piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział XIX 

Oczami Shane'a. 

Wróciłem z przerwy. Em nigdzie nie było. Zapytałem o to Jenn. Nic nie powiedziała. Zmartwiłem się.
- Na dziś to koniec, pewnie jesteście zmęczeni. - oznajmiła pani Blue. 
To nawet było na moją korzyść. Mogłem poszukać Emily.
Zajrzałem chyba wszędzie! Jakby się rozpłynęła. Jennifer powiedziała, że matka po nią przyjechała, żeby zabrać ją na fajną kolację. Jakoś ciężko było mi w to uwierzyć, ale dałem spokój.
Poszedłem do pokoju. Louis'a nigdzie nie było. Pewnie szwendał się gdzieś z Caro. A to oznaczało tylko jedno... Że mogłem nareszcie zjeść w spokoju w swoim łóżku! Tak! I to się ceni! 
Kiedy tak sobie jadłem, postanowiła odwiedzić mnie moja siostrunia. 
- Witaj braciszku. - powiedziała, po czym przytuliła mnie. Dawno tego nie robiliśmy. To chyba źle. 
- Szykuje nam się poważna rozmowa. - oznajmiła. 
- Ah tak? Chyba nawet domyślam się o co chodzi, więc zacznijmy. - powiedziałem. Z jednej strony nie chciałem słuchać jej pretensji i uszczypliwych uwag, ale z drugiej strony, tak dawno nie rozmawialiśmy... 
- To co mnie połączyło z Em... - zacząłem [...]
To ja jej się zwierzam, a ona mi tu wyskakuje z jakimś szczenięcym zauroczeniem! Zdenerwowałem się. Ale kiedy powiedziała mi o tym 'uroczym spacerku z koktajlami', myślałem, że mnie rozniesie! 
Aby się  uspokoić zwiesiłem głowę. Alice objęła mnie ramieniem i zaczęła gładzić po włosach. Nie mogłem uwierzyć. Musi być na to jakieś logiczne wyjaśnienie! Nic nie przychodziło mi do głowy. Po jakiejś godzinie wrócił Louis. Ali poszła do siebie.
- Co jest, stary? Wyglądasz... źle. - zagadnął Louis.
- Dzięki, chłopie. Miło mi. - powiedziałem z sarkazmem - Alice opowiedziała mi bardzo ciekawą rzecz... 

- A mianowicie? 
- Podobno widziała Emily z Zac'iem na jakimś spacerku z koktajlami. Śmieszne co?
- Bardzo. Uśmiałem się. - powiedział - Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby to była prawda. 
- Auć... Stary, to boli. - udałem, że oberwałem z pistoletu w serce. 
- Od zawsze jej nie lubiłem. - powiedział ze złością w oczach.
- Alice też. Może wymyśliła to całe spotkanie, żebym się z nią nie spotykał? - zastanawiałem się głośno. 
- Ali? Bez przesady ona taka nie.... - nie dokończył, bo rozległ się ogromny huk... jakby wyłamywanie drzwi z zawiasów.
Wybiegliśmy na korytarz. Ze schodów zobaczyliśmy jakichś obcych ludzi... 

- Biegnij po broń - wydarła się Alice. 
Louis natychmiast pobiegł do końca korytarza, by zza obrazu na bocznej ścianie wyciągnąć to, co nam potrzebne. Rzucił Alice broń, a ta natychmiast pobiegła na dół, gdzie Caroline i Eve już miały do czynienia z włamywaczami. Przestraszyłem się, że dziewczynom się coś stanie i popędziłem Louis'a, który rzucił mi mój pistolet. Pobiegłem na dół do dziewczyn. Alice mocowała się z jakąś dziewczyną, a Caro i Eve próbowały siłować się z jakimś chłopakiem. Te osoby nie były od nas dużo starsze, na oko góra 20 lat. Spojrzałem na schody. Louis biegł po nich, a za nim Jenn. Był to tylko ułamek sekundy, bo do domu wbiegło jeszcze dwóch mężczyzn. Starszych. Pobiegliśmy na nich z Louis'em. Jennifer pobiegła pomóc dziewczynom. Ja zabrałem się za wyższego. Był dobrze zbudowany, miał ciemne, dłuższe włosy. Zamachnął się na mnie, ale w porę zrobiłem unik. 
- Czego chcecie? - krzyknąłem, po czym uderzyłem go pięścią w brzuch. Nie użyłem broni. Oni jej nie użyli, a chciałem uniknąć strzelaniny. Bałem się, że ktoś z naszych może zginąć. Usłyszałem krzyk chłopaka. Odruchowo spojrzałem za siebie. Jenn potraktowała chłopaka paralizatorem. Wróg wykorzystał moją chwilę nieuwagi. Kopnął mnie w klatę. Poleciałem chyba aż pod drzwi kuchni! Podbiegł do mnie, chwycił za szyję, podniósł w górę i wyrzucił przez te drzwi. A że są to drzwi, które wystarczy tylko popchnąć, by się otwarły, wpadłem do kuchni prosto na stół. Poczułem ostry ból w barku, ale szybko się pozbierałem. Chwyciłem nóż z blatu i już miałem się zamachnąć, kiedy on złapał mnie z rękę i mocno ją wykręcił. Usłyszałem chrupnięcie. Mimowolnie krzyknąłem z bólu. Kopnąłem go jednak w... czułe miejsce i uderzyłem w głowę pustą szklaną butelką po mleku, która leżała na blacie. Jakie szczęście, że ktoś zapomniał ją wyrzucić do kosza. Koleś stracił przytomność. Złapałem zdrową ręką za pistolet i wybiegłem do salonu. Louis leżał nieprzytomny na podłodze. Chłopak, którego Jenn potraktowała paralizatorem też leżał. Poza nimi nikogo nie było. Zobaczyłem przez wybitą szybę, że Alice dalej siłuje się z tą dziewczyną. Wybiegłem, żeby jej pomóc. Usłyszeliśmy strzał. Całą trójką odwróciliśmy się w stronę odgłosu. Dobiegał z domu nauczycieli. Pobiegłem tam. W progu leżał pan Bird. Był ranny w brzuch. Nad nim pochylała się pani Skay, próbując opatrzyć ranę. Spojrzała na mnie. 
- Shane, Twoja ręka! 
- Nieważne, muszę im pomóc. 
- Uważaj! 
Pobiegłem na górę. Pan Stark okładał jakiegoś gościa. Wcześniej go nie widziałem. Pobiegłem w jego kierunku. Chciałem pomóc Stark'owi, ale krzyknął tylko "Dziewczyny!".
Obejrzałem się w prawo. Zobaczyłem panią Blue leżącą nieruchomo przy łóżku. Facet, który prawdopodobnie doprowadził Louis'a do nieprzytomności, trzymał teraz Jenn w uścisku. 
- Nie ruszać się, albo złamię jej kark! - wrzasnął. 
Caro i Eve stały jak wryte.  Nie wiedziały, co robić. 
- Może spróbujesz ze mną się zmierzyć, a nie zasłaniasz się dziewczyną, co? - powiedziałem z szyderczym uśmiechem. Chociaż miałem ochotę wyć z bólu, nie mogłem tego pokazać.
Napastnik puścił Jenn, przeszedł obok dziewczyn popychając je z całej siły na szafę. Sądzę, że jedna z nich zemdlała.
Podszedł do mnie i przywalił mi z całej siły w nos. Odrzuciłem głowę w lewo i poczułem mocne uderzenie w tył głowy. Czułem, że spadam. Uderzyłem o podłogę. Zobaczyłem tylko pistolet, którym w kogoś mierzył i huk wystrzeliwanego pocisku. I sam straciłem przytomność. Co się działo dalej, nie wiem. 





__________________________

Coś czuję, że nie będzie się podobać. Mnie też się niezbyt podoba, ale lepszego bym nie napisała.
Dobranoc ;) 

                                 Rozmuska.               

Rozdział XVIII

Oczami Alice:

Czasami człowiek udaje, bo tak lepiej i łatwiej. Teraz ludzie udawali spokojnych, ale łatwo było ich namierzyć. Weźmy sobie np. taką Emily. Skromniutka dziewczynka czepiająca się mojego brata, spotykała się za jego plecami z innym. Może myślała, że nikt jej nie widział? Pewnie sądziła, że wszyscy uwierzyli w tę jej łagodną naturę.
Nie ja. Nie, gdy chodzi o mojego brata.

***

Weszłam do wspólnego domu i skierowałam się wprost do pokoju Shane'a. Koś musiał mu przemówić do rozsądku i wypadło na mnie...a właściwie, sama tak zdecydowałam. Mniejsza o to. Zapukałam do drzwi zastanawiając się jak zacznę rozmowę.
- No proszę, proszę...któż to mnie odwiedził w mych skromnych progach? - zapytał z sarkazmem.
- Witaj braciszku. - przytuliłam go na powitanie. Co jak co, ale dawno nie okazywaliśmy sobie takich emocji. - Jesteś sam?
- Taaa..Louis gdzieś zwiał. I dobrze. Nareszcie mogę zjeść w łóżku. Proszę, księżno, wejdź.
Wchodząc przypomniałam sobie te wszystkie rozmowy, przygody. Byliśmy z Shane'em nierozłączni, aż do momentu gdy nas tu ściągnęli.
- Szykuje nam się poważna rozmowa. - powiadomiłam.
- Ah tak? Chyba nawet domyślam się o co chodzi, więc zacznijmy.
Nie krępując się wskoczyłam na jego łóżko i wzięłam z półki paczkę żelek.
- Więc słucham. - odpowiedziałam.
- To co mnie połączyło z Em..- wstał i zaczął krążyć po pokoju - stało się to dosyć szybko, ale myślę, że to szczere uczucie. Nawet nie wiem jeszcze co to jest...
- A ja wiem. I cię uświadomię. To szczenięce zauroczenie. Myślisz o Emily, jako o dziewczynie-anielicy, ale mogę zapewnić, że nią nie jest.
- Dobrze wiesz..
- Posłuchaj mnie!
- Nie mam zamiaru cię słuchać! Tobie się udało tak? Znalazłaś sobie Eve?! To dlaczego mi nie dasz świętego spokoju?!
- Bo się o ciebie martwię! Widziałam ją dzisiaj! Widziałam jak szła z tym..jak mu tam..Zac? Tak mu leciało? - Shane kręcił głową z niedowierzaniem.
- On ją nachodzi! To co innego.- odpowiedział.
- Sądzisz, że wtedy szłaby  z nim spacerkiem popijając jakieś koktajle?
Usiadł tylko na łóżku spuszczając głowę. Objęłam go i zaczęłam gładzić ręką po jego włosach.
- Nie miałam zamiaru ci tego mówić. - mówiłam spokojnie - Tylko sumienie nie dawało mi spokoju. Nie chcę byś cierpiał.

