz się jeszcze spakować, jutro macie o 10.00 zbiórke. A potem pojedziecie do nowego domu- podała mi kartke z adresem
-Okay.
Posłałam mamie uśmiech na jaki było mnie stać i poszłam do mojego pokoju. Z szafy wyjęłam dużą walizke i trochę mniejszą torbe. A potem zaczęło się..pakowanie wszystkich potrzebnych rzeczy. Ledwo je upchnęłam. Skończyłam po 3 godzinach. Byłam tak zmęczona że rzuciłam się na łóżko i zasnęłam w ubraniach, nie przebierając się nawet do piżamy.
Śniła mi się łąka. Czarno-biała. Pełno kwiatów. Byłam ubrana tylko w letnią sukienke. W oddali kogoś zobaczyłam. Postać ta była nie wyraźna ale dostrzegłam że stoi do mnie tyłem. Podeszłam więc bliżej pytając się kim on(jak wywnioskowałam) jest. Nie odezwał się. Dotknęłam lekko jego pleców i wszystko nagle zaczęła wirować. Obraz zamazał się jeszcze bardziej. Ciemność. Nic nie widziałam. Ale nagle znalazłam się na tej samej łące. Tylko że wszystko było...kolorowe. Znowu go zauważyłam, teraz stał przodem. Powoli podchodziłam bliżej by zobaczyć jego twarz. Jeszcze jeden krok...MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!! Podniosłam się gwałtownie. MUUUUUUUUUUUUUUUU!!! Taaa.....budzik w kształcie krówki. Cholera jasna, w takim pięknym momencie. MUUUUUUUUUUUUUU!
-No wstaje no!
Budzik wskazywał 8.30, mam jeszcze półtora godziny. Wstałam, podeszłam do lustra. O! EM! GIE! Wyglądałam jak strach na wróble albo i jeszcze gorzej. I w dodatku śmierdziałam potem. Ugh! Wślizgnęłam się do kabiny i wzięłam 20-minutowy prysznic. Wraz z ubraniem się w coś wygodnego i do wyjścia zajęła mi to pół godzinki. Zeszłam na dół. Mama była już na nogach a z kuchni dobiegał zapach jajecznicy i bekonu.
Mniam.
-Dzień dobry- przywitałam się się z mamą. Podeszła do mnie i wyściskała.
-Em, pamiętaj że cię bardzo kocham i będe tęsknić.
-Ja też i to bardzo.
Usiadłam przy stole i zaszczeżyłam się gdy tylko podała mi śniadanie.
-Boże, nie moge uwierzyć że moja córka już się wyprowadza.
-Robię to dla dobra ludz -zakrztusiam się- kości.
-Nie mówi się z pełną buzią- upomniała mnie.
Śniadanie zjadłam z dwoma dokładkami. Najadłam się jak, za przeproszeniem, świnia. Pod mój dom podjechał autobus. Mama pomogła mi z bagażami. Jeszcze raz mnie wyściskała i pożegnała. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce obok Jenn. W autobusie byli już Louis i Caroline. Troche zdziwiło mnie że siedzą razem skoro zawsze dzielili się na chłopacy, dziewczyny. Ale Shane'a jak i Alice jeszcze nie było. Za to była jakaś dziewczyna której nie znałam.
-Hej! A kto to jest?- spytałam Jenn.
To jest...-zamyśliła się- Eve, taka jakaś ''Sierotka Marysia''-wykrzywiła usta w grymasie.
-Aham...
Podjechaliśmy pod jakiś dom. Wyszli z niego Shane i Alice. Co? Oni?! Razem?!
-Nie mówiłaą mi że oni są razem a w dodatku ze sobą mieszkają?
-Wyluzuj-parsknęła śmiechem Jennifer- Shane i Ali to rodzeństwo. Bliźniacy.
Zatkało mnie. Chociaż przypomniało mi się że chyba mieli tak samo na nazwisko..znaczy, Way?
-Serio?
-Noooo...raczej.
Wow..Ja i moja spostrzegawczość. Brawa proszę.
-Olo wszytskim! - zawołali, po czy przybili sobie piątke. Siedli wspólnie przed nami. Shane się odwrócił i spojrzał na Jenn ale po chwili jego wzrok utkwił na mnie
-Hmm...my się chyba nie znamy?- zagadnął.
-Chyba nie..
-Jestem Shane- posłał mi piękny uśmiech. Piękny?! Co ja bredze?!
-Emily, przedstawiałam się setke razy przed całą klasą.
-A no..Ładne imie. Takie poetyckie. Na przykład ''Romeo i Emily''.
-Raczej ''Romeo i Julia''-wtrąciłam.
-Może i tak ale to nie zmienia faktu że jesteś piękna. To znaczy masz piękne imie! To znaczy ty też jesteś ładna ale..
-Shane! krzyknęłam Alice- Uspokuj się!
-Sorry..
-Spoko - zapewniłam go
Tym razem odwróciła się Alice.
-Hej. powiedziała. Zdziw
-Cześć.
-Sorry za mojego brata ale..
-Mogliście jeszcze posiedzieć w psychiatryku- dokończyła Jenn.
-Tsaaa...-syknęła gotka- Ty jesteś ta nowa? Eeeee....Emily?
-Aha, no tak- uśmiechnęłam się łagodnie.
-A tamta dziewczyna w tyle...? Jakoś jej nie kumam.
-Jak się chodzi do szkoły to się wie- powiedziała Jennifer.
Alice spiorunowała ją wzrokiem. Jenn chyba przesadziła, w końcu może oni nie są źli? A i tak trochę głupio że jak jej tam? Eve? Tak. Eve siedzi sama. Na szczęście Alice się do niej przysiadła i zaczęły o czymś rozmawiać i co chwile wybuchać śmiechem. Pierwszy raz widziałam jak Eve się uśmiech....Widocznie się dobrze dogadywały.
Podróż minęła dosyć szybko. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy a przed nami stał całkiem sporych rozmiarów, uroczy domek.
Elvis
____________________
Przyznam że jak na moją osobę, trochę się rozpisałam xD
-Emily! Chyba musimy porozmawiać!
-Mamo, błagam, przełóżmy to na jutro, jestem padnięta.
-To nie może czekać do jutra - powiedziała moja matka.
Westchnęłam. Wolnym krokiem poszłam do salonu i klapłam na kanapie. Mama natomiast siadła na fotelu.
-No więc co masz takiego ciekawego do powiedzenia?
-Powinnam ci to powiedzieć na początku, no wiesz, o tej całej akcji...ale..
-I tak po prostu się zgodziłaś?! -wybuchnęłam. No bo która matka zgadza się by jej córka, która chce spokojnie skończyć gimnazjum brała udział w jakieś cholernej akcji!
-Jeśli nie chcesz, nie musisz w tym uczestniczyć - mama powiedziała to zranionym głosem. I co? Mam jej tak po prostu wybaczyć?
Cóż, może i to nie była jej wina. W sumie nawet chciałam uczestniczyć w tej całej akcji, projekcie...
