czwartek, 14 marca 2013

Rozdział XVI

Tak, tak, wieemy. Wow kolejny rozdział. *.* Od rozdziału XX powinno być jeszcze ciekawiej. Tylko obserwujcie. Postaramy się dodać w miarę szybko, jak tylko Elvis będzie miała wenę. Miłego czytanka. ;)

____________________________________________________




Taak, następnego dnia miałam powiedzieć Shane'owi, gdzie i kiedy chcę iść na tę naszą RANDKĘ.
Miałam nadzieję, że wiemy o tym tylko ja i on. Dzień zapowiadał się dobrze. Shane miał przez cały ranek i przedpołudnie uśmiech przyklejony do twarzy i nie odrywał ode mnie wzroku. Zresztą ja miałam tak samo. Po lunch'u spotkaliśmy się w ogrodzie. Była piękna pogoda. Siedziałam pod drzewem i czytałam książkę. On stanął nade mną tak, że zasłaniał mi słońce.
- Ej, zasłaniasz mi słońce.
- Przepraszam- wydukał. Ja się trochę speszyłam. Usiadł obok mnie. - To wybrałaś jakieś fajne miejsce.?
- Szczerze mówiąc ... nie. Może Ty coś zaproponuj.
- Hmmm.. znam taką knajpkę, dwie przecznice stąd. Lubisz włoską kuchnię.?
- Jasne, uwielbiam. A kiedy.?
- Może jutro, mamy wieczór wolny, bo  pani Blue nie ma.
- Okey, więc o której. ?
- Pójdźmy o szóstej, to dobra pora, co.? Tylko nic nie jedz przed wyjściem.
- Haha, no dobra, to przyjdź po mnie do pokoju.
Shane poszedł, a ja wyobrażałam sobie naszą randkę.....
Siedzimy we Włoskiej knajpce...śmiejemy się. Po jakimś czasie Shane wyznaje mi miłość. Wracamy do domu i całujemy się, od tego momentu jesteśmy parą....
Aaah. To byłoby piękne. Wróciłam do czytania mojej książki, ale nie umiałam się skupić. Poszłam do domu. Wzięłam z kuchni szklankę soku i tabliczkę czekolady. Czekolada pomaga mi na stres, a stresuję się baaardzo. Idąc do pokoju spotkałam Jenn i Caro. Caroline nie zwróciła na mnie uwagi, ale Jenn to nadrobiła.
- Zamierzasz zjeść całą tabliczkę czekolady ? Bo jeszcze przytyjesz.
- Ha ha ha. Bardzo jesteś dziś zabawna. To na stres.
- A czym Ty się tak stresujesz dziewczyno.?
- Eee, jutrzejszym treningiem. Tak !
- Ehmm, no jasne. Jak nie chcesz powiedzieć, to nie. I tak się dowiem.
- A co mi tam. Idę na randkę z Shane'em. - powiedziałam szeptem.
- Aaaaa! Chyba pęknę ze szczęścia.! Em idzie na randkę z .. - krzyczała, ale nie zdążyła dokończyć bo zatkałam jej usta ręką.
- Ciii. Nie kumasz. ? Nie chcę żeby wszyscy wiedzieli.
- Przepraszaam, ale tak się tym jaram.
- To przestań ! Ja idę, postaraj się trzymać gębę na kłódkę.
- Dobrze, już. Okk. To do zobaczenia na spotkaniu.
- O której i z kim . ?
- O szóstej, ze Skay.
- No to narazie.- pożegnałam się.
Poszłam do pokoju i zeżarłam całą tą tabliczkę czekolady. Na szczęście Alice ucięła sobie drzemkę. Po spotkaniu ze Skay umyłam się i poszłam spać. Na jutro muszę być wyspana.



                                                                                Rozmuska.

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział XV

TAK BARDZO DŁUGO ;-;

Wiemy, bardzo, bardzo, bardzooo długo czekaliście na ten rozdział. Ale oto i jest. Do dupy, krótki ale zawsze ._.

____________________

Siedząc koło niego pragnęłam. Pragnęłam go. Dżizys, o czym ja myślę. No ale taka prawda. Shane jest naprawdę super chłopakiem. W dodatku jest przystojny. Bardzo, bardzo przystojny. Jedno ale odnosi się do jego siostry, która gdyby dowiedziałaby się o moich najskrytszych marzeniach, prawdopodobnie pocięłaby mnie na kawałki, po czym zakopała gdzieś daleko mówiąc Shane'owi że uciekłam na drugi koniec świata z jakimś Arabem lub kimś innym. Cóż, siostry to mu nie zazdroszczę ale wracając do niego. Był jej całkowitym przeciwieństwem. Był miły, koleżeński, szarmancki.
- Hej, może wybierzemy się na spacer? - zapytał.
- W sumie czemu nie? - odpowiedziałam, uśmiech pojawił mi się na twarzy. Ale nie tylko mi.
- Wiesz chciałem pogadać.
- Spoko. Lubię rozmowy.
- Okej, to co? idziemy?
- Ale że jak? Już? Teraz?
- No tak..chyba że masz coś innego do roboty? - spojrzał tym swoim zalotnym wzrokiem.
- Nie nie..chodźmy.
Wstaliśmy a potem skierowaliśmy się do drzwi.