I tak siedzieliśmy chyba z godzinę. Razem. Bez nikogo kto by nam przeszkadzał, aż wrócił Louis. Pożegnałam się z bratem i poszłam do swego pokoju.
Już miałam się położyć gdy usłyszałam dziwny, głośny huk...jakby ktoś wyważył drzwi, wyszłam na korytarz a to co zastałam nie było przyjemnym widokiem.
- Biegnij po broń - powiedziałam Louis'owi.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział XVII

O w dupę, minął od ostatniego posta rok, trzy miesiące i dwa dni. XD Hahahahahhaa, zwijam się ze śmiechu, że postanowiłam napisać rozdział.... Błagam, taki zapłon to chyba mamy tylko my dwie XD 
Trzeba wprowadzić trochę akcji, więc czytać uważnie. Pewnie bardzo to spalę, ale co tam XD Chciałam się też pochwalić, że mamy aż 1060 wyświetleń. Mało, ale CII XD Za niedopatrzenia w tym rozdziale wielkie SORY ;>
_____________________________________________




Szczerze mówiąc,w ogóle się nie wyspałam. Miałam dziwne przeczucie, że wydarzy się coś złego.
Poza tym wydawało mi się to wszystko takie nierealne... Wybrani, wyprowadzka, treningi, Shane... No właśnie. Shane. Według mnie wszystko między nami dzieje się za szybko. Znamy się dopiero dwa tygodnie! Przez chwilę pomyślałam nawet o jakimś podstępie ze strony bliźniaków. Chyba nie powinnam tak myśleć, bo to bardzo głupie. Przecież Shane to na prawdę świetny chłopak. A dzisiaj nasza randka... 
Miałam mega problem, żeby wygramolić się z łóżka.... MEGA. Na całe 'szczęście', dzielę pokój z Alice, która uwielbia wyganiać mnie z łóżka...w bardzo brutalny sposób! Po prostu ciągnie mnie za nogi. Nie żebym nie próbowała się bronić, ale ona pod względem siły jest ode mnie o wiele lepsza. Chyba pod każdym względem jest ode mnie lepsza. Wracając do tej jakże przemiłej pobudki... nieraz zdarzyło mi się ją bardzo porządnie kopnąć, na przykład w brzuch... Za to ona tak mocno mnie ciągnęła za nogi, że dziwię się, że mam jeszcze wszystkie zęby i żadnego rozcięcia na głowie.
Dzisiaj też nie obeszło się od takiej pobudki. Nie wiem, czemu jej tak zależy, żebym wstała... Chyba po prostu lubi zrzucać mnie z łóżka...
No to żeby dała mi spokój, poszłam się ogarnąć. Schodząc na dół omal nie zderzyłyśmy się z Caro. Nie miała dziś humoru... Weszłam do kuchni... Nikt nie miał dziś humoru... Tylko jedna wesolutka Alice opowiadała jakiś dowcip Eve, która udawała, że się śmieje. Powiedziałam 'hej', a w odpowiedzi dostałam kilka pomruków. Usiadłam. Spojrzałam przelotnie na Shane, który posłał mi słaby, jakby wymuszony uśmiech. Przeszło mi przez myśl, że może nie chce iść na tę randkę....
- Co się Wam wszystkim dziś dzieje? - zapytałam.
- O co Ci znowu chodzi, marudo? - odfuknęła Ali... 
- Widzę te miny. Oprócz Twojej facjaty, wszyscy wydają się być przygnębieni. 
- W naszej szkole był jakiś napad, czy atak.... Kij wie. - Szepnął Shane. 
- Jakaś dziewczyna została mocno pokaleczona, nie wiadomo dlaczego... - dodała Jenn. 
- Pani Bones powiedziała, że sprawcy pytali o nas... Mogą tu być w każdej chwili. - powiedział obojętnym głosem Louis... 
- Skąd Wy o tym wszystkim wiecie? - byłam zaskoczona, że coś mnie ominęło. 
- Jak Ty sobie leżałaś spokojnie w łóżeczku, przyszli wszyscy nauczyciele. - warknęła Ali. 
- Trenujemy wszystko dziś bardzo intensywnie... Tak naprawdę straciliśmy mnóstwo czasu, żeby się 'przyzwyczaić'. Jesteśmy nieprzygotowani. - stwierdziła Caro. 
- Lepiej zjedz porządne śniadanie. Będziemy najprawdopodobniej ćwiczyć do szóstej... Od ósmej.... - powiedział smutno Shane... 
- Shane... - szepnęłam. Posłał mi znaczące spojrzenie. Już nic nie powiedziałam.Posłałam mu pocieszający uśmiech. Nie odwzajemnił go.
Musiałam się tego dnia wziąć ostro do roboty. Po tej ostatniej wywrotce jestem mocno do tyłu. Shane miał mi pomóc to ogarnąć, ale nie było jeszcze okazji.
Stark mocno się za nas wziął. Myślałam, że zdechnę. Ale robiłam postępy. Przynajmniej będę umiała się choć trochę obronić. Na szczęście są jeszcze jakieś 'bronie'. Spluwy to na pewno. Ja pewnie nie będę mogła ich nawet dotknąć. Po co ja tu w ogóle jestem? Przecież ja się do tego kompletnie nie nadaję! Potem zajęcia z Bird'em. Podał nam te kody dostępu do kryjówek. Ale po co ja mam się kryć? Czy nie jestem tu właśnie po to, by walczyć, a nie uciekać? Blue rozmawiała z nami o emocjach związanych z daną sytuacją. Zauważyła, że mam jakieś wątpliwości, więc mnie o nie zapytała. Powiedziałam tylko, że nie chcę o nich mówić przy wszystkich, na co Alice dość znacząco prychnęła. Natomiast Skay podała nam wskazówki, jak się zachować, kiedy ktoś będzie ranny. Nauczyciele też będą walczyć, gdy oczywiście stanie się coś złego, np. napad.
Po zajęciach mieliśmy pół godziny przerwy. Ale ja nie miałam choćby chwili spokoju, bo zawołała mnie Blue... 
- Może teraz opowiesz mi o swoich wątpliwościach? - zagadnęła. 
- Po co?
- Chcę wiedzieć co Cię rozprasza.... 
- To miejsce. Ten tryb życia. To ryzyko. Po co ja tu w ogóle jestem?!
- Żeby nam pomóc - powiedziała spokojnie nauczycielka. 
- Ale ja się przecież do niczego nie nadaję! Zero siły, zero refleksu, zero jakichkolwiek umiejętności! 
- Zostałaś wybrana nie bez powodu. Przeszłość Twojej rodziny jest jednym z tych powodów... 
- Jak to przeszłość mojej rodziny? - mocno się zdziwiłam. 
- Twój ojciec.... 
- Co mój ojciec?! Chce Pani powiedzieć, że on też był w takiej grupie? 
- Owszem, razem ze mną, resztą nauczycieli, matką Eve i ojcem Caroline. 
- To niemożliwe! Mój ojciec?! Dobry? - nie mogłam tego słuchać! To było nie do pomyślenia! 
- Był najlepszy, Emily. - odpowiedziała z dumą pani Amelie
- Najlepszy?! Skoro był taki najlepszy, to czemu nas zostawił? No czemu?! - byłam coraz bardziej wściekła. Ledwo powstrzymywałam łzy ze złości... 
- Nie chciał Cię narażać na.... niebezpieczeństwo... - powiedziała wychowawczyni. 
- Niebezpieczeństwo? Proszę się nie wygłupiać! Zwykły egoista i tyle! - krzyczałam - nie można go nazwać najlepszym! Wie Pani, jak to jest, kiedy ojciec Panią zostawia? Nie wie Pani! Nic Pani nie wie! - wybiegłam z gabinetu. Miałam ochotę coś rozwalić. Przy wyjściu z domku stała Jenn, próbowała mnie zatrzymać. Odepchnęłam ją mrucząc coś o tym, że chce zostać sama i uciekłam. Biegłam tak szybko, że nawet nie wiedziałam dokąd biegnę! Łzy, które płynęły mi z oczu, dokuczały mi tak strasznie, że prawie nic nie widziałam. Dobiegłam do jakiegoś parku, usiadłam na pierwszą lepszą ławkę i zaczęłam ryczeć. Po prostu ryczeć. Nagle poczułam, że ktoś siada obok mnie. 
- Odejdź Jenn! - tylko tyle dałam radę powiedzieć. Ona nadal siedziała obok mnie nic nie mówiąc. Podniosłam wzrok i juz chciałam się wydrzeć, gdy zobaczyłam Zac'a. 
- Co Ty tu robisz? - warknęłam. 
- Przechodziłem obok, gdy zobaczyłem płaczącą dziewczynę. Pomyślałem, że przyda jej się wsparcie. Co się stało, mała? - odrzekł... 
- Nie ważne! Serio... 
- Mogę Ci jakoś pomóc?
- Chyba nie. - zaczął mnie intrygować. Czego on ode mnie właściwie chce? 
- Przestań płakać, proszę. Co powiesz na koktajl? - zapytał. 
- Nie mam ochoty. Zrozum... 
Nie zrozumiał. 
- No choooodź. - pociągnął mnie za rękę, po czym pociągnął za sobą. Wyciągnął z kieszeni chusteczki i podał mi je.
- Dzięki. Nie mam przy sobie pieniędzy, w ogóle jestem w jakimś okropnym dresie, cała poryczana, a Ty mnie do ludzi ciągniesz... 
- Weźmiemy na wynos. Ja zapłacę.
- Na prawdę nie trzeba... 
- Ale chcę. To zamiast kina.... - uśmiechnął się zawadiacko. 
- Dziękuję. Wypijemy i spadam do domu. 
- Dobrze. 
I tak piliśmy te głupie koktajle dobre dwie godziny. Nawet polubiłam tego Zac'a. Ale nie tak jak Shane'a. 
Zac odprowadził mnie do domu, chodź bardzo protestowałam. Poprosiłam go, żeby nie szedł ze mną pod same drzwi, bo Shane będzie wkurzony. Uszanował. to. Kiedy stanęłam na podjeździe doznałam szoku. To co mnie ominęło z pewnością nie było szaloną imprezą.... 

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział XVI

Tak, tak, wieemy. Wow kolejny rozdział. *.* Od rozdziału XX powinno być jeszcze ciekawiej. Tylko obserwujcie. Postaramy się dodać w miarę szybko, jak tylko Elvis będzie miała wenę. Miłego czytanka. ;)

____________________________________________________




Taak, następnego dnia miałam powiedzieć Shane'owi, gdzie i kiedy chcę iść na tę naszą RANDKĘ.
Miałam nadzieję, że wiemy o tym tylko ja i on. Dzień zapowiadał się dobrze. Shane miał przez cały ranek i przedpołudnie uśmiech przyklejony do twarzy i nie odrywał ode mnie wzroku. Zresztą ja miałam tak samo. Po lunch'u spotkaliśmy się w ogrodzie. Była piękna pogoda. Siedziałam pod drzewem i czytałam książkę. On stanął nade mną tak, że zasłaniał mi słońce.
- Ej, zasłaniasz mi słońce.
- Przepraszam- wydukał. Ja się trochę speszyłam. Usiadł obok mnie. - To wybrałaś jakieś fajne miejsce.?
- Szczerze mówiąc ... nie. Może Ty coś zaproponuj.
- Hmmm.. znam taką knajpkę, dwie przecznice stąd. Lubisz włoską kuchnię.?
- Jasne, uwielbiam. A kiedy.?
- Może jutro, mamy wieczór wolny, bo  pani Blue nie ma.
- Okey, więc o której. ?
- Pójdźmy o szóstej, to dobra pora, co.? Tylko nic nie jedz przed wyjściem.
- Haha, no dobra, to przyjdź po mnie do pokoju.
Shane poszedł, a ja wyobrażałam sobie naszą randkę.....
Siedzimy we Włoskiej knajpce...śmiejemy się. Po jakimś czasie Shane wyznaje mi miłość. Wracamy do domu i całujemy się, od tego momentu jesteśmy parą....
Aaah. To byłoby piękne. Wróciłam do czytania mojej książki, ale nie umiałam się skupić. Poszłam do domu. Wzięłam z kuchni szklankę soku i tabliczkę czekolady. Czekolada pomaga mi na stres, a stresuję się baaardzo. Idąc do pokoju spotkałam Jenn i Caro. Caroline nie zwróciła na mnie uwagi, ale Jenn to nadrobiła.
- Zamierzasz zjeść całą tabliczkę czekolady ? Bo jeszcze przytyjesz.
- Ha ha ha. Bardzo jesteś dziś zabawna. To na stres.
- A czym Ty się tak stresujesz dziewczyno.?
- Eee, jutrzejszym treningiem. Tak !
- Ehmm, no jasne. Jak nie chcesz powiedzieć, to nie. I tak się dowiem.
- A co mi tam. Idę na randkę z Shane'em. - powiedziałam szeptem.
- Aaaaa! Chyba pęknę ze szczęścia.! Em idzie na randkę z .. - krzyczała, ale nie zdążyła dokończyć bo zatkałam jej usta ręką.
- Ciii. Nie kumasz. ? Nie chcę żeby wszyscy wiedzieli.
- Przepraszaam, ale tak się tym jaram.
- To przestań ! Ja idę, postaraj się trzymać gębę na kłódkę.
- Dobrze, już. Okk. To do zobaczenia na spotkaniu.
- O której i z kim . ?
- O szóstej, ze Skay.
- No to narazie.- pożegnałam się.
Poszłam do pokoju i zeżarłam całą tą tabliczkę czekolady. Na szczęście Alice ucięła sobie drzemkę. Po spotkaniu ze Skay umyłam się i poszłam spać. Na jutro muszę być wyspana.