-Przepraszam mamo, jestem zwyczajnie zmęczona.
-W porządku, rozumiem cię, ale musisz się jeszcze spakować, jutro macie o 10.00 zbiórke. A potem pojedziecie do nowego domu- podała mi kartke z adresem
-Okay.
Posłałam mamie uśmiech na jaki było mnie stać i poszłam do mojego pokoju. Z szafy wyjęłam dużą walizke i trochę mniejszą torbe. A potem zaczęło się..pakowanie wszystkich potrzebnych rzeczy. Ledwo je upchnęłam. Skończyłam po 3 godzinach. Byłam tak zmęczona że rzuciłam się na łóżko i zasnęłam w ubraniach, nie przebierając się nawet do piżamy.
Śniła mi się łąka. Czarno-biała. Pełno kwiatów. Byłam ubrana tylko w letnią sukienke. W oddali kogoś zobaczyłam. Postać ta była nie wyraźna ale dostrzegłam że stoi do mnie tyłem. Podeszłam więc bliżej pytając się kim on(jak wywnioskowałam) jest. Nie odezwał się. Dotknęłam lekko jego pleców i wszystko nagle zaczęła wirować. Obraz zamazał się jeszcze bardziej. Ciemność. Nic nie widziałam. Ale nagle znalazłam się na tej samej łące. Tylko że wszystko było...kolorowe. Znowu go zauważyłam, teraz stał przodem. Powoli podchodziłam bliżej by zobaczyć jego twarz. Jeszcze jeden krok...MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!! Podniosłam się gwałtownie. MUUUUUUUUUUUUUUUU!!! Taaa.....budzik w kształcie krówki. Cholera jasna, w takim pięknym momencie. MUUUUUUUUUUUUUU!
-No wstaje no!
Budzik wskazywał 8.30, mam jeszcze półtora godziny. Wstałam, podeszłam do lustra. O! EM! GIE! Wyglądałam jak strach na wróble albo i jeszcze gorzej. I w dodatku śmierdziałam potem. Ugh! Wślizgnęłam się do kabiny i wzięłam 20-minutowy prysznic. Wraz z ubraniem się w coś wygodnego i do wyjścia zajęła mi to pół godzinki. Zeszłam na dół. Mama była już na nogach a z kuchni dobiegał zapach jajecznicy i bekonu.
Mniam.
-Dzień dobry- przywitałam się się z mamą. Podeszła do mnie i wyściskała.
-Em, pamiętaj że cię bardzo kocham i będe tęsknić.
-Ja też i to bardzo.
Usiadłam przy stole i zaszczeżyłam się gdy tylko podała mi śniadanie.
-Boże, nie moge uwierzyć że moja córka już się wyprowadza.
-Robię to dla dobra ludz -zakrztusiam się- kości.
-Nie mówi się z pełną buzią- upomniała mnie.
Śniadanie zjadłam z dwoma dokładkami. Najadłam się jak, za przeproszeniem, świnia. Pod mój dom podjechał autobus. Mama pomogła mi z bagażami. Jeszcze raz mnie wyściskała i pożegnała. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce obok Jenn. W autobusie byli już Louis i Caroline. Troche zdziwiło mnie że siedzą razem skoro zawsze dzielili się na chłopacy, dziewczyny. Ale Shane'a jak i Alice jeszcze nie było. Za to była jakaś dziewczyna której nie znałam.
-Hej! A kto to jest?- spytałam Jenn.
To jest...-zamyśliła się- Eve, taka jakaś ''Sierotka Marysia''-wykrzywiła usta w grymasie.
-Aham...
Podjechaliśmy pod jakiś dom. Wyszli z niego Shane i Alice. Co? Oni?! Razem?!
-Nie mówiłaą mi że oni są razem a w dodatku ze sobą mieszkają?
-Wyluzuj-parsknęła śmiechem Jennifer- Shane i Ali to rodzeństwo. Bliźniacy.
Zatkało mnie. Chociaż przypomniało mi się że chyba mieli tak samo na nazwisko..znaczy, Way?
-Serio?
-Noooo...raczej.
Wow..Ja i moja spostrzegawczość. Brawa proszę.
-Olo wszytskim! - zawołali, po czy przybili sobie piątke. Siedli wspólnie przed nami. Shane się odwrócił i spojrzał na Jenn ale po chwili jego wzrok utkwił na mnie
-Hmm...my się chyba nie znamy?- zagadnął.
-Chyba nie..
-Jestem Shane- posłał mi piękny uśmiech. Piękny?! Co ja bredze?!
-Emily, przedstawiałam się setke razy przed całą klasą.
-A no..Ładne imie. Takie poetyckie. Na przykład ''Romeo i Emily''.
-Raczej ''Romeo i Julia''-wtrąciłam.
-Może i tak ale to nie zmienia faktu że jesteś piękna. To znaczy masz piękne imie! To znaczy ty też jesteś ładna ale..
-Shane! krzyknęłam Alice- Uspokuj się!
-Sorry..
-Spoko - zapewniłam go
Tym razem odwróciła się Alice.
-Hej. powiedziała. Zdziw
-Cześć.
-Sorry za mojego brata ale..
-Mogliście jeszcze posiedzieć w psychiatryku- dokończyła Jenn.
-Tsaaa...-syknęła gotka- Ty jesteś ta nowa? Eeeee....Emily?
-Aha, no tak- uśmiechnęłam się łagodnie.
-A tamta dziewczyna w tyle...? Jakoś jej nie kumam.
-Jak się chodzi do szkoły to się wie- powiedziała Jennifer.
Alice spiorunowała ją wzrokiem. Jenn chyba przesadziła, w końcu może oni nie są źli? A i tak trochę głupio że jak jej tam? Eve? Tak. Eve siedzi sama. Na szczęście Alice się do niej przysiadła i zaczęły o czymś rozmawiać i co chwile wybuchać śmiechem. Pierwszy raz widziałam jak Eve się uśmiech....Widocznie się dobrze dogadywały.
Podróż minęła dosyć szybko. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy a przed nami stał całkiem sporych rozmiarów, uroczy domek.
Elvis
____________________
Przyznam że jak na moją osobę, trochę się rozpisałam xD
piątek, 10 sierpnia 2012
Rozdział V i VI. ;)
Rozdział V
Następny dzień był podobny. I następny. I następny. I kolejny.
I...tego dnia były w szkole tylko trzecie klasy. Było to dziwne do tego stopnia, że nikt nie chciał nam powiedzieć czemu reszta ma wolne od szkoły. No ale cóż, dzień jak dzień. Chociaż był piątek i tak nie miałam na nic ochoty. W przeciwieństwie do innych, którzy cieszyli się, że już po lekcjach mogą iść do domu i aż do poniedziałku nic nie robić. Była już 11.00. Miałam teraz geografię. Jennifer już czekała na mnie w ławce. Ledwie weszłam do sali, a już zobaczyłam ich..."zjadaczy kotów". Byli ubrani inaczej niż zwykle. Tak...imprezowo. Jakby bardzo cieszyli się z nieobecności młodszych dzieciaków. Ale mam to gdzieś. Podeszłam do ławki i starałam się słuchać Bird' a. Ale obrócił się do mnie Zac .