Szliśmy polną dróżką. Słońce grzało a rośliny budziły się do życia. Lecz mnie zastanawiało tylko o czym chce ze mną rozmawiać Shane. Skoro trochę już o sobie wiedzieliśmy, może chciał się dowiedzieć więcej?
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - zagadnęłam.
- A w sumie to o niczym.
O niczym? Przecież sam mi powiedział że chce pogadać. Chyba zmienia zdanie gorzej niż baba z okresem.
- Nie. Stop. Wróć. -powiedział po chwili - Chciałbym o coś spytać.
- To nie mogłeś spytać w domu?
- A to źle że chcę być romantyczny? - stanęłam jak wryta.
- Chwila..bo zaraz pomyślę że chcesz mi się oświadczyć. - palnęłam.
- Oświadczyć może i nie. Ale chciałbym cię zaprosić.
- Okej, a mogę wiedzieć na co?
- Na randkę.
Osłupiałam. SHANE. CHCE. MNIE.ZAPROSIĆ.NA.RANDKĘ. NA RANDKĘ. SHANE. MNIE . NA RANDKĘ. OMGOMGOMG. (Typowa reakcja napalonej nastolatki).
- N-na ran-n-dkę?
- Tak. Sama możesz wybrać gdzie, kiedy. Ale proszę, zgódź się.
- Ja, ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.
- Zgadzasz się? Proszę. - nalegał Shane.
- Tak. Dobrze.

Wróciliśmy do domu, a ja cała ogłupiała, szczęśliwa pobiegłam do swojego pokoju gdzie zastałam Eve i Alice przytulone do siebie (wyobraziłam sobie siebie i Shane'a na takim słodkim obrazku.)
- Czego? - rozwiała moje marzenia Alice.
- To także mój pokój co nie? - wyszczerzyłam się i wracając do marzenia padłam na swoje łóżko.
- Co Ty taka szczęśliwa? - zagadnęła Eve.
- A tak jakoś. W końcu wiosna. - posłałam jej szczery uśmiech w zamian dostając to samo i dodatkowo irytujący wzrok Alice.
Wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki chcą jeszcze bardziej ożywić się pod prysznicem.
- Ale z Was zakochańce - powiedziałam po czym zamknęłam drzwi łazienki.
- Spieprzaj - usłyszałam tylko pomruk Alice.

                                                                 Elvis

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział XIV

Sooorka za tak długą przerwę ale szkooła i obowiązki. No i jeszcze pisanie scenariusza..w każdym razie, postaramy się dodawać rozdziały częściej, zdecydowanie częściej
**
-Alice! - zawołał Shane
Gdy byłyśmy już na dole spojrzałyśmy w hol a tam stała Alice zalana w trzy dupy z jakimś chłopakiem....Chwileczke..Ja go gdzieś widziałam. Wiem! To Zac!
- Braciszku Ty mój najukochańszy - Alice chwiejnym krokiem podeszła do Shane'a - Ty nawet nie wiesz jak się bardzo stękniałam...stęskniełam...stęskniłam się! No właśnie!
A potem ruszyła w strone salonu. Niestety, ze skutkiem przewrócenia się przez kanapę. Upadła na nią i po chwili spała.
- Ja pitole - skomentował Shane.
- A Ty co tu robisz? Zane? Zac? Czy jak Ci tam? - zapytała Caro.
- Zac, no więc..zauważyłem Alice gdy jechałam ze sklepu. W takim stanie raczej nie wróciła by do domu, więc pomyślałem że jej pomogę.
-Chwileczkę! Skąd wiedziałeś gdzie mieszkamy?
- Alice miała w kurtce adres.
- Suuuper...obmacujesz moją siostrę zboczeńcu?! - Shane ruszył na Zac'a lecz zaprotestowałam
- Shane! On ją przed nimi uratował!
Shane popatrzył na mnie po czym odsunął się na swoje dawne miejsce.
-Faktycznie. Przepraszam. I dziękuje.
- Spoko..-odpowiedział.
Chyba wydawało mu się że może ktoś zaprosi go dalej, na jakąś kawę, herbatę ale na to się nie zanosiło.
-To ja...będę się zbierał. Dobranoc
- Narazie -odpowiedzieliśmy.
I wyszedł. Tyle go widziałam, nawet ze mną nie porozmawiał. Świnia.
Shane wziął Ali z kanapy i zaniósł do naszego pokoju. Eve natomiast przygotowała wodę, i postawiła koło łóżka. Potem przyniosła wiadro, każdy wie na co. A ja? Ja położyłam się spać. Widziałam jak Eve siedzi przy dziewczynie i głaszczę ją po głowie. Ona naprawdę ją kochała..tak..szczerze. Ah, gdyby tylko Shane wyznał mi miłość, mogłabym go pocałować. Stop. O czym ja myślę. Pierwszy baranek, drugi baranek, trzeci baranek...dup! OWCA! Czy to jakaś różnica??? Nie, o tym wolę też nie myśleć. Patrząc na dziewczyny oddałam się snu.
W moim śnie nie było nic. Wszystko wydawało się czarne. Pustka.Obudziłam się. Leniwie popatrzyłam na zegarek, 11.30. Szczęście że mieliśmy ''wolne''. Wstałam z łóżka.
- Hej. - powiedziała Eve ściszonym głosem, wchodząc do pokoju - sorry, nie chce jej obudzić.
- Cześć i jasne.
- Słuchaj, dziękuje za wczoraj. Za to że mnie wysłuchałaś no i wsparłaś.
- Nie ma za co, jesteśmy teraz prawie jak rodzina i musimy chyba sobie nawzajem pomagać, prawda?
- Tak ale mimo wszystko dziękuje - uśmiechnęła się a ja odpowiedziałam tym samym- to co? Idziemy na śniadanie?
_ Oczywiście! Tylko skorzystam z łazienki- odpowiedziałam.
Doprowadzenie się do pokazania ludziom zajęło mi ledwie 15 minut. Zeszłam na dół z Evie a tam każdy miał już przygotowaną miseczkę z płatkami i mlekiem.
- Hejo!- powiedziałam. Na co mi odpowiedzieli.
- FUJ! Skisłe mleko! - krzyknęła Carolina.
Wszyscy zaczęli się śmiać tak głośno że nie usłyszeliśmy schodzącej Alice.
- Ja pindole, ciszej, bo łeb pęknie. - powiedziała.
- No proszę, proszę siostrzyczko, my cię wszędzie szukaliśmy a ty w najlepsze się bawiłaś. Czekam na poważne wyjaśnienia.
-Dobra..ale ciszej. Po prostu spodobały się mi pewne spodnie więc stwierdziłam że rano pojadę do sklepu, i je kupię. Niestety je wysprzedali. Tak się złożyło że naprzeciwko jest nasz ulubiony bar i knajpa zarazem ''Mars of yesterday'' no to pomyślałam że zamówię tam sobie jakiś soczek ale nie zgadniesz kogo spotkałam. Sofie!. Sofie Danger. Wyobrażasz to sobie? N i jakoś potem tak wyszło..że niewiele pamiętam..
-Boże..Ali. Czy Ty nie rozumiesz co myśmy tu przeżywali? Eve popadła w depresje! - krzyknął Shane. A ja rozglądałam się właśnie za nią.
- Eve? - spytałam Ali.
- Tak? Eve. -  w tej chwili z kuchni wyszła wspomniana osoba.
- Mowiliście coś o mn..Alice? Wstałaś już! - podeszła do niej i przytuliła - bałam się o Ciebie.
Alice wzięła ją za rękę i pociągnęła do holu by nie rozmawiać bezpośrednio przy nas. Oczywiście ja, jak to ja, wychyliłam się trochę przez co mogłam je obserwować.
- Przepraszam za to.
- Już nie ważne. Nie rób tylko tak więcej, ja..
- Czekaj! Wiesz dlaczego tu Cię sprowadziłam, bo chciałam mieć trochę prywatności, ale jak mi się zdaję ktoś jest bardzo ciekawski. - powiedziała Ali i popatrzyła na mnie, Skąd ona to wiedziała???
- Eeee...sorryyyy..- i się ''skryłam''
Cóż, chyba przed Alice nie da się ukryć. Ale nadal coś słyszałam. Szepty.
- Kocham Cię, wiesz? - to była zdecydowanie Evie. No nareszcie. Nareszcie jej to powiedziała. Wiem że Ali to odwzajemni więc poszłam do salonu, i klapnęłam na kanapę. Gdy spojrzałam za siebie. Dziewczyny szły uśmiechnięte na górę, Ali cmoknęła Eve w policzek i tyle je widziałam. Kurczę, a ja znowu marzę o nim...o wilku mowa, właśnie usiadł koło mnie.