                                                                                Rozmuska.

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział XV

TAK BARDZO DŁUGO ;-;

Wiemy, bardzo, bardzo, bardzooo długo czekaliście na ten rozdział. Ale oto i jest. Do dupy, krótki ale zawsze ._.

____________________

Siedząc koło niego pragnęłam. Pragnęłam go. Dżizys, o czym ja myślę. No ale taka prawda. Shane jest naprawdę super chłopakiem. W dodatku jest przystojny. Bardzo, bardzo przystojny. Jedno ale odnosi się do jego siostry, która gdyby dowiedziałaby się o moich najskrytszych marzeniach, prawdopodobnie pocięłaby mnie na kawałki, po czym zakopała gdzieś daleko mówiąc Shane'owi że uciekłam na drugi koniec świata z jakimś Arabem lub kimś innym. Cóż, siostry to mu nie zazdroszczę ale wracając do niego. Był jej całkowitym przeciwieństwem. Był miły, koleżeński, szarmancki.
- Hej, może wybierzemy się na spacer? - zapytał.
- W sumie czemu nie? - odpowiedziałam, uśmiech pojawił mi się na twarzy. Ale nie tylko mi.
- Wiesz chciałem pogadać.
- Spoko. Lubię rozmowy.
- Okej, to co? idziemy?
- Ale że jak? Już? Teraz?
- No tak..chyba że masz coś innego do roboty? - spojrzał tym swoim zalotnym wzrokiem.
- Nie nie..chodźmy.
Wstaliśmy a potem skierowaliśmy się do drzwi.

Szliśmy polną dróżką. Słońce grzało a rośliny budziły się do życia. Lecz mnie zastanawiało tylko o czym chce ze mną rozmawiać Shane. Skoro trochę już o sobie wiedzieliśmy, może chciał się dowiedzieć więcej?
- Więc o czym chciałeś porozmawiać? - zagadnęłam.
- A w sumie to o niczym.
O niczym? Przecież sam mi powiedział że chce pogadać. Chyba zmienia zdanie gorzej niż baba z okresem.
- Nie. Stop. Wróć. -powiedział po chwili - Chciałbym o coś spytać.
- To nie mogłeś spytać w domu?
- A to źle że chcę być romantyczny? - stanęłam jak wryta.
- Chwila..bo zaraz pomyślę że chcesz mi się oświadczyć. - palnęłam.
- Oświadczyć może i nie. Ale chciałbym cię zaprosić.
- Okej, a mogę wiedzieć na co?
- Na randkę.
Osłupiałam. SHANE. CHCE. MNIE.ZAPROSIĆ.NA.RANDKĘ. NA RANDKĘ. SHANE. MNIE . NA RANDKĘ. OMGOMGOMG. (Typowa reakcja napalonej nastolatki).
- N-na ran-n-dkę?
- Tak. Sama możesz wybrać gdzie, kiedy. Ale proszę, zgódź się.
- Ja, ja..-nie wiedziałam co powiedzieć.
- Zgadzasz się? Proszę. - nalegał Shane.
- Tak. Dobrze.

Wróciliśmy do domu, a ja cała ogłupiała, szczęśliwa pobiegłam do swojego pokoju gdzie zastałam Eve i Alice przytulone do siebie (wyobraziłam sobie siebie i Shane'a na takim słodkim obrazku.)
- Czego? - rozwiała moje marzenia Alice.
- To także mój pokój co nie? - wyszczerzyłam się i wracając do marzenia padłam na swoje łóżko.
- Co Ty taka szczęśliwa? - zagadnęła Eve.
- A tak jakoś. W końcu wiosna. - posłałam jej szczery uśmiech w zamian dostając to samo i dodatkowo irytujący wzrok Alice.
Wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki chcą jeszcze bardziej ożywić się pod prysznicem.
- Ale z Was zakochańce - powiedziałam po czym zamknęłam drzwi łazienki.
- Spieprzaj - usłyszałam tylko pomruk Alice.

                                                                 Elvis

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział XIV

Sooorka za tak długą przerwę ale szkooła i obowiązki. No i jeszcze pisanie scenariusza..w każdym razie, postaramy się dodawać rozdziały częściej, zdecydowanie częściej
**
-Alice! - zawołał Shane
Gdy byłyśmy już na dole spojrzałyśmy w hol a tam stała Alice zalana w trzy dupy z jakimś chłopakiem....Chwileczke..Ja go gdzieś widziałam. Wiem! To Zac!
- Braciszku Ty mój najukochańszy - Alice chwiejnym krokiem podeszła do Shane'a - Ty nawet nie wiesz jak się bardzo stękniałam...stęskniełam...stęskniłam się! No właśnie!
A potem ruszyła w strone salonu. Niestety, ze skutkiem przewrócenia się przez kanapę. Upadła na nią i po chwili spała.
- Ja pitole - skomentował Shane.
- A Ty co tu robisz? Zane? Zac? Czy jak Ci tam? - zapytała Caro.
- Zac, no więc..zauważyłem Alice gdy jechałam ze sklepu. W takim stanie raczej nie wróciła by do domu, więc pomyślałem że jej pomogę.
-Chwileczkę! Skąd wiedziałeś gdzie mieszkamy?
- Alice miała w kurtce adres.
- Suuuper...obmacujesz moją siostrę zboczeńcu?! - Shane ruszył na Zac'a lecz zaprotestowałam
- Shane! On ją przed nimi uratował!
Shane popatrzył na mnie po czym odsunął się na swoje dawne miejsce.
-Faktycznie. Przepraszam. I dziękuje.
- Spoko..-odpowiedział.
Chyba wydawało mu się że może ktoś zaprosi go dalej, na jakąś kawę, herbatę ale na to się nie zanosiło.
-To ja...będę się zbierał. Dobranoc
- Narazie -odpowiedzieliśmy.
I wyszedł. Tyle go widziałam, nawet ze mną nie porozmawiał. Świnia.
Shane wziął Ali z kanapy i zaniósł do naszego pokoju. Eve natomiast przygotowała wodę, i postawiła koło łóżka. Potem przyniosła wiadro, każdy wie na co. A ja? Ja położyłam się spać. Widziałam jak Eve siedzi przy dziewczynie i głaszczę ją po głowie. Ona naprawdę ją kochała..tak..szczerze. Ah, gdyby tylko Shane wyznał mi miłość, mogłabym go pocałować. Stop. O czym ja myślę. Pierwszy baranek, drugi baranek, trzeci baranek...dup! OWCA! Czy to jakaś różnica??? Nie, o tym wolę też nie myśleć. Patrząc na dziewczyny oddałam się snu.
W moim śnie nie było nic. Wszystko wydawało się czarne. Pustka.Obudziłam się. Leniwie popatrzyłam na zegarek, 11.30. Szczęście że mieliśmy ''wolne''. Wstałam z łóżka.
- Hej. - powiedziała Eve ściszonym głosem, wchodząc do pokoju - sorry, nie chce jej obudzić.
- Cześć i jasne.
- Słuchaj, dziękuje za wczoraj. Za to że mnie wysłuchałaś no i wsparłaś.
- Nie ma za co, jesteśmy teraz prawie jak rodzina i musimy chyba sobie nawzajem pomagać, prawda?
- Tak ale mimo wszystko dziękuje - uśmiechnęła się a ja odpowiedziałam tym samym- to co? Idziemy na śniadanie?
_ Oczywiście! Tylko skorzystam z łazienki- odpowiedziałam.
Doprowadzenie się do pokazania ludziom zajęło mi ledwie 15 minut. Zeszłam na dół z Evie a tam każdy miał już przygotowaną miseczkę z płatkami i mlekiem.
- Hejo!- powiedziałam. Na co mi odpowiedzieli.
- FUJ! Skisłe mleko! - krzyknęła Carolina.
Wszyscy zaczęli się śmiać tak głośno że nie usłyszeliśmy schodzącej Alice.
- Ja pindole, ciszej, bo łeb pęknie. - powiedziała.
- No proszę, proszę siostrzyczko, my cię wszędzie szukaliśmy a ty w najlepsze się bawiłaś. Czekam na poważne wyjaśnienia.
-Dobra..ale ciszej. Po prostu spodobały się mi pewne spodnie więc stwierdziłam że rano pojadę do sklepu, i je kupię. Niestety je wysprzedali. Tak się złożyło że naprzeciwko jest nasz ulubiony bar i knajpa zarazem ''Mars of yesterday'' no to pomyślałam że zamówię tam sobie jakiś soczek ale nie zgadniesz kogo spotkałam. Sofie!. Sofie Danger. Wyobrażasz to sobie? N i jakoś potem tak wyszło..że niewiele pamiętam..
-Boże..Ali. Czy Ty nie rozumiesz co myśmy tu przeżywali? Eve popadła w depresje! - krzyknął Shane. A ja rozglądałam się właśnie za nią.
- Eve? - spytałam Ali.
- Tak? Eve. -  w tej chwili z kuchni wyszła wspomniana osoba.
- Mowiliście coś o mn..Alice? Wstałaś już! - podeszła do niej i przytuliła - bałam się o Ciebie.
Alice wzięła ją za rękę i pociągnęła do holu by nie rozmawiać bezpośrednio przy nas. Oczywiście ja, jak to ja, wychyliłam się trochę przez co mogłam je obserwować.
- Przepraszam za to.
- Już nie ważne. Nie rób tylko tak więcej, ja..
- Czekaj! Wiesz dlaczego tu Cię sprowadziłam, bo chciałam mieć trochę prywatności, ale jak mi się zdaję ktoś jest bardzo ciekawski. - powiedziała Ali i popatrzyła na mnie, Skąd ona to wiedziała???
- Eeee...sorryyyy..- i się ''skryłam''
Cóż, chyba przed Alice nie da się ukryć. Ale nadal coś słyszałam. Szepty.
- Kocham Cię, wiesz? - to była zdecydowanie Evie. No nareszcie. Nareszcie jej to powiedziała. Wiem że Ali to odwzajemni więc poszłam do salonu, i klapnęłam na kanapę. Gdy spojrzałam za siebie. Dziewczyny szły uśmiechnięte na górę, Ali cmoknęła Eve w policzek i tyle je widziałam. Kurczę, a ja znowu marzę o nim...o wilku mowa, właśnie usiadł koło mnie.