-Siemeczka, mała.
-Mówiłam, że masz nie mówić do mnie "mała".
Oj, sorki. Emily ?
Co ? - zapytałam , choć wcale nie chciałam wiedzieć.
-Dałabyś się zaprosić kiedyś do kina?
-Kiedyś...
-Hej ! Tak w zasadzie miałem na myśli jutro !
-Ooo...No nie wiem. Jutro nie mogę. Umówiłam się już. Z Jenn. Prawda, Jenn?
-Hmm? Tak jasne! Idziemy na zakupy! - Uff.
-No właśnie. Muszę poznać tutejsze sklepy!
-No dobra. To kiedy indziej. Szkoda.. - Jest ! Odczepił się ! Byłam dziwnie zaskoczona, że Jenn wogóle wiedziała o czym mówiłam. Nie wyglądała jakby słuchała.
-Siemeczka, mała.
-Mówiłam, że masz nie mówić do mnie "mała".
Oj, sorki. Emily ?
Co ? - zapytałam , choć wcale nie chciałam wiedzieć.
-Dałabyś się zaprosić kiedyś do kina?
-Kiedyś...
-Hej ! Tak w zasadzie miałem na myśli jutro !
-Ooo...No nie wiem. Jutro nie mogę. Umówiłam się już. Z Jenn. Prawda, Jenn?
-Hmm? Tak jasne! Idziemy na zakupy! - Uff.
-No właśnie. Muszę poznać tutejsze sklepy!
-No dobra. To kiedy indziej. Szkoda.. - Jest ! Odczepił się ! Byłam dziwnie zaskoczona, że Jenn wogóle wiedziała o czym mówiłam. Nie wyglądała jakby słuchała.
-Hej, dzięki ! Uratowałaś mnie ! - szepnęłam jej do ucha.
-Nie ma sprawy ! Ale i tak pójdziemy na zakupy.
Następny był w-f. Pan Stark był dziś miły. Za miły. Zbliżała się ostatnia lekcja. Godzina wychowawcza. Naszą wychowawczynią jest Amelie Blue. Zadzwonił dzwonek.
-Nie ma sprawy ! Ale i tak pójdziemy na zakupy.
Następny był w-f. Pan Stark był dziś miły. Za miły. Zbliżała się ostatnia lekcja. Godzina wychowawcza. Naszą wychowawczynią jest Amelie Blue. Zadzwonił dzwonek.
____________________________________
Rozdział VI
Z głośnika nad biurkiem nauczycielki odezwał się głos dyrektorki. Marie Bones:
-Zapraszam do siebie : Alice Way , Eve Midleton, Caroline Forbes, Shane'a Way, Louis'a Hamilton'a - Teraz już znam ich nazwiska.-Ciekawe, co znów zrobiliście ? - pani Blue położyła nacisk na "znowu".
- Jennifer Rey- tu oczy pani Blue zrobiły się jakby...większe.
-Emily Robertson. Poprosimy również nauczycieli : Pana Bird'a, Pana Stark'a, Panią Blue i Panią Skay.
O ja Cię ! Dlaczego ja ? Zastanawiam się co zrobiłam. Jenn wzięła mnie pod rękę i pociągnęła za sobą. Szłyśmy zaraz za tą grupą, która wydawała nam się dziwna. Louis złapał Caroline za rękę. Odwrócił się w naszą stronę. Popatrzył na Jenn, a potem na mnie. Zrobił skrzywioną minę i pocałował Caroline w policzek. Po chwili staliśmy już przed drzwiami dyrektor Bones, Shane zapukał do drzwi. Odezwał się głos jakiegoś mężczyzny. Po wejściu zorientowałam się, że to był nauczyciel wf-u pan Stark. Pani Skay- nauczycielka biologii- siedziała na krześle blada jak , no trup. Chyba zasłabła. Pani dyrektor zaczęła mówić:-Witajcie dzieci ! Wiecie, że nasza szkoła jest uznawana za jedną z najbezpieczniejszych szkół.
- Jennifer Rey- tu oczy pani Blue zrobiły się jakby...większe.
-Emily Robertson. Poprosimy również nauczycieli : Pana Bird'a, Pana Stark'a, Panią Blue i Panią Skay.
O ja Cię ! Dlaczego ja ? Zastanawiam się co zrobiłam. Jenn wzięła mnie pod rękę i pociągnęła za sobą. Szłyśmy zaraz za tą grupą, która wydawała nam się dziwna. Louis złapał Caroline za rękę. Odwrócił się w naszą stronę. Popatrzył na Jenn, a potem na mnie. Zrobił skrzywioną minę i pocałował Caroline w policzek. Po chwili staliśmy już przed drzwiami dyrektor Bones, Shane zapukał do drzwi. Odezwał się głos jakiegoś mężczyzny. Po wejściu zorientowałam się, że to był nauczyciel wf-u pan Stark. Pani Skay- nauczycielka biologii- siedziała na krześle blada jak , no trup. Chyba zasłabła. Pani dyrektor zaczęła mówić:-Witajcie dzieci ! Wiecie, że nasza szkoła jest uznawana za jedną z najbezpieczniejszych szkół.
- Taa , i co w związku z tym . ? - Louis wydał mi się w tym momencie ..bezczelny.
- Naszej szkole grozi niebezpieczeństwo, Louis.
-A co to ma wspólnego z nami ? - Wyskoczyła Alice.
-No wiesz, Alice bardzo dużo. Bo to Was wybraliśmy do jej obrony.
Jennifer wybuchnęła śmiechem.
- Taa, jasne ! I powiedzcie mi jeszcze, że dostanę jednorożca.! - Pani Blue dziwnie na nią spojrzała.
-Jennifer proszę, zrozum. My nie możemy tego robić. Jesteśmy za słabi.
-Owszem rozumiem, ale dlaczego ... my? - wskazała ręką mnie i siebie.
-Bo wiem, że się sprawdzicie. Okej. Do rzeczy. Pan Stark będzie uczył Was sztuk walki.
-A co to ma wspólnego z nami ? - Wyskoczyła Alice.
-No wiesz, Alice bardzo dużo. Bo to Was wybraliśmy do jej obrony.
Jennifer wybuchnęła śmiechem.
- Taa, jasne ! I powiedzcie mi jeszcze, że dostanę jednorożca.! - Pani Blue dziwnie na nią spojrzała.
-Jennifer proszę, zrozum. My nie możemy tego robić. Jesteśmy za słabi.
-Owszem rozumiem, ale dlaczego ... my? - wskazała ręką mnie i siebie.
-Bo wiem, że się sprawdzicie. Okej. Do rzeczy. Pan Stark będzie uczył Was sztuk walki.
Pan Bird pokaże Wam plan całej szkoły i nauczy przemieszczania się szybami wentylacyjnymi.
Pani Skay da Wam wiedzę ogólną o zabezpieczeniach i strojach "maskujących".