                                             Elvis

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział XIII

No więc rozdział ten jest widziany z punktu Alice i Emily. Życzę miłego czytanka :3

Alice:

Leżałam na łóżku a do pokoju wróciła już Em. Myślałam że jeszcze trochę tam posiedzi u dziuni no ale trudno. Cóż, przyznam...wkurzała mnie. Bardzo. Przyczepiła się do mojego brata jak rzep psiego ogona. A w ogóle to co to za pomysł ze swataniem? Dla mnie oni pasują do siebie jak..jak zakonnica do Nergala. Ugh...po prostu no...no nie mogę jak tylko sobie o nich pomyśle.
Myślałam że pobyt tutaj będzie bardziej znośny. Jedyny plus to Evie. Chociaż? Tego też nie jestem pewna. Mogę coś do niej czuć ale ona i tak tego nie odwzajemnia. Widzę to. I czuje. Ah te problemy normalnej nastolatki...hahahahahahaha. Aż mi się chce z samej siebie śmiać. Ja i normalna nastolatka? No chyba nie.
Emily już raczej śpi, ja chyba też będę zasypiać. Mam wspaniały pomysł na jutro. Zakupy. Nowe spodnie które tak pięknie wyglądałyście na wystawie...nadciągam!

***
Rano wstałam wcześnie niż zazwyczaj. Chciałam być sama. Poszłam do łazienki umyłam się, ubrałam i byłam gotowa do wyjścia, jeszcze tylko....mam! Kluczyki od samochodu, co jak co ale ja mam wracać z zakupami do domu na pieszo? Wzięłam je, wyszłam z domu, odpaliłam samochód i w drogę. Galeria jeszcze nie byłam otwarta więc weszłam do pobliskiej kawiarni 24h i zamówiłam kawę.
Po jakieś godzinie pojechałam do galerii i buszowałam między ubraniami....