                                             Elvis

piątek, 9 listopada 2012

Rozdział XIII

No więc rozdział ten jest widziany z punktu Alice i Emily. Życzę miłego czytanka :3

Alice:

Leżałam na łóżku a do pokoju wróciła już Em. Myślałam że jeszcze trochę tam posiedzi u dziuni no ale trudno. Cóż, przyznam...wkurzała mnie. Bardzo. Przyczepiła się do mojego brata jak rzep psiego ogona. A w ogóle to co to za pomysł ze swataniem? Dla mnie oni pasują do siebie jak..jak zakonnica do Nergala. Ugh...po prostu no...no nie mogę jak tylko sobie o nich pomyśle.
Myślałam że pobyt tutaj będzie bardziej znośny. Jedyny plus to Evie. Chociaż? Tego też nie jestem pewna. Mogę coś do niej czuć ale ona i tak tego nie odwzajemnia. Widzę to. I czuje. Ah te problemy normalnej nastolatki...hahahahahahaha. Aż mi się chce z samej siebie śmiać. Ja i normalna nastolatka? No chyba nie.
Emily już raczej śpi, ja chyba też będę zasypiać. Mam wspaniały pomysł na jutro. Zakupy. Nowe spodnie które tak pięknie wyglądałyście na wystawie...nadciągam!

***
Rano wstałam wcześnie niż zazwyczaj. Chciałam być sama. Poszłam do łazienki umyłam się, ubrałam i byłam gotowa do wyjścia, jeszcze tylko....mam! Kluczyki od samochodu, co jak co ale ja mam wracać z zakupami do domu na pieszo? Wzięłam je, wyszłam z domu, odpaliłam samochód i w drogę. Galeria jeszcze nie byłam otwarta więc weszłam do pobliskiej kawiarni 24h i zamówiłam kawę.
Po jakieś godzinie pojechałam do galerii i buszowałam między ubraniami....

***
Emily:

Rano gdy wstałam Alice nie było już w łóżku, pospiesznie popatrzyłam na zegarek. Chwila...jest 7 a to dziwne...
Załatwiłam potrzeby, i na dół zeszłam przygotowana do nowego dnia. Wszyscy już siedzieli, no tak, przygotowanie się zeszło w godzinę. Ale nigdzie nie widziałam Ali.
- Siemka- powiedziałam a wszyscy odpowiedzieli pomrukami typu 'hej'.
- A Alice, co z nią? - spytał Shane a Eve od razu zwróciła uwagę.
- W pokoju jej nie było...-odpowiedziałam.
- To gdzie ona się podziewa?!- Shane wykręcił numer do niej i zadzwonił...- Nie odbiera.
- Hej spokojnie..może poszła na zakupy albo gdzieś do znajomych? - zapytałam Jenn a wszyscy ucichli.
Wzięliśmy się za śniadanie.
Po śniadaniu poszłam się jeszcze raz odświeżyć, posłuchałam trochę muzyki. Była 11.40. Czas wybrać się do mojej ukochanej babci.
Doszłam do jej domku w piętnaście minut. Zapukała i otworzyła mi uradowana starsza pani...
- Oh witaj kochanieńka!- uściskała mnie.
- Cześć babciu..tęskniłam.
- Ja też, wchodź, upiekłam Twoje ulubione pierniczki.
- Ahh...już czuje ten wyśmienity zapach- weszłam do środka a babcia poczęstowała mnie herbatą malinową i pierniczkami.
Gadałyśmy o przeróżnych sprawach ale nie otwierałam się przed nią za bardzo. Wiedziałam że nie mogę. Nikt nie mógł. Ale za to spędziłam miłe popołudni i wieczór.
Do domu wróciłam ok. 20.00. Wszyscy byli w salonie a Shane był niewiarygodnie zdenerwowany.
- Co się dzieje? -zapytałam.
- Alice jeszcze nie ma. Od rana a nawet nie możemy się do niej dodzwonić.-odpowiedziałam Eve.
- Kurczę....może zacznijmy jej szukać co? -zaproponowałam a towarzystwo się zgodziło. Jedynie Jenn i ja miałyśmy zostać w domu na wypadek gdyby wróciła.
Gdy wszyscy poszli Jenn zapytała mnie:
- Nie sądzisz ze w sumie bez Alice byłoby lepiej. może zjadły ją wilki?
- Przestań! Dobrze wiesz że tak się nie stało....muszą ją odnaleźć, może nie jesteśmy nawet kumpelami ale to w końcu siostra Shane'a
- Aaaaa...no tak.
Po godzinie do domu wróciła Caro z Louisem a po 2, Eve i Shanem. Bez Ali. Eve była roztrzęsiona.
- Nie ma jej nigdzie...- powiedział Shane.
- A jeśli coś jej się stało? Jeśli ją porwali? -zaczęła Caroline.
- PRZESTAŃ! DO CHOLERY!- krzyknęła Eve i szybkim krokiem znalazła się na górze. Słyszałam tylko trzaśnięcie drzwiami.
Wszyscy zamilkli..
-To może....może ja z nią porozmawiam?-zapytałam
- Spróbuj...
Poszłam na góre i zapukała do ich pokoju gdzie pewnie znajdowała się Evie.
-Eve, otwórz, porozmawiajmy..
Drzwi się otworzyły a przede mną stała zapłakana Evie. Od razu ją do siebie przytuliłam a ona wtuliła się we mnie.
- A jeśli...jeśli..onaaa jeśli się jej coś stało? - po czym rozpłakała się jeszcze bardziej
Usiadłyśmy na łóżku. Naprawdę było mi jej żal..
-Spokojnie.Dobrze wiesz jaka jest Ali, nic jej nie jest..- sama w to ledwo wierzyłam ale musiałam ją jakoś pocieszyć.
- Ale..a jeśli jednak? Ona uważa że ona mnie nie obchodzi, że jest dla mnie obojętna. Może i przez jakiś czas nie wiedziałam czy do niej coś czuje, ale teraz wiem. I wiem ze ją kocham i....a jeśli nigdy już jej tego nie będę mogła powiedzieć? -Eve popatrzyła na mnie załzawionymi oczami..
-Będziesz mogła, obiecuje. - i znowu ją przytuliłam. Posiedziałyśmy tak w sumie godzinke rozmawiając o Alice.
Ale nagle usłyszałyśmy jak dolne drzwi się otwierają i głośny huk.
Szybko wybiegłyśmy z pokoju i zbiegłyśmy po schodach...
______________
Coś się dzieje przynajmniej co nie? XD
                Elvis
P.S. Dla tych którzy wyczekują mojego Frerarda...jest on w planach. Jeszcze nie wiem o czym będzie ale wkrótce się dowiecie :3

środa, 7 listopada 2012

Rozdział XII

                                        Rozdział XII

Szliśmy przez chwilę w ciszy. Dotarliśmy pod drzwi domku nauczycieli. Puściliśmy ręce i weszliśmy do środka. Zobaczyłam jak Louis całuje Caro w nos. Słodko.Chyba wreszcie się pogodzili. Nie wiem czy dobrze, ale słyszałam, że Caroline zrobiła mu awanturę o to, że spędza z nią za mało czasu.Cóż.., nie moja sprawa.  Popatrzyłam w stronę okna. Jenn stała odwrócona do mnie plecami. Odchrząknęłam. Ona aż podskoczyła, odwróciła się i zrobiła skruszoną minę.
Podeszłam do niej, a ona zaczęła skakać i piszczeć z radości. ! 
- Udało się, udało.!- popiskiwała. Miałam ochotę ją uderzyć.
- Oficjalnie nie jesteśmy parą.
- Jak to nie.? Szliście za rękę.! - usłyszałam jak Alice prychnęła i poszła z Eve do Shane'a. Chciałam zobaczyć o co cho... ale Jenn mi nie odpuściła.

- No tak, ale nie jesteśmy parą. Nie wiem jak to będzie. 
- Ojj, Em , nie wygłupiaj się i przyznaj swojej przyjaciółce, że jesteście parą.
- Do jasnej cholery, Jenn. !! - zdenerwowałam się. Wtem do pokoju wparował Bird i zaczął mamrotać jakieś przeprosiny, bo się spóźnił. 
-Witajcie dzieci.! 
- Dzień-do-bry. !- krzyknęliśmy chórem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, dobra. Zaczniemy od tego domu. Od dołu do góry. Okey.?
-  Tak , panie Bird. - podążyliśmy za nim do piwnicy. Nie znoszę piwnic. ! Dotarliśmy do ściany bardziej wysuniętej do przodu od reszty. Kurczę,no ! Przecież każdy jakby szukał tajnej kryjówki by się połapał, że będzie w takim miejscu. Ludzie..! I w tym momencie Bird mnie zaskoczył. Zwróciliśmy się tyłem do tej części ściany. Psor zrobił 12 kroków w przód i trzy kroki w lewo (schody są po prawej), stanął przed jakimś metalowym urządzeniem sięgającym do sufitu. Nagle wysunął jakiś "kalkulator", wstukał tajny kod i drzwiczki się otworzyły. Usłyszałam tylko swój głos: "O matko!" Wszyscy spojrzeli na mnie. 
- No co.? Nigdy nie pomyślałabym, że w takim gracie jest tajna kryjówka. 
- O to właśnie chodzi, Em.- powiedział Bird i zachichotał. 
Zrobiłam się czerwona jak burak. Nie widziałam tego, ale to czułam. Zeszliśmy po wąskich stopniach w dół. Sądzę, że było to jakieś 5/7 metrów pod piwnicą. Doszliśmy do kolejnych drzwi. Tylko te były jak do sejfu. Znów Bird wbił jakiś kod i wpuścił nas do ogromnego pomieszczenia. W niczym nie przypominało to normalnej kryjówki. To była luksusowa kryjówka.! Telewizor 36-calowy, lodówka, radio, super kanapa. Bird zaczął coś gadać o tej kryjówce, a ja oglądałam i się zachwycałam. Z niezbyt wysokiego sufitu zwieszały się całkiem nowe lampy z żarówkami energooszczędnymi. Ściany były pomalowane na żółto, by ożywić wystrój. Czarna kanapa i fotele świetnie kontrastowały z kolorem ścian. Telewizor na ścianie, a po lewej drzwi. Dokąd.? Podeszłam bliżej... do łazienki. ! O! EM ! GJE ! Jaki wypas. Pachniało w niej kwiatami. Z tego co zauważyłam to była sól do kąpieli o zapachu kwiatowym. Dotknęłam ręczników na ściance obok wanny. Miękkie i ... przytulne. Wyszłam z łazienki, poszłam do następnych drzwi, które były nieco dalej. Była to kuchnia. Tylko dlaczego w "salonie" też była lodówka.? Może tam na przekąski i napoje podczas oglądania telewizji. Kuchnia była czarno-czerwona. Wyszłam i ... jeszcze kolejne drzwi ? Okey. To była mega, wypasiona sypialnia. Ogromniasta szafa i łóżko... + jeszcze jakieś jedno mniejsze ale również robiące wrażenie. Usłyszałam, że ktoś mnie woła. Poszłam szybko i zobaczyłam, że znów się wszyscy na mnie gapią.
- No co.?
- Idziemy dalej. Nie chcesz zobaczyć innych kryjówek.? - zapytał pan B. 
- Jasne, że chcę. - kłamałam, choć nie do końca. 
Poszliśmy na pierwsze piętro i na korytarzu wisiał portret jakiegoś mężczyzny z dużym nosem. Okazało się, że przyciskając nos tego gostka otwiera się tajne przejście. Potem w sali do ćwiczeń wchodziło się za ogromny materac przy ścianie. W naszym domku coś mnie zaskoczyło, bo przejście było w kuchni. Tyle razy przechodziłam obok dziury w ścianie i nigdy nie zauważyłam niczego dziwnego. W dziurze był guzik otwierający przejście w podłodze. Wszystkie kryjówki były ciekawe, ale ta pierwsza najbardziej mnie zachwyciła. Po dniu oglądania zjedliśmy obiad. Po obiedzie nie czułam się wogóle na siłach, by cokolwiek robić. Na szczęście był piątek. W sobotę miałam czas dla babci. Zadzwoniłam do niej : 
- Hej, babciu.
- Cześć, Emily, Dlaczego dzwonisz, słońce.?
- Chciałam się spytać, czy te moje odwiedziny mogłyby być jutro.?
- Oj, skarbie, to świetny pomysł. A o której.? 
- Co powiesz na 12.00.?
- Dobrze, mała, dobrze. To do zobaczenia. !
- Pa, babciu.
Odłożyłam telefon. Do pokoju weszła Alice i Eve. 
- Hej może wybrałabyś się do Jenn.? - spytała.
- Jestem padnięta. A czemu.? 
- Bo chciałybyśmy mieć trochę prywatności. 
- Ahaa. Dobra, idę. Róbcie to, co macie robić. 
- Haha. śmiesznaś . Narka.- powiedziała Ali
- Pa. - poszłam do Jenn. Pogadałyśmy , pośmiałyśmy się. Caro była u Louisa. Już nie czułam takiego zmęczenia. Około 20.00 Eve wróciła do pokoju cała w "skowronkach" . Poszłam do siebie. Padłam na łóżko i po 15 minutach wsłuchiwania się w odgłos płynącej wody... zasnęłam. To był długi dzień. 