Pani Blue będzie Was uczyć opanowania i spokoju umysłu.
Będziecie mieszkać razem w domku wyposażonym w sprzęt do treningów. Shane popatrzył na mnie, potem na Jenn, a potem znów na mnie. Wydawał mi się taki przystojny. Popatrzyłam na Louis'a, który spoglądał na mnie z gniewem. Kiedy zorientowałam się, co przed chwilą powiedziała do nas dyrektorka zamurowało mnie. Ciekawe, co powie na to mama ?
-Właśnie od jutra zaczynacie treningi, a i o rodziców się nie martwcie. Wiedzą o wszystkim.
Ulżyło mi. Wróciłam do domu myśląc nad tym wszystkim.
-Właśnie od jutra zaczynacie treningi, a i o rodziców się nie martwcie. Wiedzą o wszystkim.
Ulżyło mi. Wróciłam do domu myśląc nad tym wszystkim.
Rozmuska.
___________________________________
Okey. W tych rozdziałach zbyt szybko toczy się cała akcja, ale przekonacie się , dlaczego.
Świat Emily wywraca się do góry nogami ... zaraz po przeprowadzce do jej ... nowego domu. Czy sobie poradzi z zadaniem , jakie ma do wykonania. ? Więcej na ten temat dowiecie się już w następnych rozdziałach, a te ... napisze Wam Elvis.
Okey. W tych rozdziałach zbyt szybko toczy się cała akcja, ale przekonacie się , dlaczego.
Świat Emily wywraca się do góry nogami ... zaraz po przeprowadzce do jej ... nowego domu. Czy sobie poradzi z zadaniem , jakie ma do wykonania. ? Więcej na ten temat dowiecie się już w następnych rozdziałach, a te ... napisze Wam Elvis.
Do poczytania. Rozmuska. xD
Rozdział III i IV ;pp
Rozdział III
Reszta lekcji ciągnęła się dość długo. Jak na nową uczennicę musiałam stanąć na samym środku klasy i się przedstawić. Ta grupka "zjadaczy kotów" parsknęła śmiechem. Można było to przewidzieć. No właśnie co do "mojej" nazwy ich grupki , tak mi to do głowy przyszło...Jennifer mówiła, że podobno jedzą koty. Wątpliwa sprawa. Jennifer kojarzyła mi się z taką osobą, która mówi dużo i o wszystkim. Typ plotkary. No cóż..przynajmniej mam do kogo otworzyć buzię.
Rozdział IV
Reszta lekcji przebiegła podobnie jak chemia. Przedstawienie się, chichot "zjadaczy" i tak w kółko. Dopiero pierwszy dzień, a ja mam dość tej monotonii. Jechałam właśnie autobusem ze szkoły. Było w nim mnóstwo ludzi. Jennifer przesłała mi całusa gdy wysiadałam. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Otworzyłam drzwi kluczem. Z kuchni dochodził mnie głos mamy. Pewnie rozmawiała z moją babcią o "fantastycznej ofercie pracy". No cóż...
Okey. Następne dwa rozdziały pojawią się mam nadzieję, jeszcze w tym tygodniu. Od następnego tygodnia posty dodawać będzie Elvis. Mam nadzieję, że te dwa powyższe rozdziały < których my z Elvis'em osobiście nie pisałyśmy > podobają Wam się. Odwiedzajcie dalej naszego bloga, bo już niedługo życie Emily zmieni się .. na zawsze. xD
Reszta lekcji ciągnęła się dość długo. Jak na nową uczennicę musiałam stanąć na samym środku klasy i się przedstawić. Ta grupka "zjadaczy kotów" parsknęła śmiechem. Można było to przewidzieć. No właśnie co do "mojej" nazwy ich grupki , tak mi to do głowy przyszło...Jennifer mówiła, że podobno jedzą koty. Wątpliwa sprawa. Jennifer kojarzyła mi się z taką osobą, która mówi dużo i o wszystkim. Typ plotkary. No cóż..przynajmniej mam do kogo otworzyć buzię.
Gdy zadzwonił dzwonek oznaczający koniec lekcji uśmiechnęłam się i wstałam ze swojego miejsca. Zsunęłam książki do torby i przełożyłam przez ramię. Chłopak z ławki przede mną uśmiechnął się do mnie i przepuścił mnie i Jennifer przodem.-Prawdziwi faceci jednak istnieją. Rzadko spotykane, a jednak. Prawda ?
Po chwili przestałam słuchać jej długiego i bezsensownego monologu. Po przejściu kilkunastu metrów przerwałam jej w połowie zdania.
-Gdzie jest sala chemiczna?-zapytałam dziewczynę, która niezbyt przejęła się tym ,że jej przerwałam, odpowiedziała prawie od razu. Nie zdążyłam jeszcze skończyć zdania, a ona już odpowiadała..
-Sala chemiczna jest na końcu korytarza. Sala 19. Chodź- wzięła mnie pod rękę i przeprowadziła jak małe dziecko pod salę
-No dobra na wstępie powiem Ci, że to ciężka sztuka- dalej ponownie jej nie słuchałam.Usiadłam ponownie w ostatniej ławce wraz z Jennifer. Jej entuzjazm, zapał i gadatliwość chyba mają niezliczone pokłady energii. Pokręciłam głową, aby miała wrażenie, że jej słucham. Po chwili weszła grupa "zjadaczy kotów" patrzyli na mnie takim ...dziwnym spojrzeniem. Od razu odwróciłam wzrok. Zaraz za grupką dziwnych nastolatków weszła pani od chemii. Popatrzyła z pogardą na nich i westchnęła.
-No moi drodzy. Oto nasza nowa uczennica Emily. Chodź tutaj i się przedstaw- uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam na środek klasy. Dziwnie jest mówić to samo na każdej lekcji... Niestety cały dzisiejszy dzień będę musiała to robić. Powiedziałam parę zdań i wróciłam na swoje miejsce, a nauczycielka zaczęła rozpisywać jakiś wzór na tablicy. Oparłam dłonie o policzki i starałam się uważać na to co mówi.
Po chwili przestałam słuchać jej długiego i bezsensownego monologu. Po przejściu kilkunastu metrów przerwałam jej w połowie zdania.
-Gdzie jest sala chemiczna?-zapytałam dziewczynę, która niezbyt przejęła się tym ,że jej przerwałam, odpowiedziała prawie od razu. Nie zdążyłam jeszcze skończyć zdania, a ona już odpowiadała..
-Sala chemiczna jest na końcu korytarza. Sala 19. Chodź- wzięła mnie pod rękę i przeprowadziła jak małe dziecko pod salę
-No dobra na wstępie powiem Ci, że to ciężka sztuka- dalej ponownie jej nie słuchałam.Usiadłam ponownie w ostatniej ławce wraz z Jennifer. Jej entuzjazm, zapał i gadatliwość chyba mają niezliczone pokłady energii. Pokręciłam głową, aby miała wrażenie, że jej słucham. Po chwili weszła grupa "zjadaczy kotów" patrzyli na mnie takim ...dziwnym spojrzeniem. Od razu odwróciłam wzrok. Zaraz za grupką dziwnych nastolatków weszła pani od chemii. Popatrzyła z pogardą na nich i westchnęła.