***
Emily:

Rano gdy wstałam Alice nie było już w łóżku, pospiesznie popatrzyłam na zegarek. Chwila...jest 7 a to dziwne...
Załatwiłam potrzeby, i na dół zeszłam przygotowana do nowego dnia. Wszyscy już siedzieli, no tak, przygotowanie się zeszło w godzinę. Ale nigdzie nie widziałam Ali.
- Siemka- powiedziałam a wszyscy odpowiedzieli pomrukami typu 'hej'.
- A Alice, co z nią? - spytał Shane a Eve od razu zwróciła uwagę.
- W pokoju jej nie było...-odpowiedziałam.
- To gdzie ona się podziewa?!- Shane wykręcił numer do niej i zadzwonił...- Nie odbiera.
- Hej spokojnie..może poszła na zakupy albo gdzieś do znajomych? - zapytałam Jenn a wszyscy ucichli.
Wzięliśmy się za śniadanie.
Po śniadaniu poszłam się jeszcze raz odświeżyć, posłuchałam trochę muzyki. Była 11.40. Czas wybrać się do mojej ukochanej babci.
Doszłam do jej domku w piętnaście minut. Zapukała i otworzyła mi uradowana starsza pani...
- Oh witaj kochanieńka!- uściskała mnie.
- Cześć babciu..tęskniłam.
- Ja też, wchodź, upiekłam Twoje ulubione pierniczki.
- Ahh...już czuje ten wyśmienity zapach- weszłam do środka a babcia poczęstowała mnie herbatą malinową i pierniczkami.
Gadałyśmy o przeróżnych sprawach ale nie otwierałam się przed nią za bardzo. Wiedziałam że nie mogę. Nikt nie mógł. Ale za to spędziłam miłe popołudni i wieczór.
Do domu wróciłam ok. 20.00. Wszyscy byli w salonie a Shane był niewiarygodnie zdenerwowany.
- Co się dzieje? -zapytałam.
- Alice jeszcze nie ma. Od rana a nawet nie możemy się do niej dodzwonić.-odpowiedziałam Eve.
- Kurczę....może zacznijmy jej szukać co? -zaproponowałam a towarzystwo się zgodziło. Jedynie Jenn i ja miałyśmy zostać w domu na wypadek gdyby wróciła.
Gdy wszyscy poszli Jenn zapytała mnie:
- Nie sądzisz ze w sumie bez Alice byłoby lepiej. może zjadły ją wilki?
- Przestań! Dobrze wiesz że tak się nie stało....muszą ją odnaleźć, może nie jesteśmy nawet kumpelami ale to w końcu siostra Shane'a
- Aaaaa...no tak.
Po godzinie do domu wróciła Caro z Louisem a po 2, Eve i Shanem. Bez Ali. Eve była roztrzęsiona.
- Nie ma jej nigdzie...- powiedział Shane.
- A jeśli coś jej się stało? Jeśli ją porwali? -zaczęła Caroline.
- PRZESTAŃ! DO CHOLERY!- krzyknęła Eve i szybkim krokiem znalazła się na górze. Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
Wszyscy zamilkli..
-To może....może ja z nią porozmawiam?-zapytałam
- Spróbuj...
Poszłam na góre i zapukała do ich pokoju gdzie pewnie znajdowała się Evie.
-Eve, otwórz, porozmawiajmy..
Drzwi się otworzyły a przede mną stała zapłakana Evie. Od razu ją do siebie przytuliłam a ona wtuliła się we mnie.
- A jeśli...jeśli..onaaa jeśli się jej coś stało? - po czym rozpłakała się jeszcze bardziej
Usiadłyśmy na łóżku. Naprawdę było mi jej żal..
-Spokojnie.Dobrze wiesz jaka jest Ali, nic jej nie jest..- sama w to ledwo wierzyłam ale musiałam ją jakoś pocieszyć.
- Ale..a jeśli jednak? Ona uważa że ona mnie nie obchodzi, że jest dla mnie obojętna. Może i przez jakiś czas nie wiedziałam czy do niej coś czuje, ale teraz wiem. I wiem ze ją kocham i....a jeśli nigdy już jej tego nie będę mogła powiedzieć? -Eve popatrzyła na mnie załzawionymi oczami..
-Będziesz mogła, obiecuje. - i znowu ją przytuliłam. Posiedziałyśmy tak w sumie godzinke rozmawiając o Alice.
Ale nagle usłyszałyśmy jak dolne drzwi się otwierają i głośny huk.
Szybko wybiegłyśmy z pokoju i zbiegłyśmy po schodach...
______________
Coś się dzieje przynajmniej co nie? XD
                Elvis
P.S. Dla tych którzy wyczekują mojego Frerarda...jest on w planach. Jeszcze nie wiem o czym będzie ale wkrótce się dowiecie :3

środa, 7 listopada 2012

Rozdział XII

                                        Rozdział XII

Szliśmy przez chwilę w ciszy. Dotarliśmy pod drzwi domku nauczycieli. Puściliśmy ręce i weszliśmy do środka. Zobaczyłam jak Louis całuje Caro w nos. Słodko.Chyba wreszcie się pogodzili. Nie wiem czy dobrze, ale słyszałam, że Caroline zrobiła mu awanturę o to, że spędza z nią za mało czasu.Cóż.., nie moja sprawa.  Popatrzyłam w stronę okna. Jenn stała odwrócona do mnie plecami. Odchrząknęłam. Ona aż podskoczyła, odwróciła się i zrobiła skruszoną minę.
Podeszłam do niej, a ona zaczęła skakać i piszczeć z radości. ! 
- Udało się, udało.!- popiskiwała. Miałam ochotę ją uderzyć.
- Oficjalnie nie jesteśmy parą.
- Jak to nie.? Szliście za rękę.! - usłyszałam jak Alice prychnęła i poszła z Eve do Shane'a. Chciałam zobaczyć o co cho... ale Jenn mi nie odpuściła.