____________________________________

 Okey jednak dodałam dziś. Taka wena , Następne rozdziały napisze Elvis. Myślę, że się  podobało.     Pozdrawiam . Powodzenia w szkole. Myślę, że ocenki nie złe. ^^ 
                                                                                             Rozmuska ^^ 

Rozdział XI

                                        Rozdział XI

Obudziłam się wcześnie rano. Nie patrzyłam na zegarek. Poszłam do łazienki się umyć i ubrać, bo nie umiałam zasnąć. Jak skończyłam zeszłam na dół. Oczywiście wszystko po cichu, by nikogo nie zbudzić. Usiadłam w kuchni na krześle i uśmiechnęłam się na widok kwiatów w wazoniku na stole. Urocze. Od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Głowa już nie bolała. Dopiero wtedy spojrzałam na zegarek. Była 4.50. Matko. !!  Wymyśliłam sobie, że trochę posiedzę, a potem zrobię śniadanie. Miałam nadzieję, że  na spacer, który odłożyliśmy na potem przejdziemy się dziś. Nie wiedziałam tylko o czym byśmy rozmawiali. Zamyśliłam się tak, że nie zauważyłam kiedy minęło tyle czasu. Była 6.10. Zacznę robić to śniadanie. Zajrzałam do lodówki. Mnóstwo jajek, jogurty i wędliny do kanapek. Mleko też się gdzieś znalazło. Postanowiłam zrobić omlet na słodko. Jajka , cukier itd.  Położyłam na talerzu  14 omletów. Jak ich nie zjedzą na śniadaniu to może na kolacji. Wyjęłam 7 jogurtów z lodówki. Głównie były truskawkowe i waniliowe. Pomyślałam, że gdyby ktoś nie miał ochoty na omlet to zrobię kilka kanapek. Kanapki z samą szynką oraz z  szynką i pomidorem, bo wiem, że Eve jest uczulona na pomidory. Zrobiłam herbatę z cytryną i postawiłam na stole razem z jedzeniem. Usłyszałam, że ktoś schodzi. Sądząc po kłótni, która w tym czasie trwała były to Jenn i Alice. Jakież to dziecinne i normalne z ich strony. Wlazły do kuchni i umilkły. Spojrzały na siebie, skrzywiły się i przywitały ze mną.
- Jeej. Emily zrobiła śniadanie. 

- Dziś była nasza kolej. - oburzyła się Jenni, ale zaraz rozchmurzyła, bo zdała sobie sprawę, że nie musiała go robić. - Dzięki, Em . 
- Nie ma sprawy. Wstałam przed piątą i mi się trochę nudziło. Pomyślałam, że zrobię omlety. 
- Brzmi smacznie. Na słodko czy słono. ? - Jennifer wyglądała jak pies, któremu ślinka cieknie.
- Na słodko. 

- Ooo, to jeszcze lepiej.
- No. - mruknęła Ali.
Powoli zaczynała schodzić się reszta. Pomyślałam o syropie klonowym, ale to przecież nie są naleśniki. A zresztą, jak będą chcieli to sobie wezmą.
- Hej , naleśniki .! A gdzie syrop klonowy. ? - Louis wyglądał na oburzonego. 
- Po pierwsze to nie naleśniki tylko omlety. Po drugie jeśli chcesz syropu, to sobie przynieś.- burknęła Alice.
- Nie naleśniki.? Ooo. - Tym razem to był Shane. -A kto robił dziś śniadanie.?
- Emily robiła śniadanie. - ryknęła z drugiego pokoju Jenn. Musiała pójść po Eve. Chyba już do nas zmierzała. Kiedy weszły do kuchni Eve i Alice popatrzyły na siebie znacząco, po czym Alice mrugnęła do Eve.

- Emily.? A nie miała być kolej Twoja i Alice.? - spytał Shane.
- No niby tak, ale Em nas wyręczyła. 

- Spoko. 
Wszyscy siedli do stołu. Zauważyłam, że chłopaki i Jenn wzięli po dwa omlety. Cieszę się. Za to Ali nie wzięła wcale. Wypiła tylko jogurt i zjadła kanapkę z pomidorem, uprzednio pozbywając się z kanapki szynki. Umyła za sobą talerzyk i wyszła. Zapytałam Jenn, o co się kłóciły. 
- No, bo powiedziała mi, że w tej bluzce wyglądam jak lafirynda. Wkurzyłam się i zaczęłyśmy się kłócić.
- No , to było wredne. - powiedział Louis.
- Hej , ludzie, a mamy zajęcia dziś z Kick Boksing'u czy co innego. ? - zmieniłam temat. 

- Dziś mamy lekcję z systemu obronnego. Pan Bird pokaże nam wszystkie tajne skrytki, a niedługo potem poda do nich kody. Super co nie.? - Shane się wczuł. 
- To super. O której.? 
- O 9.00. U nich w domku. Wszyscy wiedzą gdzie to.? -zapytał Louis.
Wiedziałam. Po drugiej stronie placu jest domek naszych nauczycieli. A na środku placu stała wielka stodoła. Tak naprawdę to sala do ćwiczeń , zwana przez nas "gimnastyczną". Nasz plac nie był mały. Nie wiem ile to metrów kwadratowych, ale na 100 % wiedziałam, że większy niż dwa place domków jednorodzinnych razem wzięte. 
- Kto idzie ze mną.? - zapytał Shane.
- Ja mogę. - palnęłam. Uśmiechnął się. 
- Sorka ale my mamy coś do załatwienia, prawda.? - spytała Jenn. Już reszta miała pokiwać głowami, że nie kiedy spojrzała na nich wymownie. Od razu wrzasnęli chórem:
- Tak , właśnie. - Jenni uśmiechnęła się triumfalnie. O co jej chodzi.? Ale przynajmniej będziemy sami. 

Poszłam do pokoju i się przebrałam. Ruszyłam na dół i właśnie mnie olśniło. Już wiedziałam , czemu Jenn tak zrobiła.! Chciała żebym była sama z Shane'm. To dziwne uczucie, ale miłe. Spoko. Poszłam na dół. zobaczyłam, że wszyscy już wychodzą. Tylko Shane stał w miejscu i czekał. Podeszłam do niego. 
- Idziemy.? 
- Jasne. - odpowiedział. 
Pogadaliśmy o tym jak się czuję i wogóle.Potem zapytał : 
- Wiesz, że Jenn i reszta chcą nas zeswatać. ? - Yyy. Co powiedzieć? Nie zdążyłam dobrze pomyśleć już palnęłam:
- Jasne, że wiem. Zorientowałam się po śniadaniu.
- To może zróbmy tak żeby ich trudy nie poszły na marne.? 
- Chętnie.
Uśmiechnął się. Dalej szliśmy już za rękę.


______________________________________________________

Siemka. Sorki wielkie,że tak długo. Niestety, szkolne obowiązki. Następny rozdział już niedługo. Sądzę, że jutro. Cieszy mnie to, że jesteście tacy cierpliwi. Haha. ^^       Do następnego. ; )
   

                                                                                             Rozmuska. ^^   

niedziela, 2 września 2012

Rozdział X - Dzień blogów

                               
                                             Rozdział X 

 Bardzo rażące światło ... błysnęło mi w oczy. Po chwili zorientowałam się, co widzę. Były to włosy odbijające światło słońca. Znów ta postać. Kim on jest. ? Zaczęłam podchodzić bliżej. Znalazłam się zaledwie dwa metry od tajemniczego faceta. W pewnym momencie zaczął się obracać. Podszedł do mnie. Ujął ręką moją twarz i pogładził palcem po policzku. Jego miękka dłoń pieściła moją skórę. Zaczął zbliżać swoją twarz, ku mojej. Przybliżyłam twarz jeszcze bliżej, by Shane mógł mnie pocałować.  Kiedy już miał dotknąć wargami moich warg .... usłyszałam straszliwy hałas. Ten jazgot przypominał mi dzwonek telefonu. 
"Twoja stara ..... zapier*ala ..... " Dzwoni mama. Dlaczego ja właściwie mam ten dzwonek...? Ahaaa. Zapomniałam go zmienić po ostatniej kłótni i ciągle to odkładam. Spojrzałam na zegarek. Szósta rano.!! Co Ona chce. ? Stwierdziłam, że nie uda mi się wrócić do tego pięknego snu i odebrałam telefon.
- Halooo. ? 