-No moi drodzy. Oto nasza nowa uczennica Emily. Chodź tutaj i się przedstaw- uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam na środek klasy. Dziwnie jest mówić to samo na każdej lekcji... Niestety cały dzisiejszy dzień będę musiała to robić. Powiedziałam parę zdań i wróciłam na swoje miejsce, a nauczycielka zaczęła rozpisywać jakiś wzór na tablicy. Oparłam dłonie o policzki i starałam się uważać na to co mówi.
_______________________________________
Rozdział IV
Reszta lekcji przebiegła podobnie jak chemia. Przedstawienie się, chichot "zjadaczy" i tak w kółko. Dopiero pierwszy dzień, a ja mam dość tej monotonii. Jechałam właśnie autobusem ze szkoły. Było w nim mnóstwo ludzi. Jennifer przesłała mi całusa gdy wysiadałam. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Otworzyłam drzwi kluczem. Z kuchni dochodził mnie głos mamy. Pewnie rozmawiała z moją babcią o "fantastycznej ofercie pracy". No cóż...
Weszłam do kuchni. Na kuchence stał obiad. Nałożyłam go sobie na talerz i położyłam na stół. Zjadłam go i poszłam na górę się przebrać. Wygodne spodnie, luźny top i najwygodniejsze buty jakie mam. Odłożyłam torbę na ziemię. Przebrałam się i od razu włączyłam laptopa. Przeglądałam to co przeglądam zawsze. Facebook i Twitter.
Oczywiście Jennifer i kila innych osób, które poznałam w szkole zdąrzyło mnie zaprosić. Akceptowałam i wyłączyłam komputer. Zeszłam po schodach wolnym krokiem. Mama już nie rozmawiała z babcią.
-I jak tam w tej wspaniałej, nowej pracy?- zapytałam. W moim głosie pobrzmiewała nutka ironii i sarkazmu.
-Dobrze.-odpowiedziała tak jakby nie słyszała sarkazmu w moich słowach.
-A jak tam u Ciebie? W nowej szkole?- zapytała
- Fajnie. Poznałam taką Jennifer. Jest całkiem okej.- uśmiechnęłam się do niej.Była 18.00.
-Pójdę odrobić lekcję- powiedziałam niezbyt miłym tonem. Mama usłyszała to i się uśmiechnęła.
-I jak tam w tej wspaniałej, nowej pracy?- zapytałam. W moim głosie pobrzmiewała nutka ironii i sarkazmu.
-Dobrze.-odpowiedziała tak jakby nie słyszała sarkazmu w moich słowach.
-A jak tam u Ciebie? W nowej szkole?- zapytała
- Fajnie. Poznałam taką Jennifer. Jest całkiem okej.- uśmiechnęłam się do niej.Była 18.00.
-Pójdę odrobić lekcję- powiedziałam niezbyt miłym tonem. Mama usłyszała to i się uśmiechnęła.
Ponownie weszłam na górę , do swojego pokoju. Rozejrzałam się po nim. Jak skończę lekcje to trzeba będzie tutaj posprzątać i rozpakować resztę kartonów. Westchnęłam. Wyjęłam książki z torby i zasiadłam za biurkiem." No to zaczynamy. " - pomyślałam. Gdy skończyłam była godzina 19.00. Spakowałam się na jutrzejszy dzień w szkole. Podeszłam do okna. Wzięłam stamtąd karton i go rozpakowałam. Całe rozpakowywanie zajęło mi godzinę. Była 20.00 Postanowiłam,że pójdę wziąć prysznic- przygotowałam się. Rozpuściłam włosy i weszłam do kabiny. Następnie okąpałam się. Przebrałam w piżamę i wyszłam z łazienki. Postanowiłam, że posłucham muzyki. Jednak po chwili weszła mama. Rozejrzała się po pokoju.
- No widzę, że już się rozpakowałaś. Ja teraz będę to robiła. Chciałam Ci życzyć tylko kolorowych snów.- uśmiechnęłam się do niej.
-Dzięki i wzajemnie.- powiedziałam. Mama wyszła z pokoju gasząc światło i zamykając drzwi. Przewróciłam się na drugi bok. W pokoju od mamy było słychać odpakowanie wszystkich kartonów. Zamknęłam oczy. Zasnęłam od razu.
- No widzę, że już się rozpakowałaś. Ja teraz będę to robiła. Chciałam Ci życzyć tylko kolorowych snów.- uśmiechnęłam się do niej.
-Dzięki i wzajemnie.- powiedziałam. Mama wyszła z pokoju gasząc światło i zamykając drzwi. Przewróciłam się na drugi bok. W pokoju od mamy było słychać odpakowanie wszystkich kartonów. Zamknęłam oczy. Zasnęłam od razu.
Rozmuska.
________________________________________________
Okey. Następne dwa rozdziały pojawią się mam nadzieję, jeszcze w tym tygodniu. Od następnego tygodnia posty dodawać będzie Elvis. Mam nadzieję, że te dwa powyższe rozdziały < których my z Elvis'em osobiście nie pisałyśmy > podobają Wam się. Odwiedzajcie dalej naszego bloga, bo już niedługo życie Emily zmieni się .. na zawsze. xD
Bay. Rozmuska.
czwartek, 9 sierpnia 2012
Rozdział II
Na przeciw mnie stała wysoka blondynka ze stertą książek.
-Chwila.....nie znam cię. Niech zgadnę, nowa w szkole.?
-No tak..
-Ah..fajowo. Chodzimy razem do klasy, wczoraj pani Blue mówiła nam że dojdzie nowy uczeń. Szczerze powiedziawszy, myślałam że będzie to chłopak. No ale trudno, chodź, pokaże ci gdzie masz lekcje a potem mogę cię oprowadzić.
-Nie, dzięki, to nie jest konieczne, naprawde.
-Idziemy i koniec. Jestem Jennifer ale możesz mi mówić Jenn- wyciągnęła do mnie ręke. Cóż, zdolność wykręcania się nie była moją mocną stroną.
-Taa...fajnie. Jestem Emily.
Wzięła mnie pod ręke i poszłyśmy w stronę sali od matematyki jak się domyślałam. Matematyka jako pierwsza lekcja? No wspaniale. Jednak po drodze Jenn pokazała moją szafke, o ile można coś takiego można szafką nazwać. A co do Jenn, była całkiem fajna, może nieco gadatliwa.
Weszłyśmy do sali numer 21 i usiadłyśmy na końcu. Przede mną usiadł jakiś chłopak a następnie się o mnie odwrócił.
-Cześć mała - powiedział.
-Nie jestem mała - chociaż przy moich 165 cm każdy mnie tak nazywał.
-Sorry, mał...znaczy..
-Emily - wtrąciła Jennifer, za co skarciłam ją wzrokiem.
-Taa..-skomentowałam.