- No tak, ale nie jesteśmy parą. Nie wiem jak to będzie. 
- Ojj, Em , nie wygłupiaj się i przyznaj swojej przyjaciółce, że jesteście parą.
- Do jasnej cholery, Jenn. !! - zdenerwowałam się. Wtem do pokoju wparował Bird i zaczął mamrotać jakieś przeprosiny, bo się spóźnił. 
-Witajcie dzieci.! 
- Dzień-do-bry. !- krzyknęliśmy chórem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, dobra. Zaczniemy od tego domu. Od dołu do góry. Okey.?
-  Tak , panie Bird. - podążyliśmy za nim do piwnicy. Nie znoszę piwnic. ! Dotarliśmy do ściany bardziej wysuniętej do przodu od reszty. Kurczę,no ! Przecież każdy jakby szukał tajnej kryjówki by się połapał, że będzie w takim miejscu. Ludzie..! I w tym momencie Bird mnie zaskoczył. Zwróciliśmy się tyłem do tej części ściany. Psor zrobił 12 kroków w przód i trzy kroki w lewo (schody są po prawej), stanął przed jakimś metalowym urządzeniem sięgającym do sufitu. Nagle wysunął jakiś "kalkulator", wstukał tajny kod i drzwiczki się otworzyły. Usłyszałam tylko swój głos: "O matko!" Wszyscy spojrzeli na mnie. 
- No co.? Nigdy nie pomyślałabym, że w takim gracie jest tajna kryjówka. 
- O to właśnie chodzi, Em.- powiedział Bird i zachichotał. 
Zrobiłam się czerwona jak burak. Nie widziałam tego, ale to czułam. Zeszliśmy po wąskich stopniach w dół. Sądzę, że było to jakieś 5/7 metrów pod piwnicą. Doszliśmy do kolejnych drzwi. Tylko te były jak do sejfu. Znów Bird wbił jakiś kod i wpuścił nas do ogromnego pomieszczenia. W niczym nie przypominało to normalnej kryjówki. To była luksusowa kryjówka.! Telewizor 36-calowy, lodówka, radio, super kanapa. Bird zaczął coś gadać o tej kryjówce, a ja oglądałam i się zachwycałam. Z niezbyt wysokiego sufitu zwieszały się całkiem nowe lampy z żarówkami energooszczędnymi. Ściany były pomalowane na żółto, by ożywić wystrój. Czarna kanapa i fotele świetnie kontrastowały z kolorem ścian. Telewizor na ścianie, a po lewej drzwi. Dokąd.? Podeszłam bliżej... do łazienki. ! O! EM ! GJE ! Jaki wypas. Pachniało w niej kwiatami. Z tego co zauważyłam to była sól do kąpieli o zapachu kwiatowym. Dotknęłam ręczników na ściance obok wanny. Miękkie i ... przytulne. Wyszłam z łazienki, poszłam do następnych drzwi, które były nieco dalej. Była to kuchnia. Tylko dlaczego w "salonie" też była lodówka.? Może tam na przekąski i napoje podczas oglądania telewizji. Kuchnia była czarno-czerwona. Wyszłam i ... jeszcze kolejne drzwi ? Okey. To była mega, wypasiona sypialnia. Ogromniasta szafa i łóżko... + jeszcze jakieś jedno mniejsze ale również robiące wrażenie. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Poszłam szybko i zobaczyłam, że znów się wszyscy na mnie gapią.
- No co.?
- Idziemy dalej. Nie chcesz zobaczyć innych kryjówek.? - zapytał pan B. 
- Jasne, że chcę. - kłamałam, choć nie do końca. 
Poszliśmy na pierwsze piętro i na korytarzu wisiał portret jakiegoś mężczyzny z dużym nosem. Okazało się, że przyciskając nos tego gostka otwiera się tajne przejście. Potem w sali do ćwiczeń wchodziło się za ogromny materac przy ścianie. W naszym domku coś mnie zaskoczyło, bo przejście było w kuchni. Tyle razy przechodziłam obok dziury w ścianie i nigdy nie zauważyłam niczego dziwnego. W dziurze był guzik otwierający przejście w podłodze. Wszystkie kryjówki były ciekawe, ale ta pierwsza najbardziej mnie zachwyciła. Po dniu oglądania zjedliśmy obiad. Po obiedzie nie czułam się wogóle na siłach, by cokolwiek robić. Na szczęście był piątek. W sobotę miałam czas dla babci. Zadzwoniłam do niej : 
- Hej, babciu.
- Cześć, Emily, Dlaczego dzwonisz, słońce.?
- Chciałam się spytać, czy te moje odwiedziny mogłyby być jutro.?
- Oj, skarbie, to świetny pomysł. A o której.? 
- Co powiesz na 12.00.?
- Dobrze, mała, dobrze. To do zobaczenia. !
- Pa, babciu.
Odłożyłam telefon. Do pokoju weszła Alice i Eve. 
- Hej może wybrałabyś się do Jenn.? - spytała.
- Jestem padnięta. A czemu.? 
- Bo chciałybyśmy mieć trochę prywatności. 
- Ahaa. Dobra, idę. Róbcie to, co macie robić. 
- Haha. śmiesznaś . Narka.- powiedziała Ali
- Pa. - poszłam do Jenn. Pogadałyśmy , pośmiałyśmy się. Caro była u Louisa. Już nie czułam takiego zmęczenia. Około 20.00 Eve wróciła do pokoju cała w "skowronkach" . Poszłam do siebie. Padłam na łóżko i po 15 minutach wsłuchiwania się w odgłos płynącej wody... zasnęłam. To był długi dzień. 


____________________________________

 Okey jednak dodałam dziś. Taka wena , Następne rozdziały napisze Elvis. Myślę, że się  podobało.     Pozdrawiam . Powodzenia w szkole. Myślę, że ocenki nie złe. ^^ 
                                                                                             Rozmuska ^^ 

Rozdział XI

                                        Rozdział XI

Obudziłam się wcześnie rano. Nie patrzyłam na zegarek. Poszłam do łazienki się umyć i ubrać, bo nie umiałam zasnąć. Jak skończyłam zeszłam na dół. Oczywiście wszystko po cichu, by nikogo nie zbudzić. Usiadłam w kuchni na krześle i uśmiechnęłam się na widok kwiatów w wazoniku na stole. Urocze. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Głowa już nie bolała. Dopiero wtedy spojrzałam na zegarek. Była 4.50. Matko. !!  Wymyśliłam sobie, że trochę posiedzę, a potem zrobię śniadanie. Miałam nadzieję, że  na spacer, który odłożyliśmy na potem przejdziemy się dziś. Nie wiedziałam tylko o czym byśmy rozmawiali. Zamyśliłam się tak, że nie zauważyłam kiedy minęło tyle czasu. Była 6.10. Zacznę robić to śniadanie. Zajrzałam do lodówki. Mnóstwo jajek, jogurty i wędliny do kanapek. Mleko też się gdzieś znalazło. Postanowiłam zrobić omlet na słodko. Jajka , cukier itd.  Położyłam na talerzu  14 omletów. Jak ich nie zjedzą na śniadaniu to może na kolacji. Wyjęłam 7 jogurtów z lodówki. Głównie były truskawkowe i waniliowe. Pomyślałam, że gdyby ktoś nie miał ochoty na omlet to zrobię kilka kanapek. Kanapki z samą szynką oraz z  szynką i pomidorem, bo wiem, że Eve jest uczulona na pomidory. Zrobiłam herbatę z cytryną i postawiłam na stole razem z jedzeniem. Usłyszałam, że ktoś schodzi. Sądząc po kłótni, która w tym czasie trwała były to Jenn i Alice. Jakież to dziecinne i normalne z ich strony. Wlazły do kuchni i umilkły. Spojrzały na siebie, skrzywiły się i przywitały ze mną.
- Jeej. Emily zrobiła śniadanie. 