- Hej , skarbie. Co u Ciebie.?
- Dobrze, mamo. Ale dlaczego dzwonisz o szóstej rano. ??
- Ohh, Em. Myślałam, że będziecie musieli dużo wcześniej wstawać na te wasze zajęcia. 
- Tak, mamo.  Śniadanie mamy o ósmej. 
- Wybacz mi, Em. Ale przy okazji. Jak się bawisz. ? 
- Ojj, bardzo dobrze.  Nowe koleżanki i koledzy. - Jeden z nich mnie nienawidzi. Ale to zostawiłam dla siebie. Ah ta mama. Zawsze troskliwa. 
- Cieszę się, skarbie. A z kim masz pokój. ? 
- A z taką dziewczyną. Nazywa się Alice Way. - Popatrzyłam na łóżko Alice. Było puste. Pewnie jest w łazience. 
- Oh.. pozdrów ją ode mnie. 
- Dobrze, mamo. A Ty pozdrów ode mnie babcię.
- Okey. Daję Ci już spokój, Poleż jeszcze. Pa, mała. 
- Papa, mamuś. 
Odłożyłam telefon na szafkę nocną i klapnęłam na poduszkę. Popatrzyłam w stronę łazienki. 
- Alice. ? 
Nie ma jej. Może poszła do Shane'a lub do Eve. Nieważne. Wstałam. Wzięłam ciuchy i poszłam do łazienki się przebrać. Na razie jeansy i t-shirt. Na trening muszę ubrać ten koszmarny dres, który dostałam kiedyś od cioci Sofie. Ciocia Sofie to siostra mamy. Nigdy nie miała gustu. Ale trudno. Muszę kupić coś nowego. 
Spięłam włosy w koński ogon i umyłam zęby. Umyję je też po śniadaniu.  Postanowiłam, że nie będę nudzić się w pokoju i pójdę na dwór. A po siódmej do Jenn. Trzeba ją obudzić. Po cichu zeszłam po skrzypiących schodach. Sięgnęłam po klamkę i nacisnęłam. Co do jasnej .... ?  Zamknięte. ?  To jakieś żarty. A jakbym chciała o szóstej rano pobiegać przed treningiem.? Drzwi otwierają o wpół do ósmej. ? Trochę porąbane. Dobraa, idę zobaczyć, czy dziewczyny śpią. Mijałam kuchnię, gdy usłyszałam cichy chichot. To pewnie Alice i Eve. Pewnie Jenn i Caroline jeszcze śpią. A zapukam po cichu, jak nie otworzą to pójdę do siebie. Weszłam cicho po schodach i podeszłam do pokoju Jenn. Zapukałam cicho dwa razy. Po chwili otworzyła mi wesolutka Jennifer. Wcześnie wstała.
- Hejka. Nudzi mi się. Idziesz do mnie.? - wyszeptałam.
- Czemu szepczesz. ? My nie śpimy. Ale spoko, idziemy .! 
Poszłyśmy do mojego pokoju. Jenn zaczęła znów nadawać na Alice. Ona nie jest taka zła. W końcu jej to powiem. Siedziałyśmy i gadałyśmy do za piętnaście ósma. Poszłyśmy pomóc nakryć do stołu. Alice i Eve już grasowały po kuchni. Przygotowywały śniadanie. Kilka kanapek i jajecznicę. Poczułam się głodna. O ósmej wszyscy usiedli do śniadania. Śmiali się , gadali i chichotali wszyscy, prócz mnie. Od czasu, do czasu spojrzałam na Shane'a i zastanawiałam się, dlaczego to On mi się przyśnił. Owszem , jest przystojny. Ale nigdy by się mną nie zainteresował. Jeszcze dziś idziemy na spacer. Pięknie. Po śniadaniu przebrałam się w ten koszmarny dres i pobiegłam do sali gimnastycznej. Pan Stark tłumaczył coś Louis'owi. Kiedy wszyscy już przyszli , pan Stark przemówił : 
- Witam. Dziś zaczniemy pierwszy, wspólny trening od Kick-Boksing'u. Ale najpierw trochę się rozgrzejemy. 
Po rozgrzewce pokazał nam kilka technik. Kazał mi ćwiczyć z Shane'em , bo Jemu dobrze szło, a mnie ... nie. W pewnym momencie, ktoś podłożył mi nogę. Prawdopodobnie Louis. Upadłam na matę i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Zakręciło mi się w głowie. W jednej chwili czułam spadanie, a w drugiej już nic nie czułam. Pogrążyłam się w ciemności. Ocknęłam się w moim łóżku. Na czole miałam worek z lodem. Pani Skay pochylała się nade mną. Gdy zobaczyła, że otworzyłam oczy, powiedziała:
-No, nasza królewna się obudziła. Boli Cię głowa.? 
- Tak, trochę. Ile tu leżałam. ? 
- Cztery godziny. I resztę dnia jeszcze poleżysz. Masz na coś ochotę.?
- Czy mogłabym poprosić o szklankę wody.? 
- Jasne. Proszę.
- Dziękuję.
Wypiłam pół szklanki wody. Zapamiętałam, że leżałam na macie i pan Stark krzyczał : " Shane, biegnij po panią Skay. Już. ! " Właśnie, a co ze spacerem.!?  Byłoby dobrze gdyby ktoś do mnie przyszedł. Nie chcę tu leżeć z panią Skay. Jak na życzenie, powiedziała : 
- Ja Cię zostawię, a Ty odpoczywaj. Jakbyś czegoś potrzebowała, wołaj. 
- Dobrze i dziękuję.
- Nie ma sprawy, Emily.
Kiedy wyszła podniosłam się, by usiąść. Poczułam okropny ból w skroni. Położyłam się z powrotem. Ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę. - Był to Shane.
- Hej. Wszystko okey. ? 
- Tak, jasne. Siadaj. - pomyślałam, że odmówi, ale usiadł. 
- Wszyscy się przeraziliśmy, kiedy zaczęłaś tracić przytomność. Boli Cię głowa, potrzebujesz czegoś.? 
- Nie, dzięki. Wszystko okey. Potrzebuję tylko kogoś do towarzystwa. 
- Oto jestem. 
- No tak. A co z naszym spacerem.?
- Przełożymy go na kiedy indziej. Aż poczujesz się lepiej. 
- No dobrze. A co będziemy robić na tym spacerze.? - Całować się. ! Co. ? Odbija mi.? Jak ja mogłam o czymś takim pomyśleć.?  Źle ze mną. !
- Rozmawialibyśmy. Chciałbym Cię lepiej poznać.  Dowiedzieć się czegoś o Tobie. 
- A co na przykład chciałbyś wiedzieć. ? 
- Najprostsze rzeczy. Jaki kolor lubisz najbardziej. ? 
- Rzeczywiście proste. Czarny i czerwony. No, a ty. ?
- Czarny. I zielony. 
- Nieźle. Jeszcze coś.?
- Cóż ... może ... jakiej muzyki słuchasz. ? 
- Trochę rock i rap. A ty .? 
- Metal. I rock, czasem się zdarzy.
- Fajnie.
- Mamy ze sobą choć trochę wspólnego. Hobby.? 
- Gram na gitarze. Ale nie mam jej tu. Czasem piszę wiersze i piosenki. A Twoje hobby. ? 
- Gram w koszykówkę i trenuję sztuki walki. 
- Przez to jesteś taki dobry. Ja nigdy nie miałam styczności z kick-boksing'iem. Bardziej z karate. Chodziłam na zajęcia. Dwa tygodnie , ale zawsze. 
- Haha. No cóż. Mogę Ci pomóc opanować niektóre techniki. 
- Cóż ... byłoby super.
- Nie wiemy jednak, kiedy Stark pozwoli Ci trenować.
- To On chce mi zabronić. ? 
- Nie chce Cię tak szybko brać z powrotem. Bo zakręci Ci się w głowie i znów zemdlejesz. Tak z dwa dni przestaniesz trenować. Potem mogę Ci pomóc nadrobić. Zgoda.?
- No pewnie. 
- Okey. Wracaj do formy. Niestety muszę już lecieć. Zaraz będzie obiad. Na pewno ktoś Ci go przyniesie. Ja zrobiłbym to chętnie ale umówiłem się z Louis'em , że pójdziemy pobiegać. 
- Nie ma sprawy. A wiesz kto mi podłożył wtedy nogę.? 
- Nie wiedziałem, że ktoś Ci nogę podłożył. Spróbuję się tego dowiedzieć. Muszę lecieć , pa. - Nachylił się i pocałował mnie w czoło. Jaki On słodki.
- Papa. 
Wyszedł. Wstałam z wielkim trudem i poczłapałam do łazienki. Poczesałam włosy i w pewnym momencie, aż jęknęłam z bólu. Musiałam uderzyć głową poza matę, bo wyczułam z tyłu głowy ogromnego guza. Bolał jak cholera. Ale wzięłam się w garść, zacisnęłam zęby i poszłam na obiad. Kiedy zeszłam zapadła cisza. W jednej chwili Jenn zapytała : 
- A ty dlaczego nie w łóżku. ? 
- Przyszłam na obiad.
- Nie powinnaś leżeć.? 
- Powinnam, ale jestem głodna. 
- Okey. Siadaj. 
- Dzięki. I smacznego. 
- Smacznego. - krzyknęli wszyscy chórkiem. 
Obiad zjadłam wsłuchując się w rozmowy całej reszty. Kiedy popatrzyłam na Shane'a , on uśmiechnął się do mnie, po czym puścił oko. Jest taki fajny. I  potrafi człowieka pocieszyć. Kiedy zjadłam poczłapałam na górę. Założyłam słuchawki , położyłam się na łóżku i nim się zorientowałam .... zasnęłam. 

_____________________________________________

No hejka.! Myślę, że ten rozdział Wam się spodobał. Napisałam go dziś, bo jest ku temu okazja. Dziś jest Dzień Blogów. ! xD   Kolejny rozdział będzie prawdopodobnie w weekend, bo niestety  zaczyna się szkoła. ; /   Wszystkim uczniom, na pierwszy dzień szkoły życzę powodzenia . !  I żebyśmy Wszyscy wytrzymali kolejne 10 miesięcy męczarni.  Pozdrawiam. ! 