-Jestem Zac - powiedział i się zaszczerzył. Odpowiedziałam mu znudzonym uśmieszkiem. Niestety, nie zdążył go skomentować, bo drzwi otworzyły się hukiem a do sali weszło 4 uczniów. Dwie dziewczyny i dwoje chłopaków. Przodem szła bodajże jakaś gotka. Blada cera, krwiste usta(nikt chyba nie przeszczega reguły ''nie wolno malować się do szkoły''), obcisła czarna bluzka z jakimś logo zespołu, czarne rurki i glany. Niezła...Obok dziewczyna w czerwonym topie, szarych spodniach, martensach i z połyskującymi, brązowymi włosami. Za nimi natomiast dwaj...może rockmani? Ale całkiem przystojni. Dziewczyny usiadły razem po naszej lewej stronie a przed nimi chłopaki.
-Oesu.. - skwitowała Jenn.
-Ko to? - zapytałam.
-Nie wiesz?!
-Nie.
-A no fakt, jesteś tu nowa.
-Więc powiesz mi kto to?
-Okay, to się przygotuj. Tamta czarownica, to Alice, podobno przez nią zniknęły wszystkie koty z osiedla. Ktoś mówił że się sprzedaje ale każdy wie że to zwykła lesba. Obok niej siedzi Carolina. Pomogła uwięzić koty w wielkim garnku, w którym potem ugotowały zupe. Okropność. No a chłopcy to Shane i Louis. Na ich temat zdania są podzielone. Większość uważa że to Caro i Alice groziły im że jeśli nie dołączą do ich ''paczki'' skończą tak samo jak te zwierzaki. Wszyscy są zwolennikami szatana i tych zespołów, co od niego pochodzą.
-Skąd wiesz że oni są satanistami? No i..te intymne sprawy?
-Każdy to wie. Trzymają się razem bo inni się ich boją. Sama jak ich pierwszy raz zauważyłam, myślałam że umarłam a moja dusza trafiła do piekła. A potem miałam koszmary.
-Aha..
-Lepiej się z nimi nie zadawać - uprzedziła.
-Może nie są tacy źli? - Jenn wytrzeszczyła oczy.
-Jakby co to ja cię nie znam.
-Spoko - wyszczerzyłam się do niej a do klasy wszedł matematyk.
Elvis
_____________________
Nooo....to się troche zapoznaliście z otoczeniem xD
-Chwila.....nie znam cię. Niech zgadnę, nowa w szkole.?
-No tak..
-Ah..fajowo. Chodzimy razem do klasy, wczoraj pani Blue mówiła nam że dojdzie nowy uczeń. Szczerze powiedziawszy, myślałam że będzie to chłopak. No ale trudno, chodź, pokaże ci gdzie masz lekcje a potem mogę cię oprowadzić.
-Nie, dzięki, to nie jest konieczne, naprawde.
-Idziemy i koniec. Jestem Jennifer ale możesz mi mówić Jenn- wyciągnęła do mnie ręke. Cóż, zdolność wykręcania się nie była moją mocną stroną.
-Taa...fajnie. Jestem Emily.
Wzięła mnie pod ręke i poszłyśmy w stronę sali od matematyki jak się domyślałam. Matematyka jako pierwsza lekcja? No wspaniale. Jednak po drodze Jenn pokazała moją szafke, o ile można coś takiego można szafką nazwać. A co do Jenn, była całkiem fajna, może nieco gadatliwa.
Weszłyśmy do sali numer 21 i usiadłyśmy na końcu. Przede mną usiadł jakiś chłopak a następnie się o mnie odwrócił.
-Cześć mała - powiedział.
-Nie jestem mała - chociaż przy moich 165 cm każdy mnie tak nazywał.
-Sorry, mał...znaczy..
-Emily - wtrąciła Jennifer, za co skarciłam ją wzrokiem.
-Taa..-skomentowałam.
-Jestem Zac - powiedział i się zaszczerzył. Odpowiedziałam mu znudzonym uśmieszkiem. Niestety, nie zdążył go skomentować, bo drzwi otworzyły się hukiem a do sali weszło 4 uczniów. Dwie dziewczyny i dwoje chłopaków. Przodem szła bodajże jakaś gotka. Blada cera, krwiste usta(nikt chyba nie przeszczega reguły ''nie wolno malować się do szkoły''), obcisła czarna bluzka z jakimś logo zespołu, czarne rurki i glany. Niezła...Obok dziewczyna w czerwonym topie, szarych spodniach, martensach i z połyskującymi, brązowymi włosami. Za nimi natomiast dwaj...może rockmani? Ale całkiem przystojni. Dziewczyny usiadły razem po naszej lewej stronie a przed nimi chłopaki.
-Oesu.. - skwitowała Jenn.
-Ko to? - zapytałam.
-Nie wiesz?!
-Nie.
-A no fakt, jesteś tu nowa.
-Więc powiesz mi kto to?
-Okay, to się przygotuj. Tamta czarownica, to Alice, podobno przez nią zniknęły wszystkie koty z osiedla. Ktoś mówił że się sprzedaje ale każdy wie że to zwykła lesba. Obok niej siedzi Carolina. Pomogła uwięzić koty w wielkim garnku, w którym potem ugotowały zupe. Okropność. No a chłopcy to Shane i Louis. Na ich temat zdania są podzielone. Większość uważa że to Caro i Alice groziły im że jeśli nie dołączą do ich ''paczki'' skończą tak samo jak te zwierzaki. Wszyscy są zwolennikami szatana i tych zespołów, co od niego pochodzą.
-Skąd wiesz że oni są satanistami? No i..te intymne sprawy?
-Każdy to wie. Trzymają się razem bo inni się ich boją. Sama jak ich pierwszy raz zauważyłam, myślałam że umarłam a moja dusza trafiła do piekła. A potem miałam koszmary.
-Aha..
-Lepiej się z nimi nie zadawać - uprzedziła.
-Może nie są tacy źli? - Jenn wytrzeszczyła oczy.
-Jakby co to ja cię nie znam.
-Spoko - wyszczerzyłam się do niej a do klasy wszedł matematyk.
Elvis
_____________________
Nooo....to się troche zapoznaliście z otoczeniem xD
środa, 8 sierpnia 2012
Rozdział I
Cześć. Jestem Emily. Mam 15 lat i za chwile musze wstać do nowej szkoły. Szkoły zmienianej w tym roku już trzeci raz. Mam już tego dosyć. Co poznam jaką pokrewną dusze, zmieniam szkołę. A to dlaczego? Bo moja mama dostaje ''lepszą'' oferte pracy. Moim zdaniem każda jest taka sama, ale jak to matka uważa, dopóki nie skończę osiemnastu lat, to ona tu decyduje. Hmmm....Ciekawe czy tutaj poznam kogoś, do kogo będę mogła powiedzieć 'cześć'...albo nawet się z kimś zaprzyjaźnić?
-Emily! Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! - usłyszałam z dołu głos mamy.