- Dziś była nasza kolej. - oburzyła się Jenni, ale zaraz rozchmurzyła, bo zdała sobie sprawę, że nie musiała go robić. - Dzięki, Em . 
- Nie ma sprawy. Wstałam przed piątą i mi się trochę nudziło. Pomyślałam, że zrobię omlety. 
- Brzmi smacznie. Na słodko czy słono. ? - Jennifer wyglądała jak pies, któremu ślinka cieknie.
- Na słodko. 

- Ooo, to jeszcze lepiej.
- No. - mruknęła Ali.
Powoli zaczynała schodzić się reszta. Pomyślałam o syropie klonowym, ale to przecież nie są naleśniki. A zresztą, jak będą chcieli to sobie wezmą.
- Hej , naleśniki .! A gdzie syrop klonowy. ? - Louis wyglądał na oburzonego. 
- Po pierwsze to nie naleśniki tylko omlety. Po drugie jeśli chcesz syropu, to sobie przynieś.- burknęła Alice.
- Nie naleśniki.? Ooo. - Tym razem to był Shane. -A kto robił dziś śniadanie.?
- Emily robiła śniadanie. - ryknęła z drugiego pokoju Jenn. Musiała pójść po Eve. Chyba już do nas zmierzała. Kiedy weszły do kuchni Eve i Alice popatrzyły na siebie znacząco, po czym Alice mrugnęła do Eve.

- Emily.? A nie miała być kolej Twoja i Alice.? - spytał Shane.
- No niby tak, ale Em nas wyręczyła. 

- Spoko. 
Wszyscy siedli do stołu. Zauważyłam, że chłopaki i Jenn wzięli po dwa omlety. Cieszę się. Za to Ali nie wzięła wcale. Wypiła tylko jogurt i zjadła kanapkę z pomidorem, uprzednio pozbywając się z kanapki szynki. Umyła za sobą talerzyk i wyszła. Zapytałam Jenn, o co się kłóciły. 
- No, bo powiedziała mi, że w tej bluzce wyglądam jak lafirynda. Wkurzyłam się i zaczęłyśmy się kłócić.
- No , to było wredne. - powiedział Louis.
- Hej , ludzie, a mamy zajęcia dziś z Kick Boksing'u czy co innego. ? - zmieniłam temat. 

- Dziś mamy lekcję z systemu obronnego. Pan Bird pokaże nam wszystkie tajne skrytki, a niedługo potem poda do nich kody. Super co nie.? - Shane się wczuł. 
- To super. O której.? 
- O 9.00. U nich w domku. Wszyscy wiedzą gdzie to.? -zapytał Louis.
Wiedziałam. Po drugiej stronie placu jest domek naszych nauczycieli. A na środku placu stała wielka stodoła. Tak naprawdę to sala do ćwiczeń , zwana przez nas "gimnastyczną". Nasz plac nie był mały. Nie wiem ile to metrów kwadratowych, ale na 100 % wiedziałam, że większy niż dwa place domków jednorodzinnych razem wzięte. 
- Kto idzie ze mną.? - zapytał Shane.
- Ja mogę. - palnęłam. Uśmiechnął się. 
- Sorka ale my mamy coś do załatwienia, prawda.? - spytała Jenn. Już reszta miała pokiwać głowami, że nie kiedy spojrzała na nich wymownie. Od razu wrzasnęli chórem:
- Tak , właśnie. - Jenni uśmiechnęła się triumfalnie. O co jej chodzi.? Ale przynajmniej będziemy sami. 

Poszłam do pokoju i się przebrałam. Ruszyłam na dół i właśnie mnie olśniło. Już wiedziałam , czemu Jenn tak zrobiła.! Chciała żebym była sama z Shane'm. To dziwne uczucie, ale miłe. Spoko. Poszłam na dół. zobaczyłam, że wszyscy już wychodzą. Tylko Shane stał w miejscu i czekał. Podeszłam do niego. 
- Idziemy.? 
- Jasne. - odpowiedział. 
Pogadaliśmy o tym jak się czuję i wogóle.Potem zapytał : 
- Wiesz, że Jenn i reszta chcą nas zeswatać. ? - Yyy. Co powiedzieć? Nie zdążyłam dobrze pomyśleć już palnęłam:
- Jasne, że wiem. Zorientowałam się po śniadaniu.
- To może zróbmy tak żeby ich trudy nie poszły na marne.? 
- Chętnie.
Uśmiechnął się. Dalej szliśmy już za rękę.