                                                                                      Rozmuska. ^^ 

piątek, 31 sierpnia 2012

Rozdział IX

                                                      
                                                      Rozdział IX



Kurdeee, przystojny. Muszę się opanować. Ale nic nie poradzę.
- Nie no , spoko. - udało mi się coś wydukać.
- Pomóc Ci może.?
- Nie , nie trzeba.
- A może jednak. ?
- Okey. Tylko tu nie ma nic do zrobienia. Tylko włożyć naczynia do zmywarki. 
- To ja może zrobię herbatę. ? Jeśli masz ochotę. Posiedzimy , pogadamy. - Ahh. Jakież to słodkie.
- No jasne, chętnie. A wogóle jestem Emily .
- Tak, wiem. A ja jestem Shane. - Wie. Jeej. !! Z czego ja się tak cieszę. ?
- Tak, wiem.
Shane nastawił wodę w czajniku elektrycznym. Wyjął dwa kubki i wrzucił do nich woreczki z herbatą.
Po kilku minutach woda zagotowała się. Shane wlał ją do kubków, wyjął z szufladki łyżeczki, z półki zdjął cukierniczkę i wszystko postawił na stole. Kiedy skończyłam włączać zmywarkę usiadłam na stołku, naprzeciw Niego. Jego włosy odbijały światło bijące z okna kuchni. Popatrzył na mnie i się uśmiechnął. A potem Jego uśmiech przygasł, po czym zapytał :
- Jak się czujesz z tą sytuacją. ?
- Z tym, że muszę nauczyć się walczyć , by obronić tę szkołę. ? Dziwacznie. Tak z dnia, na dzień to wszystko spadło na nas. Bez sensu. A ty . ? Jak Ci z tym. ?
- Czuję się przytłoczony. Zmieniać zamieszkanie. Ale czuję się zaszczycony, że spośród tylu uczniów ... wybrano mnie.
- No tak, nie dziwię się im. Ale czemu ja. ? Nie mam żadnych kwalifikacji do tego zadania.
- Ojj, na pewno jest w Tobie coś wyjątkowego. Nie wybraliby Cię bez powodu. - Wow. Niezły jest.
- Tak uważasz. ?
- No jasne. Wydajesz się interesująca. Za mało o Tobie wiem. Skąd jesteś. ?
- No cóż ... urodziłam się tu, w New Jersey. Kiedy miałam 10 miesięcy tata od nas odszedł, więc wyjechałyśmy z mamą do Nowego Jorku. Tam mieszkałam przez 6 lat. Później mama straciła pracę. Musiałyśmy wyjechać. Jeździłyśmy przez całą Amerykę. Byłyśmy w prawie wszystkich stanach. Aż znowu trafiłam tu.
- A Twoje poprzednie miejsce zamieszkania. ?
- Cóż ... Floryda. Miasto Venice. Nie było źle.
- No ... chyba o nim słyszałem. Świetna plaża, dużo bogatych ludzi.
- Ojj, nie myśl sobie, że jesteśmy z mamą bogate. Mieszkanie załatwił nam jej szef, ale i tak nie wyrabiałyśmy z kasą. W końcu musiałyśmy się przenieść. Mama postanowiła wrócić na stare śmieci. 
- Widzisz, gdybyś mieszkała tu cały czas ... dawno byśmy się poznali. - A to byłoby świetne.
- No tak. Mój pech. Hehe. A może teraz ty coś o sobie opowiesz. ?
- No więc... pochodzę stąd, z New Jersey. Moją siostrą jest Alice. Nasza mama zmarła kiedy mieliśmy po 3 lata. Teraz mieszkamy z ojcem. 
- Ojj, przykro mi z powodu mamy.
- Tak. Nam też.
- Pewnie jest Ci ciężko. 
- Tak. I to nie wiesz jak bardzo. Opowiedziałbym  Ci więcej, ale za mało się znamy. 
- Oh. No jasne.
- To może wyskoczymy jutro na spacer. ? Poznamy się lepiej i wogóle. ...- Tego się nie spodziewałam. Ale się cieszę. 
- Jasne, czemu nie. ? 
- To co idziemy po obiedzie. ? 
- Okey, nie ma sprawy. 
- Cieszę się. Muszę już lecieć, bo Louis dostanie szału. Nie poukładałem swoich rzeczy. On ma fioła na punkcie porządku.
- Jasne. Leć. Do zobaczenia na kolacji. 
- Papa. 
Umyłam szklanki. Poszłam do siebie, Alice wciąż nie wróciła ze spaceru z Eve. No to mam czas dla siebie. 
Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Była to Jennifer. Powitałam ją uśmiechem. 
- No nareszcie jesteś. Jak tam pogaduchy z naszym "Panem Przystojnym" ? 
- Skąd wiesz, że z nim rozmawiałam. ? 
- Wszyscy to wiedzą, mycha. Nawet Alice i Eve. 
- Co .? Ich przecież nie było.
- Ojj były. To one nam powiedziały. Byliście tak zagadani , że nie zauważyliście jak wchodzą. - Tu mnie zaskoczyła. Nie słyszałam , jak wchodziły.
- A teraz gdzie są.? 
- U nas w pokoju.  Oglądają jakiś film.
- A my. ? Co robimy. ? - Miałam nadzieję, że powie "Wypad na miasto" i rzeczywiście. Ale nie koniecznie tak samo.
- No cóż. Wybywamy na miasto. Co powiesz na mały "obchód sklepów". ?   Mamy 4 godziny do kolacji. Potem ma być jakaś zbiórka. Ale tym się nie przejmujmy. 
- Okey. Możemy iść. Tylko, że ja nie mam za dużo kasy. To będą myślę ... małe zakupy,
- Jasne. Jak chcesz.  Chodź.! 
Wybrałyśmy się z Jenn na miasto. Kupiłam sobie sweterek. Kaszmirowy. Jenn powiedziała, że mi w nim do twarzy. Jenn za to kupiła sobie nowe jeansy. Do tego kozaczki. Ładnee. Po powrocie położyłam nowy nabytek w szafie. Zeszłam na dół, na kolację. Wszyscy już byli oprócz Jennifer. Usiadałam na swoim miejscu. Wzięłam kanapkę z szynką i pomidorem, plus herbata. Chłopcy dużo zjedli. Ja z resztą dziewczyn trochę mniej. Jenn doszła kiedy wszyscy zjedli. Zjadła szybko swoje i poszliśmy do sali ćwiczeń. Pani Bones wyglądała na roztargnioną. Opowiedziała nam, jak wyobraża sobie nasze treningi i rok szkolny. Na razie nie chodzimy do szkoły, tylko ćwiczymy. Na zajęcia wrócimy dopiero za  miesiąc. 
- Trening zaczynamy od jutra. Zaraz po śniadaniu chcę Was tu widzieć. - zadecydował pan Stark. Po tym całym spotkaniu poszłam do pokoju. Poszłam się umyć. Przyszła Alice. Ona też poszła się myć. Założyłam słuchawki na uszy i wsłuchiwałam się w  piosenkę zespołu "Linkin Park". Rozmyślałam przy tym o jutrzejszym treningu. Zastanowiłam się też, jak będzie wyglądać moje spotkanie z Shanem. Sądzę, że będzie ciekawie. Zaczęłam odpływać..., zapadać w sen. Zobaczyłam łąkę. Te samą, co kilka dni wcześniej w moim śnie. ..... 

______________________________________________________

 Okey. To jest rozdział IX. Myślę, że wydał się Wam ciekawy. Poznaliśmy bliżej Naszą bohaterkę i Shane'a. Następnego rozdziału możecie się spodziewać ... już jutro. Chyba xd   A i ten rozdział wymyślałam na bieżąco, bo wcześniej napisany rozdział IX gdzieś się zapodział.  Miłego czytanka. ! 
                                                                                               
                                                                                                                          Rozmuska. ^^ 


środa, 29 sierpnia 2012

Rozdział VIII

 Przed nim natomiast stali nauczyciele. Każdemu z nas podali kartkę z przydzielonym już numerem pokoju.
-Będziecie mieszkać po dwie, trzy osoby w pokoju. I żadnych zmian proszę. - zawołał wf-ista. Modliłam się w duchu by być z Jenn. Innych lokatorów wykluczałam. Dostaliśmy klucze. Myślałam jak to teraz będzie....bez pysznej jajecznicy mamy. Bez jej dodatkowego budzenia....Gdy ocknęłam się z małego transu natychmiast weszłam do nowego miejsca zamieszkania. Schody prowadziły na górę gdzie mieliśmy pokoje. Jak już stałam pod moim zauważyła, że drzwi są uchylone więc pewnie moja współlokatorka już tam gościła. Wzięłam powietrze do ust i weszłam.
To co zobaczyłam było po części szokiem a po części przerażeniem.
O nie! Nie! Nie! Nie!
-Co ty tu do cholery? Chyba ci się numerki pomyliły....-błysnęła Alice.
-No czytać i liczyć to ja jeszcze umiem, okay!?- broniłam się.
-Że ja mam mieć pokój z TOBĄ?! Zakatrupie tego kto to wymyślił!
-Dobra! Ale Stark powiedział że zmian nie będzie...mogłaś trafić gorzej np. na Jenn...- to ją chyba przekona.
-W sumie...może i tak. Mniejsza o to. Tamto łóżko twoje, to moje. A! I zakaz dotykania moich rzeczy bez pozwolenia, jasne?
-Tak.
-To dobrze. Twoja przyjaciółka była wredna w autobusie...
No tak. I teraz będę miała przekichane. Pięknie. Super. Podbite oko. Rozcięta warga. Czemu nie? A może coś gorszego...może dosypie mi trucizny do jedzenia?!
-Prze..-chciałam zacząć lecz Alice się wtrąciła
-Więc zacznijmy jeszcze raz. Jestem Alice.- przedstawiła się po raz kolejny.
Tego się nie spodziewałam.
-Emily.
-Spoko. Do obiadu mamy jeszcze czas by się rozpakować i poznać więc go nie traćmy, okay?
-Git.
I tak poznawałyśmy się do 12, rozpakowując przy okazji swoje rzeczy. Gdy skończyłyśmy padłyśmy na nasze łóżka.
-Wiesz, nie jesteś taka zła - powiedziała Ali.
-Dzięki, ty też. Bo...Jenn opowiadała mi na twój temat, a właściwie wasz, tylko to co mówią inni..
-Ah -westchnęła- no tak...czasem mam tego dość
-Jak to się zaczęło?
-Cóż, zawsze byłam inna. I pod względem wyglądu i duszy..no i jak pewnie słyszałaś orientacji. Ubierałam się na czarno, słuchałam ciężkiej muzy, nie interesowałam się tylko chłopakami..i się wyśmiewali.
-Sory cię bardzo ale chyba każdy jest inny nie? To nie powód żeby go wyśmiać.
Alice popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Może była zaskoczona?
-Eeee...dzięki.
-Spoczko.
I tak jeszcze rozmawiałyśmy 2 godzinki. Dowiedziałam się o niej różnych rzeczy tak jak ona o mnie. Nie była zła...po prostu to wszystko opinia ludzi. Miałam szczęście, i przy okazji ubaw gdy Ali powiedziała że nie jestem w jej typie.
Gdy zerknęłyśmy na zegar była 14 więc zebrałyśmy się i poszłyśmy na obiad.Zauważyłam że Shane się na mnie gapi a Alice na niego zerka.
Zjedliśmy w mgnieniu oka.
-Ktoś może wybierze się na poobiedni spacerek? -zaproponowała Alice. Chyba nikt nie miał na niego ochoty..
-Ja pójdę.- odezwał się nieznajomy głos. Jak się okazało należał do Eve. Dziewczyny ubrały buty i bluzy po czym wyszły.
Na złość dzisiaj przypadała mi rola zmywania. Brudną robotę jednak zrobi za mnie zmywarka. Wkładałam do niej naczynia i nawet nie zauważyłam że ktoś wszedł do kuchni.
-Hej- odsunęłam się szybko od zmywarki.
-Weź nie tak nie strasz bo na zawał zejdę.
-Przepraszam -powiedział Shane.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział VII