Usiadłam na łóżku i przez następne 10 minut gapiłam się na pustą ściane. Pomyślałam że po szkole powiesze na niej jakieś plakaty, zdjęcia, obojętnie, byle by nie było tak nudno. Ale teraz, gdy kolejny raz dostałam znak od mamy że mogę się spóźnić, wstałam z łóżka, słabym krokiem podeszłam do szafy, wyjęłam z niej jakiś t-shirt i spodnie. Nigdy nie lubiła się stroić. Poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam, uczesałam, i już po chwili zbiegłam na dół, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem
-Nie zdążysz już zjeść śniadania prze toje lenistwo.
Ziewnęłam tylko i popatrzyłam na zegarek. Zarąbiście. Mam dziesięć minut. Ciekawe jak ja w tym czasie znajde się w szkole...?
-Nie wytrzeszczaj już tak tych gał bo ci wylecą. Podwioze cię - mama powiedziała nieco poirytowanym głosem.
-Dziękuje - złapałam jakąś bluze, ubrałam trampki i wyszłam, a za mną mama. Wsiadłam do samochodu.
Gdy tak jechałyśmy, oglądałam domy. Każdy się czymś różnił, nie powiedziałabym że były jakieś piękne ale nie były też zaniedbane.
-Jesteśmy na miejscu- poinformowała mnie mama.
-Okay. Pa. Kocham.
-A ja ciebie. Powodzenia - i odjechała do swojej lepszej pracy.... Cóż, po tym jak odszedł od nas ojciec, jesteśmy dosyć blisko ale nie mamy dla siebie zbyt wiele czasu..
Obróciłam się i zobaczyłam moją nową szkołe. Ziewnęłam po raz kolejny i ruszyłam w jej strone. Myślałam już o wakacjach. O taaak....będę mogła spać do której zechcę...
-Ała! Uważaj niezdaro! - krzyknął jakiś piskliwy głos. Niechcący dobiłam do jakieś dziewczyny.
-Przepraszam - -schyliłam się po książki a potem podniosłam głowe
Elvis
__________________
Następna notka prawdopodobnie jutro, ale rozdziały nie będą dodawane systematycznie xD
Mam nadzieje że się spodobało..? Chociaż jest to jeden z najkrótszych rozdziałów ale to tak na początek....xd
No cóż, liczę na komentarze :*
Pozdro
-Emily! Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły! - usłyszałam z dołu głos mamy.
Usiadłam na łóżku i przez następne 10 minut gapiłam się na pustą ściane. Pomyślałam że po szkole powiesze na niej jakieś plakaty, zdjęcia, obojętnie, byle by nie było tak nudno. Ale teraz, gdy kolejny raz dostałam znak od mamy że mogę się spóźnić, wstałam z łóżka, słabym krokiem podeszłam do szafy, wyjęłam z niej jakiś t-shirt i spodnie. Nigdy nie lubiła się stroić. Poszłam do łazienki. Umyłam się, ubrałam, uczesałam, i już po chwili zbiegłam na dół, gdzie czekała na mnie mama ze śniadaniem
-Nie zdążysz już zjeść śniadania prze toje lenistwo.
Ziewnęłam tylko i popatrzyłam na zegarek. Zarąbiście. Mam dziesięć minut. Ciekawe jak ja w tym czasie znajde się w szkole...?
-Nie wytrzeszczaj już tak tych gał bo ci wylecą. Podwioze cię - mama powiedziała nieco poirytowanym głosem.
-Dziękuje - złapałam jakąś bluze, ubrałam trampki i wyszłam, a za mną mama. Wsiadłam do samochodu.
Gdy tak jechałyśmy, oglądałam domy. Każdy się czymś różnił, nie powiedziałabym że były jakieś piękne ale nie były też zaniedbane.
-Jesteśmy na miejscu- poinformowała mnie mama.
-Okay. Pa. Kocham.
-A ja ciebie. Powodzenia - i odjechała do swojej lepszej pracy.... Cóż, po tym jak odszedł od nas ojciec, jesteśmy dosyć blisko ale nie mamy dla siebie zbyt wiele czasu..
Obróciłam się i zobaczyłam moją nową szkołe. Ziewnęłam po raz kolejny i ruszyłam w jej strone. Myślałam już o wakacjach. O taaak....będę mogła spać do której zechcę...
-Ała! Uważaj niezdaro! - krzyknął jakiś piskliwy głos. Niechcący dobiłam do jakieś dziewczyny.
-Przepraszam - -schyliłam się po książki a potem podniosłam głowe
Elvis
__________________
Następna notka prawdopodobnie jutro, ale rozdziały nie będą dodawane systematycznie xD
Mam nadzieje że się spodobało..? Chociaż jest to jeden z najkrótszych rozdziałów ale to tak na początek....xd
No cóż, liczę na komentarze :*
Pozdro
PROLOG
Miłość, ciemna jak głębia oceanu
Jasna jak anioł w glorii
Ostra jak cierń
Jest pięknie.
Kolorowo.
Przyjaźń
Zauroczenie
Miłość
Nienawiść
Skrzywdziłeś, teraz poniesiesz kare
Rozrywa Cię od środka
Na miliony kawałków, które już nic nie znaczą
Cierpisz tak, jak i ja
Ból, nieznośny ból
Przyspieszone tępo
Słyszysz bicie swego serca
Jest już blisko
Już ją widzisz
Coraz bliżej
Coraz bardziej widoczna
I nagle wszystko ustaje
Cisza
Nie słyszysz swojego oddechu
Nic nie czujesz
Wreszcie nadeszła
Ta oczekiwana
Ta bezlitosna
Ona
Śmierć
__________________________________________________________
Każdy dzień toczy się tak samo.
Szkoła, nauka, dodatkowe zajęcia, czasami jakieś spotkanie z przyjaciółmi, jeżeli ich w ogóle masz.
Tak. Życie w gimnazjum jest nudne. Może czasem stanie się coś...nieoczekiwanego? Ale rzadko.....
To takie dziwne że jeden dzień, jedna godzina, jedna minuta, potrafi zmienić całe życie...
Elvis
Jasna jak anioł w glorii
Ostra jak cierń
Jest pięknie.
Kolorowo.
Przyjaźń
Zauroczenie
Miłość
Nienawiść
Skrzywdziłeś, teraz poniesiesz kare
Rozrywa Cię od środka
Na miliony kawałków, które już nic nie znaczą
Cierpisz tak, jak i ja
Ból, nieznośny ból
Przyspieszone tępo
Słyszysz bicie swego serca
Jest już blisko
Już ją widzisz
Coraz bliżej
Coraz bardziej widoczna
I nagle wszystko ustaje
Cisza
Nie słyszysz swojego oddechu
Nic nie czujesz
Wreszcie nadeszła
Ta oczekiwana
Ta bezlitosna
Ona
Śmierć
__________________________________________________________
Każdy dzień toczy się tak samo.
Szkoła, nauka, dodatkowe zajęcia, czasami jakieś spotkanie z przyjaciółmi, jeżeli ich w ogóle masz.