______________________________________________________

Siemka. Sorki wielkie,że tak długo. Niestety, szkolne obowiązki. Następny rozdział już niedługo. Sądzę, że jutro. Cieszy mnie to, że jesteście tacy cierpliwi. Haha. ^^       Do następnego. ; )
   

                                                                                             Rozmuska. ^^   

niedziela, 2 września 2012

Rozdział X - Dzień blogów

                               
                                             Rozdział X 

 Bardzo rażące światło ... błysnęło mi w oczy. Po chwili zorientowałam się, co widzę. Były to włosy odbijające światło słońca. Znów ta postać. Kim on jest. ? Zaczęłam podchodzić bliżej. Znalazłam się zaledwie dwa metry od tajemniczego faceta. W pewnym momencie zaczął się obracać. Podszedł do mnie. Ujął ręką moją twarz i pogładził palcem po policzku. Jego miękka dłoń pieściła moją skórę. Zaczął zbliżać swoją twarz, ku mojej. Przybliżyłam twarz jeszcze bliżej, by Shane mógł mnie pocałować.  Kiedy już miał dotknąć wargami moich warg .... usłyszałam straszliwy hałas. Ten jazgot przypominał mi dzwonek telefonu. 
"Twoja stara ..... zapier*ala ..... " Dzwoni mama. Dlaczego ja właściwie mam ten dzwonek...? Ahaaa. Zapomniałam go zmienić po ostatniej kłótni i ciągle to odkładam. Spojrzałam na zegarek. Szósta rano.!! Co Ona chce. ? Stwierdziłam, że nie uda mi się wrócić do tego pięknego snu i odebrałam telefon.
- Halooo. ? 