Byłam naprawdę zmęczona. Nie dość że ''zjadacze kotów'' chyba chcą mnie sobie przekąsić to cały czas o nich myślałam. No przynajmniej o tych dwóch chłopakach. Jak im tam szło..? Właśnie. Louis, nie cierpiał mnie( w sumie tak jak inni) co było widać gołym okiem. A Shane, on był taki przystojny...Nie! STOP! O czym ja w ogóle myśle?! Koniec. Spokojnie. Policz do dziesięciu....1...2...3
-Emily! Chyba musimy porozmawiać!
-Mamo, błagam, przełóżmy to na jutro, jestem padnięta.
-To nie może czekać do jutra - powiedziała moja matka.
Westchnęłam. Wolnym krokiem poszłam do salonu i klapłam na kanapie. Mama natomiast siadła na fotelu.
-No więc co masz takiego ciekawego do powiedzenia?
-Powinnam ci to powiedzieć na początku, no wiesz, o tej całej akcji...ale..
-I tak po prostu się zgodziłaś?! -wybuchnęłam. No bo która matka zgadza się by jej córka, która chce spokojnie skończyć gimnazjum brała udział w jakieś cholernej akcji!
-Jeśli nie chcesz, nie musisz w tym uczestniczyć - mama powiedziała to zranionym głosem. I co? Mam jej tak po prostu wybaczyć?
Cóż, może i to nie była jej wina. W sumie nawet chciałam uczestniczyć w tej całej akcji, projekcie...
-Przepraszam mamo, jestem zwyczajnie zmęczona.
-W porządku, rozumiem cię, ale musisz się jeszcze spakować, jutro macie o 10.00 zbiórke. A potem pojedziecie do nowego domu- podała mi kartke z adresem
-Okay.
Posłałam mamie uśmiech na jaki było mnie stać i poszłam do mojego pokoju. Z szafy wyjęłam dużą walizke i trochę mniejszą torbe. A potem zaczęło się..pakowanie wszystkich potrzebnych rzeczy. Ledwo je upchnęłam. Skończyłam po 3 godzinach. Byłam tak zmęczona że rzuciłam się na łóżko i zasnęłam w ubraniach, nie przebierając się nawet do piżamy.
Śniła mi się łąka. Czarno-biała. Pełno kwiatów. Byłam ubrana tylko w letnią sukienke. W oddali kogoś zobaczyłam. Postać ta była nie wyraźna ale dostrzegłam że stoi do mnie tyłem. Podeszłam więc bliżej pytając się kim on(jak wywnioskowałam) jest. Nie odezwał się. Dotknęłam lekko jego pleców i wszystko nagle zaczęła wirować. Obraz zamazał się jeszcze bardziej. Ciemność. Nic nie widziałam. Ale nagle znalazłam się na tej samej łące. Tylko że wszystko było...kolorowe. Znowu go zauważyłam, teraz stał przodem. Powoli podchodziłam bliżej by zobaczyć jego twarz. Jeszcze jeden krok...MUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!! Podniosłam się gwałtownie. MUUUUUUUUUUUUUUUU!!! Taaa.....budzik w kształcie krówki. Cholera jasna, w takim pięknym momencie. MUUUUUUUUUUUUUU!
-No wstaje no!
Budzik wskazywał 8.30, mam jeszcze półtora godziny. Wstałam, podeszłam do lustra. O! EM! GIE! Wyglądałam jak strach na wróble albo i jeszcze gorzej. I w dodatku śmierdziałam potem. Ugh! Wślizgnęłam się do kabiny i wzięłam 20-minutowy prysznic. Wraz z ubraniem się w coś wygodnego i do wyjścia zajęła mi to pół godzinki. Zeszłam na dół. Mama była już na nogach a z kuchni dobiegał zapach jajecznicy i bekonu.
Mniam.
-Dzień dobry- przywitałam się się z mamą. Podeszła do mnie i wyściskała.
-Em, pamiętaj że cię bardzo kocham i będe tęsknić.
-Ja też i to bardzo.
Usiadłam przy stole i zaszczeżyłam się gdy tylko podała mi śniadanie.
-Boże, nie moge uwierzyć że moja córka już się wyprowadza.
-Robię to dla dobra ludz -zakrztusiam się- kości.
-Nie mówi się z pełną buzią- upomniała mnie.
Śniadanie zjadłam z dwoma dokładkami. Najadłam się jak, za przeproszeniem, świnia. Pod mój dom podjechał autobus. Mama pomogła mi z bagażami. Jeszcze raz mnie wyściskała i pożegnała. Weszłam do autobusu i zajęłam miejsce obok Jenn. W autobusie byli już Louis i Caroline. Troche zdziwiło mnie że siedzą razem skoro zawsze dzielili się na chłopacy, dziewczyny. Ale Shane'a jak i Alice jeszcze nie było. Za to była jakaś dziewczyna której nie znałam.
-Hej! A kto to jest?- spytałam Jenn.
To jest...-zamyśliła się- Eve, taka jakaś ''Sierotka Marysia''-wykrzywiła usta w grymasie.
-Aham...
Podjechaliśmy pod jakiś dom. Wyszli z niego Shane i Alice. Co? Oni?! Razem?!
-Nie mówiłaą mi że oni są razem a w dodatku ze sobą mieszkają?
-Wyluzuj-parsknęła śmiechem Jennifer- Shane i Ali to rodzeństwo. Bliźniacy.
Zatkało mnie. Chociaż przypomniało mi się że chyba mieli tak samo na nazwisko..znaczy, Way?
-Serio?
-Noooo...raczej.
Wow..Ja i moja spostrzegawczość. Brawa proszę.
-Olo wszytskim! - zawołali, po czy przybili sobie piątke. Siedli wspólnie przed nami. Shane się odwrócił i spojrzał na Jenn ale po chwili jego wzrok utkwił na mnie
-Hmm...my się chyba nie znamy?- zagadnął.
-Chyba nie..
-Jestem Shane- posłał mi piękny uśmiech. Piękny?! Co ja bredze?!
-Emily, przedstawiałam się setke razy przed całą klasą.
-A no..Ładne imie. Takie poetyckie. Na przykład ''Romeo i Emily''.
-Raczej ''Romeo i Julia''-wtrąciłam.
-Może i tak ale to nie zmienia faktu że jesteś piękna. To znaczy masz piękne imie! To znaczy ty też jesteś ładna ale..
-Shane! krzyknęłam Alice- Uspokuj się!
-Sorry..
-Spoko - zapewniłam go
Tym razem odwróciła się Alice.
-Hej. powiedziała. Zdziw
-Cześć.
-Sorry za mojego brata ale..
-Mogliście jeszcze posiedzieć w psychiatryku- dokończyła Jenn.
-Tsaaa...-syknęła gotka- Ty jesteś ta nowa? Eeeee....Emily?
-Aha, no tak- uśmiechnęłam się łagodnie.
-A tamta dziewczyna w tyle...? Jakoś jej nie kumam.
-Jak się chodzi do szkoły to się wie- powiedziała Jennifer.
Alice spiorunowała ją wzrokiem. Jenn chyba przesadziła, w końcu może oni nie są źli? A i tak trochę głupio że jak jej tam? Eve? Tak. Eve siedzi sama. Na szczęście Alice się do niej przysiadła i zaczęły o czymś rozmawiać i co chwile wybuchać śmiechem. Pierwszy raz widziałam jak Eve się uśmiech....Widocznie się dobrze dogadywały.
Podróż minęła dosyć szybko. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy a przed nami stał całkiem sporych rozmiarów, uroczy domek.
                                                                                        Elvis
____________________
Przyznam że jak na moją osobę, trochę się rozpisałam xD

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział V i VI. ;)

                                                            

                                                     Rozdział V


Następny dzień był podobny. I następny. I następny. I kolejny.
 I...tego dnia były w szkole tylko trzecie klasy. Było to dziwne do tego stopnia, że nikt nie chciał nam powiedzieć czemu reszta ma wolne od szkoły. No ale cóż, dzień jak dzień. Chociaż był piątek i tak nie miałam na nic ochoty. W przeciwieństwie do innych, którzy cieszyli się, że już po lekcjach mogą iść do domu i aż do poniedziałku nic nie robić. Była już 11.00. Miałam teraz geografię. Jennifer już czekała na mnie w ławce. Ledwie weszłam do sali, a już zobaczyłam ich..."zjadaczy kotów". Byli ubrani inaczej niż zwykle. Tak...imprezowo. Jakby bardzo cieszyli się z nieobecności młodszych dzieciaków. Ale mam to gdzieś. Podeszłam do ławki i starałam się słuchać Bird' a. Ale obrócił się do mnie Zac .
-Siemeczka, mała.
-Mówiłam, że masz nie mówić do mnie "mała".
Oj, sorki. Emily ?
Co ? - zapytałam , choć wcale nie chciałam wiedzieć.
-Dałabyś się zaprosić kiedyś do kina?
-Kiedyś...
-Hej ! Tak w zasadzie miałem na myśli jutro !
-Ooo...No nie wiem. Jutro nie mogę. Umówiłam się już. Z Jenn. Prawda, Jenn?
-Hmm? Tak jasne! Idziemy na zakupy! - Uff.
-No właśnie. Muszę poznać tutejsze sklepy!
-No dobra. To kiedy indziej. Szkoda.. - Jest ! Odczepił się ! Byłam dziwnie zaskoczona, że Jenn wogóle wiedziała o czym mówiłam. Nie wyglądała jakby słuchała.
 
-Hej, dzięki ! Uratowałaś mnie ! - szepnęłam jej do ucha.
-Nie ma sprawy ! Ale i tak pójdziemy na zakupy.
Następny był w-f. Pan Stark był dziś miły. Za miły. Zbliżała się ostatnia lekcja. Godzina wychowawcza. Naszą wychowawczynią jest Amelie Blue. Zadzwonił dzwonek.
 
____________________________________


                                              Rozdział VI
 



Z głośnika nad biurkiem nauczycielki odezwał się głos dyrektorki. Marie Bones:
-Zapraszam do siebie : Alice Way , Eve Midleton, Caroline Forbes, Shane'a Way,  Louis'a Hamilton'a - Teraz już znam ich nazwiska.-Ciekawe, co znów zrobiliście ? - pani Blue położyła nacisk na "znowu".
- Jennifer Rey- tu oczy pani Blue zrobiły się jakby...większe.
-Emily Robertson. Poprosimy również nauczycieli : Pana Bird'a, Pana Stark'a, Panią Blue i Panią Skay.

O ja Cię ! Dlaczego ja ? Zastanawiam się co zrobiłam. Jenn wzięła mnie pod rękę i pociągnęła za sobą. Szłyśmy zaraz za tą grupą, która wydawała nam się dziwna. Louis złapał Caroline za rękę. Odwrócił się w naszą stronę. Popatrzył na Jenn, a potem na mnie. Zrobił skrzywioną minę i pocałował Caroline w policzek. Po chwili staliśmy już przed drzwiami dyrektor Bones, Shane zapukał do drzwi. Odezwał się głos jakiegoś mężczyzny. Po wejściu zorientowałam się, że to był nauczyciel wf-u pan Stark. Pani Skay- nauczycielka biologii- siedziała na krześle blada jak , no trup. Chyba zasłabła. Pani dyrektor zaczęła mówić:-Witajcie dzieci ! Wiecie, że nasza szkoła jest uznawana za jedną z najbezpieczniejszych szkół.
- Taa , i co w związku z tym . ? - Louis wydał mi się w tym momencie ..bezczelny. 
- Naszej szkole grozi niebezpieczeństwo, Louis.
-A co to ma wspólnego z nami ? - Wyskoczyła Alice.
-No wiesz, Alice bardzo dużo. Bo to Was wybraliśmy do jej obrony.
Jennifer wybuchnęła śmiechem.
- Taa, jasne ! I powiedzcie mi jeszcze, że dostanę jednorożca.! - Pani Blue dziwnie na nią spojrzała.
-Jennifer proszę, zrozum. My nie możemy tego robić. Jesteśmy za słabi.
-Owszem rozumiem, ale dlaczego ... my? - wskazała ręką mnie i siebie.
-Bo wiem, że się sprawdzicie. Okej. Do rzeczy. Pan Stark będzie uczył Was sztuk walki.
 Pan Bird pokaże Wam plan całej szkoły i nauczy przemieszczania się szybami wentylacyjnymi. 
Pani Skay da Wam wiedzę ogólną o zabezpieczeniach i strojach "maskujących".
 Pani Blue będzie Was uczyć opanowania i spokoju umysłu.
 Będziecie mieszkać razem w domku wyposażonym w sprzęt do treningów. Shane popatrzył na mnie, potem na Jenn, a potem znów na mnie. Wydawał mi się taki przystojny. Popatrzyłam na Louis'a, który spoglądał na mnie z gniewem. Kiedy zorientowałam się, co przed chwilą powiedziała do nas dyrektorka zamurowało mnie. Ciekawe, co powie na to mama ?
-Właśnie od jutra zaczynacie treningi, a i o rodziców się nie martwcie. Wiedzą o wszystkim.
Ulżyło mi. Wróciłam do domu myśląc nad tym wszystkim.

                                                                                           Rozmuska.

___________________________________

Okey. W tych rozdziałach zbyt szybko toczy się cała akcja, ale przekonacie się , dlaczego.
Świat Emily wywraca się do góry nogami ... zaraz po przeprowadzce do jej ... nowego domu. Czy sobie poradzi z zadaniem , jakie ma do wykonania. ?  Więcej na ten temat dowiecie się już w następnych rozdziałach, a te ... napisze Wam Elvis.
                                                                
                                                                     Do poczytania. Rozmuska. xD