Tak. Życie w gimnazjum jest nudne. Może czasem stanie się coś...nieoczekiwanego? Ale rzadko.....
To takie dziwne że jeden dzień, jedna godzina, jedna minuta, potrafi zmienić całe życie...
Elvis
Bohaterowie
Główni bohaterowie:
Emily Robertson: Nastolatka, która ciągle zmienia otoczenie. Na ogół spokojna i grzeczna.
Jennifer Rey: Dziewczyna ma w sobie to coś, co pomoże jej poradzić sobie w każdej sytuacji. Zadziorna.
Shane Way: Bystry, wysportowany i przeuroczy. Jego upór i wytrzymałość pomogą mu w walce.
Alice Way: Niegrzeczna dziewczynka. Jej mocny charakterek może być zabójczy wobec najsilniejszych.
Eve Midleton: Nieśmiała i skryta. Na nieszczęście Institution Bloodsuckers Vampires<IBV> ma w sobie energię, którą może niejednego uśpić.
Louis Hamilton: Zadziorny chłopak, schiza na punkcie porządku. Dzięki niemu wszystko będzie wyglądało, jak trzeba.
Caroline Forbes: Miła tylko dla przyjaciół. Dość nieufna, więc, kiedy przyjdzie czas dobrze dobierze znajomych.
Zac Benson: Myśli że jest super i nada się do Wybranych. Niestety okaże się to wielką klapą dla niego samego.
Nauczyciele:
Marie Bones: Dyrektorka gimnazjum. Zatroskana i władcza, to ona dowodzi całą grupą Wybranych.
Amelie Blue: Wychowawczyni grupy, która musi walczyć ze złem. Uczy ich jak panować nad emocjami aby nie zwariować
Helen Skay: Nauczycielka biologii. Jej zadaniem jest dbanie o zdrowie fizyczne Wybranych.
Mark Bird: Geografia to niełatwy przedmiot, zwłaszcza, kiedy trzeba znać na pamięć plan domu w którym mieszkają.
Kevin Stark: Poprawia sprawność fizyczną nastolatków aby byli szybcy, zwinni i umieli się bronić
Rodzina:
Lisa Robertson: Matka Em, która zakochuje się w dwóch facetach, nauczycielu wf-u i przyjacielu rodziny Stein. Którego wybierze?
Katerine Robertson: Babcia Emily, nie ma pojęcia jakie jej wnuczka ma ważne zadanie. Ale w końcu musi się dowiedzieć. Jak zareaguje?
Michael Way: Tata Shane'a i Alice. Może być dumny ze swoich dzieci. W końcu są...bohaterami.
Institution Bloodsuckers Vampires (IBV):
Damon Stein: Przywódca IBV. Jest bezwzględny i nieobliczalny.
Carol Stein: Jest synem Damon'a więc jest zły. Pomaga ojcu, ale czy mu się to podoba?
John Wite: Porywacz, nasłany przez IBV.
Cameron Marcillous: Przyjaciel rodziny Stein. Zakochany po uszy w Lisie.
Mia Flaming: Dziewczyna Carol'a. Ma charakterek.
Miejsce akcji:
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: New Jersey Rok: 2014
Miasto: Belleville
Elvis&Rozmuska
Emily Robertson: Nastolatka, która ciągle zmienia otoczenie. Na ogół spokojna i grzeczna.
Jennifer Rey: Dziewczyna ma w sobie to coś, co pomoże jej poradzić sobie w każdej sytuacji. Zadziorna.
Shane Way: Bystry, wysportowany i przeuroczy. Jego upór i wytrzymałość pomogą mu w walce.
Alice Way: Niegrzeczna dziewczynka. Jej mocny charakterek może być zabójczy wobec najsilniejszych.
Eve Midleton: Nieśmiała i skryta. Na nieszczęście Institution Bloodsuckers Vampires<IBV> ma w sobie energię, którą może niejednego uśpić.
Louis Hamilton: Zadziorny chłopak, schiza na punkcie porządku. Dzięki niemu wszystko będzie wyglądało, jak trzeba.
Caroline Forbes: Miła tylko dla przyjaciół. Dość nieufna, więc, kiedy przyjdzie czas dobrze dobierze znajomych.
Zac Benson: Myśli że jest super i nada się do Wybranych. Niestety okaże się to wielką klapą dla niego samego.
Nauczyciele:
Marie Bones: Dyrektorka gimnazjum. Zatroskana i władcza, to ona dowodzi całą grupą Wybranych.
Amelie Blue: Wychowawczyni grupy, która musi walczyć ze złem. Uczy ich jak panować nad emocjami aby nie zwariować
Helen Skay: Nauczycielka biologii. Jej zadaniem jest dbanie o zdrowie fizyczne Wybranych.
Mark Bird: Geografia to niełatwy przedmiot, zwłaszcza, kiedy trzeba znać na pamięć plan domu w którym mieszkają.
Kevin Stark: Poprawia sprawność fizyczną nastolatków aby byli szybcy, zwinni i umieli się bronić
Rodzina:
Lisa Robertson: Matka Em, która zakochuje się w dwóch facetach, nauczycielu wf-u i przyjacielu rodziny Stein. Którego wybierze?
Katerine Robertson: Babcia Emily, nie ma pojęcia jakie jej wnuczka ma ważne zadanie. Ale w końcu musi się dowiedzieć. Jak zareaguje?
Michael Way: Tata Shane'a i Alice. Może być dumny ze swoich dzieci. W końcu są...bohaterami.
Institution Bloodsuckers Vampires (IBV):
Damon Stein: Przywódca IBV. Jest bezwzględny i nieobliczalny.
Carol Stein: Jest synem Damon'a więc jest zły. Pomaga ojcu, ale czy mu się to podoba?
John Wite: Porywacz, nasłany przez IBV.
Cameron Marcillous: Przyjaciel rodziny Stein. Zakochany po uszy w Lisie.
Mia Flaming: Dziewczyna Carol'a. Ma charakterek.
Miejsce akcji:
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: New Jersey Rok: 2014
Miasto: Belleville
Elvis&Rozmuska
Wprowadzenie....
Siem. Tu Elvis i Rozmuska. Ten blog przedstawia opowieść o pewnych niezwykłych nastolatkach. A dlaczego niezwykłych? Tego dowiecie się czytając naszego bloga.Oto kilka punktów, których postaramy się trzymać =D
1. Opowiadanie rozdzielone jest na rozdziały.
2. Rozdziały dodawane będą do 7 dni.
3. Liczymy na Wasze komentarze.
4. Za błędy ortograficzne przepraszamy.
5. Jeśli macie uwagi lub pomysły dotyczące opowiadania, prosimy przysyłać je na nasz adres: juwi.zygus26@gmail.com
Mamy nadzieje, że otrzymamy mnóstwo pomysłów dotyczących tego opowiadania. Aczkolwiek liczymy także na pomysły, dotyczące Naszego najnowszego opowiadania, którego Wy możecie stać się pomysłodawcami.
Miłego czytanka ;*
Elvis&Rozmuska.
Subskrybuj:
Posty (Atom)