- Hej , skarbie. Co u Ciebie.?
- Dobrze, mamo. Ale dlaczego dzwonisz o szóstej rano. ??
- Ohh, Em. Myślałam, że będziecie musieli dużo wcześniej wstawać na te wasze zajęcia. 
- Tak, mamo.  Śniadanie mamy o ósmej. 
- Wybacz mi, Em. Ale przy okazji. Jak się bawisz. ? 
- Ojj, bardzo dobrze.  Nowe koleżanki i koledzy. - Jeden z nich mnie nienawidzi. Ale to zostawiłam dla siebie. Ah ta mama. Zawsze troskliwa. 
- Cieszę się, skarbie. A z kim masz pokój. ? 
- A z taką dziewczyną. Nazywa się Alice Way. - Popatrzyłam na łóżko Alice. Było puste. Pewnie jest w łazience. 
- Oh.. pozdrów ją ode mnie. 
- Dobrze, mamo. A Ty pozdrów ode mnie babcię.
- Okey. Daję Ci już spokój, Poleż jeszcze. Pa, mała. 
- Papa, mamuś. 
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i klapnęłam na poduszkę. Popatrzyłam w stronę łazienki. 
- Alice. ? 
Nie ma jej. Może poszła do Shane'a lub do Eve. Nieważne. Wstałam. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Na razie jeansy i t-shirt. Na trening muszę ubrać ten koszmarny dres, który dostałam kiedyś od cioci Sofie. Ciocia Sofie to siostra mamy. Nigdy nie miała gustu. Ale trudno. Muszę kupić coś nowego. 
Spięłam włosy w koński ogon i umyłam zęby. Umyję je też po śniadaniu.  Postanowiłam, że nie będę nudzić się w pokoju i pójdę na dwór. A po siódmej do Jenn. Trzeba ją obudzić. Po cichu zeszłam po skrzypiących schodach. Sięgnęłam po klamkę i nacisnęłam. Co do jasnej .... ?  Zamknięte. ?  To jakieś żarty. A jakbym chciała o szóstej rano pobiegać przed treningiem.? Drzwi otwierają o wpół do ósmej. ? Trochę porąbane. Dobraa, idę zobaczyć, czy dziewczyny śpią. Mijałam kuchnię, gdy usłyszałam cichy chichot. To pewnie Alice i Eve. Pewnie Jenn i Caroline jeszcze śpią. A zapukam po cichu, jak nie otworzą to pójdę do siebie. Weszłam cicho po schodach i podeszłam do pokoju Jenn. Zapukałam cicho dwa razy. Po chwili otworzyła mi wesolutka Jennifer. Wcześnie wstała.
- Hejka. Nudzi mi się. Idziesz do mnie.? - wyszeptałam.
- Czemu szepczesz. ? My nie śpimy. Ale spoko, idziemy .! 
Poszłyśmy do mojego pokoju. Jenn zaczęła znów nadawać na Alice. Ona nie jest taka zła. W końcu jej to powiem. Siedziałyśmy i gadałyśmy do za piętnaście ósma. Poszłyśmy pomóc nakryć do stołu. Alice i Eve już grasowały po kuchni. Przygotowywały śniadanie. Kilka kanapek i jajecznicę. Poczułam się głodna. O ósmej wszyscy usiedli do śniadania. Śmiali się , gadali i chichotali wszyscy, prócz mnie. Od czasu, do czasu spojrzałam na Shane'a i zastanawiałam się, dlaczego to On mi się przyśnił. Owszem , jest przystojny. Ale nigdy by się mną nie zainteresował. Jeszcze dziś idziemy na spacer. Pięknie. Po śniadaniu przebrałam się w ten koszmarny dres i pobiegłam do sali gimnastycznej. Pan Stark tłumaczył coś Louis'owi. Kiedy wszyscy już przyszli , pan Stark przemówił : 
- Witam. Dziś zaczniemy pierwszy, wspólny trening od Kick-Boksing'u. Ale najpierw trochę się rozgrzejemy. 
Po rozgrzewce pokazał nam kilka technik. Kazał mi ćwiczyć z Shane'em , bo Jemu dobrze szło, a mnie ... nie. W pewnym momencie, ktoś podłożył mi nogę. Prawdopodobnie Louis. Upadłam na matę i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zakręciło mi się w głowie. W jednej chwili czułam spadanie, a w drugiej już nic nie czułam. Pogrążyłam się w ciemności. Ocknęłam się w moim łóżku. Na czole miałam worek z lodem. Pani Skay pochylała się nade mną. Gdy zobaczyła, że otworzyłam oczy, powiedziała:
-No, nasza królewna się obudziła. Boli Cię głowa.? 
- Tak, trochę. Ile tu leżałam. ? 
- Cztery godziny. I resztę dnia jeszcze poleżysz. Masz na coś ochotę.?
- Czy mogłabym poprosić o szklankę wody.? 
- Jasne. Proszę.
- Dziękuję.
Wypiłam pół szklanki wody. Zapamiętałam, że leżałam na macie i pan Stark krzyczał : " Shane, biegnij po panią Skay. Już. ! " Właśnie, a co ze spacerem.!?  Byłoby dobrze gdyby ktoś do mnie przyszedł. Nie chcę tu leżeć z panią Skay. Jak na życzenie, powiedziała : 
- Ja Cię zostawię, a Ty odpoczywaj. Jakbyś czegoś potrzebowała, wołaj. 
- Dobrze i dziękuję.
- Nie ma sprawy, Emily.
Kiedy wyszła podniosłam się, by usiąść. Poczułam okropny ból w skroni. Położyłam się z powrotem. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - Był to Shane.
- Hej. Wszystko okey. ? 
- Tak, jasne. Siadaj. - pomyślałam, że odmówi, ale usiadł. 
- Wszyscy się przeraziliśmy, kiedy zaczęłaś tracić przytomność. Boli Cię głowa, potrzebujesz czegoś.? 
- Nie, dzięki. Wszystko okey. Potrzebuję tylko kogoś do towarzystwa. 
- Oto jestem. 
- No tak. A co z naszym spacerem.?
- Przełożymy go na kiedy indziej. Aż poczujesz się lepiej. 
- No dobrze. A co będziemy robić na tym spacerze.? - Całować się. ! Co. ? Odbija mi.? Jak ja mogłam o czymś takim pomyśleć.?  Źle ze mną. !
- Rozmawialibyśmy. Chciałbym Cię lepiej poznać.  Dowiedzieć się czegoś o Tobie. 
- A co na przykład chciałbyś wiedzieć. ? 
- Najprostsze rzeczy. Jaki kolor lubisz najbardziej. ? 
- Rzeczywiście proste. Czarny i czerwony. No, a ty. ?
- Czarny. I zielony. 
- Nieźle. Jeszcze coś.?
- Cóż ... może ... jakiej muzyki słuchasz. ? 
- Trochę rock i rap. A ty .? 
- Metal. I rock, czasem się zdarzy.
- Fajnie.
- Mamy ze sobą choć trochę wspólnego. Hobby.? 
- Gram na gitarze. Ale nie mam jej tu. Czasem piszę wiersze i piosenki. A Twoje hobby. ? 
- Gram w koszykówkę i trenuję sztuki walki. 
- Przez to jesteś taki dobry. Ja nigdy nie miałam styczności z kick-boksing'iem. Bardziej z karate. Chodziłam na zajęcia. Dwa tygodnie , ale zawsze. 
- Haha. No cóż. Mogę Ci pomóc opanować niektóre techniki. 
- Cóż ... byłoby super.
- Nie wiemy jednak, kiedy Stark pozwoli Ci trenować.
- To On chce mi zabronić. ? 
- Nie chce Cię tak szybko brać z powrotem. Bo zakręci Ci się w głowie i znów zemdlejesz. Tak z dwa dni przestaniesz trenować. Potem mogę Ci pomóc nadrobić. Zgoda.?
- No pewnie. 
- Okey. Wracaj do formy. Niestety muszę już lecieć. Zaraz będzie obiad. Na pewno ktoś Ci go przyniesie. Ja zrobiłbym to chętnie ale umówiłem się z Louis'em , że pójdziemy pobiegać. 
- Nie ma sprawy. A wiesz kto mi podłożył wtedy nogę.? 
- Nie wiedziałem, że ktoś Ci nogę podłożył. Spróbuję się tego dowiedzieć. Muszę lecieć , pa. - Nachylił się i pocałował mnie w czoło. Jaki On słodki.
- Papa. 
Wyszedł. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do łazienki. Poczesałam włosy i w pewnym momencie, aż jęknęłam z bólu. Musiałam uderzyć głową poza matę, bo wyczułam z tyłu głowy ogromnego guza. Bolał jak cholera. Ale wzięłam się w garść, zacisnęłam zęby i poszłam na obiad. Kiedy zeszłam zapadła cisza. W jednej chwili Jenn zapytała : 
- A ty dlaczego nie w łóżku. ? 
- Przyszłam na obiad.
- Nie powinnaś leżeć.? 
- Powinnam, ale jestem głodna. 
- Okey. Siadaj. 
- Dzięki. I smacznego. 
- Smacznego. - krzyknęli wszyscy chórkiem. 
Obiad zjadłam wsłuchując się w rozmowy całej reszty. Kiedy popatrzyłam na Shane'a , on uśmiechnął się do mnie, po czym puścił oko. Jest taki fajny. I  potrafi człowieka pocieszyć. Kiedy zjadłam poczłapałam na górę. Założyłam słuchawki , położyłam się na łóżku i nim się zorientowałam .... zasnęłam. 

_____________________________________________

No hejka.! Myślę, że ten rozdział Wam się spodobał. Napisałam go dziś, bo jest ku temu okazja. Dziś jest Dzień Blogów. ! xD   Kolejny rozdział będzie prawdopodobnie w weekend, bo niestety  zaczyna się szkoła. ; /   Wszystkim uczniom, na pierwszy dzień szkoły życzę powodzenia . !  I żebyśmy Wszyscy wytrzymali kolejne 10 miesięcy męczarni.  Pozdrawiam. ! 

                                                                                      Rozmuska. ^^